Natalia Szroeder – NATinterpretacje (2016), recenzja Jonatana Paszkiewicza

0
323

Potrzebny je drech, chciałoby się powiedzieć, słuchając debiutanckiej płyty Natalii Szroeder. I bynajmniej nie dlatego, żeby mieć się komu pożalić. Wręcz przeciwnie – potrzebny jest po to, aby mieć się z kim podzielić naprawdę dobrym, przemyślanym i dopracowanym muzycznym materiałem. Natalia nam dojrzała, wybrała swoją własną ścieżkę i pokazała, że nie tylko wokal jest jej atutem.

Natalia Szroeder dojrzewała artystycznie na naszych oczach. Jej debiutancki singiel, Jane, ukazał się cztery lata temu. Młodziutka, 17-letnia wówczas Natalka nagrała uroczą, choć bardzo przeciętną piosenkę, której odbiorcami mogli być co najwyżej niewymagający rówieśnicy samej wykonawczyni. Potem przyszła pora na kolejny singiel, Tęczowy, bardzo podobny klimatem do poprzednika. I choć Natalia śpiewała obie piosenki na swoich koncertach jeszcze w tym roku, to zaznaczała, że nie z taką stylistyką wiąże swoją muzyczną przyszłość.

Z nową płytą Natalii Szroeder jest mi po drodze, to prawda, ale muszę przyznać, że do pierwszego poważnego przedsięwzięcia artystki, jakim była współpraca z Liberem, podchodziłem z dużym dystansem. Powód był prozaiczny – najzwyczajniej w świecie nie odpowiada(ła) mi estetyka ich wspólnych utworów. Jednak Natalii nie można było odmówić jednego – ogromnego potencjału, który należało tylko odpowiednio wykorzystać.

Po sukcesie piosenek nagranych w duecie z Liberem, Natalia nie spoczęła na laurach, ale kontynuowała karierę solową. W marcu br. wzięła udział w polskich preselekcjach do Konkursu Piosenki Eurowizji, prezentując Lustra – pierwszy singiel zapowiadający NATinterpretacje. To była bardzo dobra, przebojowa propozycja – zarówno na konkurs, jak i na pierwszą zapowiedź debiutanckiej płyty. Moje oczekiwania co do długogrającego debiutu artystki były tym większe, że znałem jej muzyczne inspiracje. Bo o ile do Rihanny mi daleko, to mając w pamięci wykonywane przez Natalię covery utworów Whitney HoustonEvanescence czy Varius Manx byłem pełen nadziei, że premierowy materiał w jakimś stopniu do nich nawiąże. Tak też się stało, ale o tym za chwilę.

Na nowej płycie Natalii Szroeder znalazło się łącznie 13 utworów: 12 piosenek premierowych oraz nagrany przed czterema laty utwór Potrzebny je drech w języku kaszubskim. Przy panującej obecnie „modzie” na krótkie tracklisty wydawnictw muzycznych, 13 piosenek to naprawdę dobry wynik.

Album otwiera Domek z kart – utwór wybrany na drugi singiel promujący NATinterpretacje. Oszczędna muzyka, doskonale uwydatniająca barwę głosu Natalii, stanowi idealne tło dla zmysłowego tekstu. Znacznie bardziej przebojowe są dwa pozostałe single z płyty – Lustra i Powietrze – ze szczególnym uwzględnieniem eurowizyjnego kandydata. Słowa do obu piosenek są bardzo proste, żeby nie powiedzieć typowe, ale łatwo wpadające w ucho, dlatego idealne do radia. Cała warstwa tekstowa nowego albumu nie jest zresztą dziełem sztuki, ale nie zapominajmy, że muzyka popularna rządzi się swoimi prawami. Mimo wszystko, znajdziemy w tekstach z NATinterpretacji kilka perełek.

Bogata zawartość debiutanckiej płyty Natalii Szroeder pozwala na swobodne poszukiwania swoich własnych faworytów. Ja znalazłem cztery niekwestionowane, z których najbardziej spodobał mi się utwór Złoty brzeg, przepięknie zinterpretowany przez Natalię, uwypuklający pełnię jej wokalnej wrażliwości. Co szczególnie warte podkreślenia – autorką i muzyki, i słów do tej piosenki jest sama Natalia. Sytuacja ma się podobnie w przypadku zamykającej album kompozycji Jednym słowem. To ogromnie cieszy, że artystka z perfekcyjnym wręcz wokalem nie polega tylko na nim, ale też pisze teksty i komponuje muzykę.

NATinterpretacje, co ciekawe, są również okazją do muzycznej podróży w czasie. Łagodna perkusja w tle utworu Zamienię cię, połączona z równie przyjemnym dla ucha pianinem, przywodzi na myśl lata 90. Pozostałym utworom z płyty bliżej już do współczesności. Świetnym rozwiązaniem w piosence Zobacz nas było wplecenie w refren partii chóralnych. Kolejne utwory: urocze Nie-niebo, surowe Patrz mi w oczy i elektroniczny Błąd – choć zupełnie różne względem siebie, są bardzo dobrym dowodem na to, że różnorodność wcale nie musi oznaczać braku spójności. Jednak o ile Błąd jest propozycją zadowalającą, to utwór Wszystko – również obfitujący w elektroniczne dźwięki – jest już bardzo męczący. Do gustu nie przypadł mi także utwór Skradnę. Zaczyna się obiecująco, ale czar pryska już w dziesiątej sekundzie jego trwania – odtąd robi się dość banalnie.

W skład albumu weszła również jedna, zupełnie wyjątkowa pozycja – utwór Potrzebny je drech, nagrany przez Natalię w jej rodzimym języku, po kaszubsku. Towarzyszące wokalowi Natalii samo pianino w zupełności wystarcza za wszystkie inne instrumenty. Piękne, że udało się dodać do tracklisty popowego wydawnictwa piosenkę folklorystyczną, pokazującą korzenie jej wykonawczyni.

Na sam koniec życzyłbym sobie, żeby takich debiutów było więcej. NATinterpretacje, poza drobnymi niedociągnięciami, to naprawdę dobra płyta. Okazuje się, że dobra muzyka popularna – choć coraz częściej jest towarem deficytowym –  nie zginęła i ma swoich godnych przedstawicieli.