Natalia Przybysz oczarowała toruńską Od Nowę. Relacja Łukasza Jaćkiewicza i zdjęcia Jakuba Molina

Są artyści, którzy stoją w miejscu i na dłuższą metę nic sobą nie prezentują. Są i tacy, którzy z roku na rok podnoszą sobie poprzeczkę. Świadomie, rozwijając się wokalnie i zmysłowo krocząc naprzód. Nie zatrzymując się ani na chwilę. Taką ścieżkę zdecydowanie wybrała sobie Natalia Przybysz, która udowodniła to po raz kolejny. Zapraszamy na relację i zdjęcia z Torunia.

Podejrzewam Natalię o Geniusz. O taki Geniusz pisany przez duże G. Tu już nawet nie chodzi o sam repertuar (choć piękny, wręcz genialny), ale o samo poczucie bycia na scenie. Oto jak się prezentuje na niej, z jaką świadomością (bądź nieświadomością) czaruje słuchaczy. Zanim jednak całkowicie zacznę zachwalać ten koncert (zasłużenie zresztą), chciałbym chwilę poświęcić idei tego wydarzenia. Natalia Przybysz przyjechała do Torunia w ramach promocji ostatniej płyty Prąd. Było to także zwieńczenie październikowej akcji „Jak to się stało, że zapomniałam o swoich piersiach?„, która odbywała się ostatnio w Toruniu. Wokalistka postanowiła zostać ambasadorką tej akcji. Dodam, że było to moje drugie spotkanie z wokalistka w ostatnim czasie. Wcześniej dane mi było wysłuchać ją na tegorocznym Open’er Festival 2015.

Wracając jednak do samego koncertu, to był on w większości poświęcony materiałowi zawartemu na płycie Prąd. Już rozpoczynający wydarzenie tytułowy utwór wprowadził mnie mile w cały klimat. Nieco stonowana kompozycja pokazuje Natalię z lekko balladowej strony i uwydatnia piękno wokalu i z tej strony. Dalej było jednak jeszcze lepiej. Pierwsza część koncertu w ogóle postawiona została w oblicze bardziej energetycznych melodii. Sławny chyba już w całej Polsce Miód to moim zdaniem wizytówka tej artystki. To utwór który mimo alternatywnego, bluesowego-rockowego wybrzmienia, trafił do bardzo szerokiego grona odbiorców. I tu należą się jej brawa. Chwytliwy, bardzo mądry tekst, tylko temu potwierdza. Krzykliwe, zbuntowane i dzikie XJS nieźle kontrastuje z całym bandem Natalii. Czuć tę energię, którą wokalistka pokazuje całą sobą. Wyraża to w słowach, w emocjach im towarzyszącym. Widać to również przy mimice twarzy i mimowolnych ruchach dłoni. To jest proszę Państwa autentyczne. Człowiek już nie tylko ma wrażenie oryginalności, a czuje ją całym sobą. No i słowa, choć oszczędne, są bardzo szczere. Niewymuszone. Artystka nie słodzi nam, abyśmy poczuli się lepiej.

Przepięknie na żywo brzmi Nie będę Twoją laleczką. Równie pięknie słucha się kompozycji, którą niegdyś wykonywał Czesław Niemen. W Kwiatach ojczystych zachowano urok oryginału, a głos Natalii dodał jej tylko więcej uroku. Na takie covery czeka się bardzo długo, a tu wydaje się, że zostało to zaśpiewane z niezwykłą lekkością. Podobnie jest w przypadku kompozycji Do kogo idziesz?, w której niezwykły głos Miry Kubasińskiej został zamieniony drugim, niezwykle rasowym. Nawet nazywany przeze mnie hymnem Prądu, utwór Przeze mnie nie stracił tu swojej barwy i nieco ciągnącego się akompaniamentu.  Na dodatek dostaliśmy balladowe Sto lat i Królową śniegu, w której Natalię zobaczyliśmy po raz pierwszy z gitarą.

Dla przełamania Prądu, otrzymaliśmy także tego wieczoru kilka innych utworów. Mi szczególnie podobało wykonanie utworu Niebieski, który promował wcześniejszą płytę wokalistki z piosenkami Janis Joplin. Zachwycam się również jej wersją Space Oddity od Davida Bowie. I kilkoma innymi. Pozostawiam Wam to jako zajawkę. Pójdźcie i przekonajcie się sami!

Jeśli macie możliwość to wybierzcie się na koncert Natalii. Wokalistka magnetyzuje swoją twórczością, nie da się jej zlekceważyć. Czaruje głosem, interpretacją, feelingiem i spojrzeniem na muzykę. Podnosi sobie również i tak wysoko postawioną poprzeczkę. Strach pomyśleć co będzie prezentować za kilka lat. Z niecierpliwością czekam!

Fot. Jakub Molin / All About Music

Czytaj również