Pierwsza połowa 2023 roku minęła, więc zaczynają się podsumowania minionego czasu. Magazyn Rolling Stone wskazał 85 albumów, które według członków redakcji były najlepszymi wydawnictwami na światowym rynku muzycznym w tym okresie. Wśród wyróżnionych znaleźli się przedstawiciele różnych gatunków między innymi Miley Cyrus, Janelle Monáe, Lil Yachty, Lana Del Rey oraz Danny Brown.

Lista albumów nie jest rankingiem. Opisy płyt, przygotowane przez redaktorów magazynu, przedstawione zostały w kolejności alfabetycznej. Poniżej znajduje się wybranych 5 z nich. Całą listę można zobaczyć tutaj.
Bebe Rexha – Bebe
Bebe Rexha połączyła pop z lat siedemdziesiątych i lirykę Stevie Nicks z wesołymi melodiami i dyskotekowymi motywami, tworząc swój najlepszy, jak dotąd, album. Płyta stanowi wyraźny kontrast w stosunku do mroczniejszej energii jej wcześniejszej muzyki, a ona sama epatuje optymizmem. Chociaż album zawiera hit I’m Good (Blue) z Davidem Guettą, najlepsze momenty Rexhy to taneczno-popowe piosenki, takie jak I’m Not High, I’m In Love i Seasons z Dolly Parton.
Miley Cyrus – Endless Summer Vacation
Cyrus ma na swoim koncie oczyszczające ballady i cukierkowe ody do Ameryki. Robiła już wypady do synthpopu, psychodeli, country i art-rocka, wyśmiewała publiczne oczekiwania wobec niej i jej muzyki. Ósmy album Cyrus Endless Summer Vacation, którego zwiastunem było chłodne oświadczenie o niezależności Flowers, wydaje się być podsumowaniem jej ponad 15-letniej kariery, a Cyrus porusza się po gatunkach z łatwością doświadczonego turysty.
Foo Fighters – But Here We Are
Pierwszy album Foo Fighters od czasu śmierci perkusisty Taylora Hawkinsa jest wynikiem tego, co dzieje się, gdy sprawy stają się całkowicie nieprzewidywalne. Posiada witalność, która w pewnym sensie jest oczekiwana, biorąc pod uwagę wydarzenia, które miały miejsce przed jego wydaniem, ale odmowa obrania łatwej drogi w kontekście żałoby sprawia, że jego perkusyjne brzmienia (grane przez Grohla w jego pierwszym powrocie od 2005 roku) są intensywniejsze, a gitarowe motywy uderzają mocniej. Nawet bardziej stonowane utwory, takie jak Show Me How, w którym pojawia się córka Grohla Violet, mają w sobie energię, która sprawia, że But Here We Are jest wciągającym albumem.
Jessie Ware – That! Feels! Good!
Ware skupia się na wielu przyjemnościach płynących z muzyki tanecznej. Ciało i doznania cielesne są podkreślane, podczas gdy zahamowania są odrzucane w pogoni za ekstazą. That! Feels! Good! to album jeszcze jaśniejszy i bardziej funkowy niż jego uznany poprzednik z 2020 roku, What’s Your Pleasure, pełen dęciaków i groove’ów, które wzmacniają pozytywny przekaz. “Why does all the purest love get filtered through machines?” zastanawia się wokalistka w Begin Again. Jest to apel o naprawę więzi międzyludzkich. Parkiet jest do tego bardzo dobrym miejscem.
Niall Horan – The Show
Irlandzki bard One Direction zawsze był ciepłą i uroczą duszą, zawsze gotowy do wyciągnięcia gitary akustycznej i sprawienia, że stadion poczuje się jak hałaśliwy pub. Ale Niall Horan podnosi poziom swojej gry dzięki The Show, jego trzeciemu i najlepszemu jak dotąd albumowi. Staje się emocjonalny, gdy zbliża się do trzydziestki. Wiele z utworów skomponował na pianino, ponieważ jego ukochane gitary utknęły w magazynie koncertowym – szczególnie okrutny los dla tego faceta. Pełno tu wyluzowanych ballad inspirowanych Laurel Canyon, ciężkich i łagodnych, pełnych uczuć związanych z poszukiwaniem zdrowego rozsądku w czasach osobistych zawirowań. Jak wyznaje w Must Be Love, „jestem specjalistą od nadmiernego myślenia o wszystkim”.

