Mylène Farmer – Interstellaires (2015), recenzja Łukasza Jaćkiewicza

Mylène Farmer to jedna z najważniejszych kobiet francuskiej muzyki ostatnich dekad. Choć w Polsce raczej się o niej nie wspomina, zasługi ma wielkie i to trzeba jej oddać. Wokalistka postanowiła o sobie przypomnieć za sprawą płyty Interstellaires, w której udowadnia, że wciąż liczy się w muzycznym show biznesie.

Aby dobrze wprowadzić Was w dalszą część recenzji, muszę przedstawić Mylene w kilku zdaniach. Wokalistka debiutowała w drugiej części lat 80. i na swoim koncie ma kilkanaście różnie przyjętych płyt. To jedna z tych kobiet na francuskiej scenie muzycznej, która jest typowo francuska. To kobieta znana ze swojego urokliwego głosu, od dekad uważana za uosobienie kobiecości. To właśnie ona śpiewała po raz pierwszy takie utwory jak Libertine czy Désenchantée. Tak, te które znamy z radiowych wersji Kate Ryan.

W trzy lata po ukazaniu nieco mdłej dla mnie płyty Monkey Me, wokalistka powraca na rynek z o wiele lepszą płytą Interstellaires. Albumu jednak nie należy traktować od samego początku jako czegoś przełomowego, utrzymanego w innej stylistyce i brzmieniu. To zawartość typowa dla wokalistki, którą czaruje nas od kilkudziesięciu lat. To również piosenki przeznaczone raczej na rynek francuski, typowe dla tego obszaru, choć wydawać by się jednak mogło, że tuż po opublikowaniu pierwszego singla Stolen Car, Mylene kieruje swoje myśli na rynek zagraniczny. Utwór ten, nagrany pierwotnie przez samego Stinga, zyskuje tu nowe życie. Płynne dźwięki podbite dość mocnym basem nieźle łączą się zarówno z francuskim tekstem samej zainteresowanej jak i angielskimi wersami Stinga. Odbiega to także nieco od stylistyki, którą nas do tej pory raczyła. Ten jeden i jedyny raz na płycie. Reszta albumu to kontynuacja brzmienia sprzed lat w nieco nowocześniejszej odsłonie. Patrząc jednak na jej głos, nie wyobrażam sobie widzieć ją w innej stylistyce. Ani to krok w przód ani w tył. Singiel jest zatem tylko chwilową odmianą, dobrym początkiem nowej odsłony.

Wśród jedenastu utworów, kilka wybija się ponadprzeciętnie. Już rozpoczynający tracklistę kawałek Interstellaires dobrze zapowiada całość. Gitarowe intro z nieco ciężkawymi zwrotkami, w których głos ciągnie się jak najdłuższa struna, wprowadza nas w bogaty refren. Podobna sytuacja klaruje się chociażby w C’est pas moi z tą jednak różnicą, że zwrotki grają tu większą rolę. Są osobnym tworem, który świetnie dopasowany jest do miłych dla ucha refrenów. Rytmiczny, ale monotonny podkład doskonale do tej piosenki pasuje. W Pas d’access natomiast urzeka mnie lekki elektroniczny bit, który w połączeniu z ciepłym sopranem brzmi nieziemsko. Zdecydowany kandydat na jeden z singli.

Słuchając jednak ballad ma się wrażenie, że materiał jest niedopracowany. O ile mogę zrozumieć wydanie utworu I Want You To Want Me i City of Love jako nieco ckliwych ballad, które praktycznie na każdym albumie się znajdują, to nie rozumiem takiej sposobności z Un jour ou l’autre. Głos Mylene brzmi tu trochę operowo, a ciągnący się podkład potęguje tylko złe emocje, jakie odnajduje w tej piosence. O wiele lepiej słucha się te utwory, które przypominają nam ballady lub spokojniejsze utwory, ale w międzyczasie stają się bardziej dźwięczne. W Love Song odnajduje dobrze zarysowaną rockową duszę, a w Insondables nawiązania do dźwięków sprzed kilku dekad z charakterystycznymi riffami gitary. Najmocniejsze z tej perspektywy wydaje się A rebours z mówionymi wersami, mające w sobie jakąś pozytywną moc.

Interstellaires to zaznaczenie punktu kontrolnego na mapie kariery Mylène Farmer. Wokalistka udowadnia, że mocno stąpa po ziemi z bardziej energetycznymi kompozycjami, w której podkład gra główną rolę i współgra z wokalem. Niestety przy typowych balladach jest głos w monotonnych piosenkach się nie broni. Zdecydowanie czuje się tu niedosyt i brak dopracowania ze strony producentów. To, co powinno brzmieć świetnie, tak tu nie brzmi. Mam nadzieję, że przy kolejnej płycie wokalistka bardziej dopracuje niektóre aspekty, a ja sam będę wtedy mógł ocenić ją bardziej pozytywnie. Dziś jednak życzyłbym sobie dobrego dobierania singli. Tak jak to nastąpiło z Stolen Car.

Czytaj również