Gdy gwiazda muzyki pop postanawia spróbować swoich sił w nieznanej sobie do tej pory dziedzinie sztuki, efekty bywają bardzo różne. Sia, czyli jedna z najbardziej rozpoznawalnych australijskich wokalistek wszechczasów, po ponad dekadzie śpiewania w najróżniejszych filmowych produkcjach, postanowiła stworzyć swój autorski film, by również w nim zaśpiewać. Tym samym powstał „Music”, w którym Sia chciała… no właśnie.

Film opowiada o kilku tygodniach z życia tytułowej Music, w tej roli Maddie Ziegler, oraz jej przyrodniej siostry Kazu, graną przez Kate Hudson, które muszą stawić czoła brutalnej rzeczowości, gdzie trup ścieli się gęsto (naprawdę), a nasza wyobraźnia pomoże nam pokonać wszelakie przeszkody na drodze ku szczęściu. Jeśli dostrzegliście w poprzednim zdaniu ironię, to brawo dla was, ponieważ jeśli chodzi o fabułę tej produkcji, to jest ona banalna do szpiku kości. W istocie poza podaną nam już w zapowiedzi opowiastką o trudach życia ludzi z nizin społecznych, brak tu innego punktu zaczepienia, czy nawet morału – kolejny rozgrzewający serduszko film, który nie prowokuje do jakichkolwiek głębszych refleksji.

Jasnym jest, że takich produkcji nam po prostu potrzeba, jednak problemem „Music” jest to, że nie oferuje nic więcej, w dodatkowo nie wie komu to proponuje. Bardzo przyjemne sekcje muzyczne są w sam raz dla dzieciaków – kolorowe, wesołe i z pomysłem, gdzie nawet dojrzalsi widzowie mogę zaczerpnąć trochę przyjemności z ich oglądania. Zresztą to jednocześnie najmocniejsza strona tego filmu, bo Sia po prostu wie jak robić atrakcyjne wizualne klipy, co wiadomo nie od dzisiaj. Jednak cała reszta fabuły to najbardziej dramatyczny dramat jaki można sobie wyobrazić – wszelkiego rodzaju choroby, narkotyki, społeczne uprzedzenia oraz bieda. Praktycznie wszystkie problemy ludzkości znalazły swoje urzeczywistnienie w tym teoretycznie niezobowiązującym filmie dla całej rodziny.
Pora przejść do aktorstwa, czyli najbardziej kontrowersyjnego oblicza tego film, ale zacznę od jego zalet, czyli Kate Hudson. To nie jest występ na miarę Charlize Theron w „Monster”, czy Julii Roberts jako Erin Brockovich, ale jest to zupełnie inna rola, niż te, w których Kate do tej pory grała, czyli przede wszystkim zadziornych blondynek. Postać Zu to zadziorna, ale krótkowłosa kobieta i szczerze kibicowałem jej szybkiego wyjścia na prostą. Co prawda jej wątek jest tak sztampowy, że trudno tu mówić o w pełni wiarygodnej przemianie, jednak sympatię moją zyskała. Dlatego też nie dziwi mnie nominacja Hudson do Złotych Globów, jako najlepsza aktorka pierwszoplanowa w filmie komediowym / musialu, choć z pewnością znalazłaby się przynajmniej jedna lepsza rola od tej właśnie.
Jednak gdy mowa o postaci Maddie Ziegler, czyli Music, problematyczność tego filmu rośnie gwałtownie. Zaangażowanie jej do roli bohaterki ze spektrum autyzmu, choć co ciekawe w filmie to określnie nigdy nie pada, gdy Ziegler po prostu nie jest taką osobą, jest pomysłem po prostu słabym. Żyjąc w XXI wieku chcę oczekiwać od twórców, że w ich produkcjach czarnoskóre postacie istniejące w rzeczywistości będą grane przez czarnoskórych aktorów, a postacie z zespołem Downa, będą grane przez aktorów z zespołem Downa. Nie ma to żadnego związku z polityczną poprawnością, a wręcz przeciwnie, z szacunkiem dla danej grupy osób, które nie miały do tej pory szansy występować w kinowym ekranie. Zatem gdy stworzona na potrzeby filmu postać jest autystyczna, warto jest zaangażować aktora, który realnie ją odegra, bo wie na czym to polega. Chyba, że scenariusz przewiduje bardzo konkretne wydarzenia i zachowania tego bohatera, które popychają fabułę w bardzo konkretnym kierunku, co w przypadku postaci Music ma właśnie miejsce.
Portretując daną postać, aktor polega na reżyserze oraz scenarzyście, to oczywiste. Dlatego też, gdy obydwoje zawalą swoją robotę, aktor niewiele może zdziałać. Sia, czyli reżyserka i scenarzystka w jednym, która pomimo rzekomych czterech lat zgłębiania tematu osób ze spektrum, nie tylko nie wykonała dostatecznie dobrze swojej pracy, ale jak się okazuje nie zwróciła się o pomoc do odpowiednich osób. Mnie wystarczyły dwa filmy na YT, by dowiedzieć się, że każda z osób ze spektrum ma inne niedogodności z tym związane. Zatem można by było powiedzieć, że postać Music reprezentuje jedną z silniejszych postaci autyzmu, prawda? Otóż nie, bo przez to, że nie pada tam słowo autyzm, jej postać to wyłącznie wyobrażenie zwykłego człowieka odnośnie „osób chorych na autyzm”, co jest po prostu dla nich krzywdzące. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej na temat problematyki postaci Music, polecam wam filmy z udziałem dwóch autystycznych YouTuberek – Paige Layle oraz Princess Aspien, które mówią o swoich przemyśleniach na podstawie zwiastuna tego filmu.
Gdy mowa o pozostałych aspektach filmu, w których udział miała Sia, to nie jest wcale lepiej. Tak jak już wspomniałem, za sprawą swojej „feel good story” nie stworzyła niczego nowego, a jedynie przeniosła naekran to, z tego z czego jest już znana – nagromadzenie prościutkich metafor oraz podnoszenie na duchu. Co do samego poziomu nakręcenia filmu, bo Sia stanęła również za kamerą, to niestety Australijka nie umie jeszcze w kino, ale jeśli tylko będzie chciała, z pewnością ma nad czym pracować. No i co by to był za „celebrycki” film, gdyby nie wystąpiła w nim jego autora. Cameo Sii to kolejny kwiatek do tego tandetnego kożucha, choć ten jest raczej kuriozalny i niedorzeczny, niż obraźliwy. Chyba, że był to komentarz dotyczący tego jak wygląda „dobroczynność” gwiazd Hollywood, wtedy jest to naprawdę ciekawe i aż nie mogę się doczekać wszelakich spiskowych teorii inspirowanych tym konkretnym fragmentem filmu. No i jest jeszcze muzyka – klasyczna Sia, a jeśli oczekujecie więc szczegółów na ten temat, wyczekujcie recenzji oficjalnej ścieżki dźwiękowej.
„Music” to nie jest dobry film, choć znalazło się w nim kilka dobrze zrealizowanych elementów. Szkoda, że Sia nie potrafiła napisać tego lepiej, albo przynajmniej poprosić kogoś o pomoc w redakcji swoje scenariusza, bo mimo wszystko kryje się tu potencjał na coś naprawdę interesującego. Niestety, wszystko co dobre zostało przykryte przez problemy z postacią Music, siermiężne scenopisarstwo oraz brak ambicji do stworzenia czegoś innego. Polecam tylko dla oglądania go ze znajomymi, by w czasie seansu zagrać w bingo najbardziej traumatycznych rzeczy, jakie mogą spotkać człowieka w jego marnym społecznie żywocie.
- Data premiery:
- Single:
