Site icon All About Music

Przez przekrój twórczości do inspiracji innymi. Muse – Will Of The People, 2022 (recenzja)

Po niecałych 4 latach od wydania w 2018 roku krążka Simulation Theory, przyszła pora na kolejne dziecko w dorobku, którym jest Will Of The People. Jak większość płyt wydawanych przez znanych muzyków w ostatnich latach, również ten tworzony był m.in w czasach lockdownów. Jak wiadomo, Muse, to zdecydowanie zwolennicy mocniejszego grania i brzmienia. Nie znaczy to jednak, że nie mają na koncie nieco spokojniejszych kawałków, a nawet płyt. Najnowszy album jest właśnie takim zlepkiem, a w zasadzie przekrojem stylistycznym tego, czym raczyli nas przez swoją karierę. Oczywiście, pomimo ogromnego doświadczenia scenicznego, jak i twórczego, nie brakuje tu inspiracji innymi wielkimi muzycznymi markami.

Na Will Of The People znalazło się 10 kompozycji, z czego aż połowa była singlami promującymi. Motywem przewodnim tekstów jest strach. W zasadzie, można by rzec, że życie i otaczający nas w ostatnich latach świat dostarczał tematów na kolejne utwory. Usłyszymy o protestach, klęskach żywiołowych, śmierci z powodu pandemii, wojnach i można by tak dalej wymieniać. Jak widać, życie pisze nie tylko dobre scenariusze filmowe, ale również można je przelać na warstwę tekstową, która ubogacona zostaje o muzykę. Materiał na album nagrywany był w studiach w Los Angeles oraz w Londynie.

Różnorodność i ilość utworów sprawia, że jest on bardzo przyjemny do słuchania, a już na pewno dla fanów rockowego brzmienia. Ale nie tylko rockowego, bo mamy je chyba w każdej odmianie, zarówno lżejszej, jak i hard rock, dużo alternatywy. Pojawia się wiele syntezatorów, różnych „udziwnień” wokalnych, a także ciekawe koncepcje na niektóre z piosenek. W świecie muzyki było już tak wiele kompozycji, że naprawdę ciężko jest być wciąż oryginalnym i niczego od nikogo nie zaczerpnąć. Właśnie od tych zaczerpnięć, a w zasadzie inspiracji chciałbym zacząć mówiąc o materiale. Ciężko jest się nie pokusić o stwierdzenie, że Liberation jest mocno nasiąknięte twórczością genialnego zespołu Queen. Czyż nie słychać tego samego schematu jak w Bohemian Rhapsody? Słychać. Czy jest to złe? Otóż nie, bo zostało to mimo wszystko zagrane na swój oryginalny sposób. Wiadomo, mamy powtarzający się motyw z pianinem, potem narastające napięcie do utworu, gdzie pojawiają się operowe chórki. Wypisz wymaluj muzyka Queen. Jednak jest w tym coś innego, na swój sposób wyjątkowego. Jak dla mnie bomba. Won’t Stand Down z kolei przypomina z początku bardzo znaczną część utworów Imagine Dragons. Później przechodzi w mocne rockowe granie, momentami nawet grunge’owe i hardrockowe.

Bardzo dobrym utworem jest za to na pewno You Make Me Feel Like It’s Halloween. Choć z pozoru, wydawać się może, że jest on swego rodzaju muzycznym żartem (taki rockowy upiór w operze z humorem), szczególnie patrząc na teledysk, to jego warstwa tekstowa i muzyczna są na wysokim poziomie. Zresztą tekst opowiada o ofiarach przemocy domowej, która nasiliła się w dobie izolacji. Od strony muzyki, petarda. Pachnie mi tu momentami utworami w stylu Alice Coopera, mocne wstawki gitarowe, soczyste solo – miód na moje uszy. Do tego warto wspomnieć o podbijających cały ten „mroczny” klimat klawiszach ustawionych na brzmienie organów, nawet powiedziałbym w takim stylu gotyckim. Na pewno o wiele gorzej wypada Ghosts (How Can i Move On). Niestety ale taka muzyczna „odklejka” od reszty kompozycji w formie ballady nijak mi tu pasuje. Pochwalić mogę jedynie za hipnotyzującą i fajnie brzmiącą linie pianina. Bez polotu jest również Verona, a może nie tyle bez polotu, co bez większego efektu wow. Zdecydowanie zmarnowane prawie 5 minut na jej wysłuchanie.
Pisząc o tym krążku nie mogę nie wspomnieć o tytułowym utworze czyli Will Of The People, który otwiera cały album. Ot taka piosenka bez większej głębi. Fajne chórki w refrenach. Alternatywne gitary, w zwrotkach wstawki na megafonach charakterystyczne dla muzyki tego stylu znane choćby z utworów Green Day. Na plus intrygujące solo gitary na riffie. Idąc zatem od początku, to kolejnym fajnym utworem jest Compliance. Podoba mi się jego wstęp. Mocno rytmiczny, za sprawą ciętego brzmienia syntezatorów. Idąc dalej może nie jest już tak porywająco, jednak chciałbym go docenić za pierwszą połowę. Z kolei przesuwając się na sam koniec krążka, to taką dynamiczną petardą jest Euphoria. Świetna perkusja Dominica Howarda, mocne falsetowe refreny Matta Belamy’ego, szalone syntezatory w refrenach. Muzyka idealna do auta, na pewno przy niej nie zaśniemy, a już na pewno nie przy nieco psychodelicznym pierwszym solo gitary. Całość zamyka We Are Fucking Fucked. W tej kompozycji na pierwszy plan wysuwa się gitara basowa Chrisa Wolstenholme’a. Aż dziwne, że w pozostałych utworach jego brzmienie nie było tak wyraźne. Tutaj jednak wiedzie prym, a reszta jest dla niego tłem. Podoba mi się głębia jego instrumentu. Ciekawe wejścia przed refrenami, trochę na efekcie flanger nałożonym na gitarę. Dobry bridge, jak również solo gitary.

Co tu dużo mówić, Muse na tym albumie pokazało cały swój kunszt. Zresztą jak sami muzycy mówią, taki był zamysł wytwórni, żeby zrobić z tego płytę z największymi przebojami. Muzycy poszli w innym kierunku i zrobili krążek z utworami w stylach, z których są najbardziej znani. Do tego oddali swego rodzaju hołd innym, większym muzykom, jak grupa Queen, poprzez inspirację ich twórczością. Pomimo małych niedociągnięć w postaci słabszych utworów jestem pozytywnie zaskoczony. Mnie się to wszystko ładnie skład w całość i podoba. Spora część utworów na pewno trafi na którąś z moich playlist. Panowie pokazali jak za pomocą mocniejszych brzmień można również mówić, a w zasadzie w tym wypadku śpiewać o poważnych tematach. Niekiedy o śmierci, stracie bliskich, katastrofach i konfliktach. Od strony warstwy muzycznej i wokalnej majstersztyk. Ta zabawa formą, niekiedy zmieszczenie kilku styli w jednej kompozycji, solówki przechodzące brzmieniem przez gatunki, od metalowej, przez tapping po power metalową. Na pewno Was nie zdziwi, jeśli powiem, że sam album polecam do wysłuchania i udania się zarazem na muzyczną ucztę.

  • 9/10
    Sebastian Torbicz - 9/10
  • 8/10
    Sebastian Dziuda - 8/10
8.5/10
User Review
3.63/10 (4 votes)
Exit mobile version