W niedzielę 27 lutego w krakowskim klubie Zaścianek odbył się koncert aż czterech zespołów prezentujących cięższe metalowe brzmienia. Muzycy tworzący grupy Hellspawn, Cień, Arkona i Inferno zaprezentowali świetne umiejętności techniczne i niebanalne połączenia dźwiękowe, za co fani metalu tak bardzo cenią ten gatunek. Wydarzenie zainteresowało przede wszystkim miłośników black i death metalu z Krakowa i okolic.

Jako pierwsza zaprezentowała się łódzka kapela Hellspawn. Techniczny występ urozmaiciły przede wszystkim liczne gitarowe solówki. Uwagę słuchaczy zwróciły umiejętności perkusisty, przede wszystkim szybkie i precyzyjne blasty.
Każdy kolejny występ odbywał się po kilkuminutowej przerwie, podczas której uczestnicy wydarzenia mogli zakupić napoje i podzielić się ze sobą wrażeniami.
Następnie na scenie ukazał się pięcioosobowy skład Cienia. Po początkowych problemach z nagłośnieniem, panowie poradzili sobie i dalsza część koncertu przebiegła pomyślnie. Występ lokalnego, krakowskiego zespołu wyróżnił się przede wszystkim ze względu na charakterystyczny głos wokalisty Ashgan’a. Kojarzony przez wielu fanów z udziału w projekcie Blaze Of Perdition, muzyk zaprezentował interesujący i zapadający w pamięć specyficzny rodzaj growlu.
Przyznam, że na występ Arkony czekałam najbardziej. Dwa ostatnie albumy grupy Lunaris (2016) oraz Age Of Capricorn (2019) udowodniły przede wszystkim wieloletnim fanom zespołu, że zespół cały czas się rozwija. Niedawno urozmaicony wizerunek sceniczny – zespół wyszedł na scenę w białych kapturach i maskach, zakrywających jedynie część twarzy, pokrytych corpse paintem – wprowadził ciekawy kontrast do granej przez Arkonę black metalowej muzyki. Chłodne gitarowe rify przeplatane były kaskadą szybkich blastów perkusisty Zaala. Umiejętności muzyka wyraźnie wyróżniały się na tle innych pałkerów. Z całego występu najlepiej zapadło mi w pamięć świetne wykonanie utworu Ziemia.
Czeska grupa Inferno była dla mnie dotąd największą niewiadomą całego wydarzenia. Okazała się również być i najmilszym jego zaskoczeniem. Salę koncertową spowiła gęsta mgła, a na ścianach zaczęły wyświetlać się tajemnicze teksty i okultystyczne symbole. Postać odziana w czarne sukno, zakrywające całe ciało, pojawiła się na scenie wraz z dźwiękami syntezatorów, szumów i szeptów, kojarzonych muzyką dark ambient. Nikt nie spodziewał się, że kobieta zacznie śpiewać wysokim operowym głosem, przeplatanym krzykami. Następnie do wokalistki dołączyła pozostała część zespołu. Niepowtarzalny klimat robiły przede wszystkim wolne, nisko nastrojone gitary oraz skomplikowane i zapętlone groovy perkusji, które w połączeniu z wokalami nadawały całości mantrycznego charakteru. Godzinny spektakl wprowadził słuchaczy w hipnotyczny stan, którego prawdopodobnie nikt się na tego typu wydarzeniu nie spodziewał.
Zainteresowani dobrze wiedzą, że w Krakowie na ,,koncerty perełki” można trafić zupełnie często, co dotyczy również fanów cięższych muzycznych brzmień. Wydarzenie zorganizowane w krakowskim Zaścianku oceniam jako jak najbardziej udane. Szczególnie miło zapamiętam koncert zespołu Inferno, który wzbudził we mnie dużo kompletnie niespodziewanych emocji i był zupełnie pierwszym wydarzeniem tego typu, w którym miałam okazję wziąć udział.

