Mr. Big – …The Stories We Could Tell (2014), recenzja Damiana Mączyńskiego

Mr. Big, popularna na przełomie lat 80/90 – tych, amerykańska supergrupa, powraca z drugim, po reaktywacji w roku 2009, albumem, zatytułowanym – …The Stories We Could Tell. Płyta powstała, pomimo przeciwności losu. Zdiagnozowanie i wzmożenie choroby Parkinsona u perkusisty Pata Torpeya nie przeszkodziły jednak zespołowi stworzyć nowy materiał. Czy najnowszy krążek dostarcza słuchaczom utworów, które można postawić obok największych przebojów grupy, jak: To Be With You, Wild World czy też Just Take My Heath?

W otwierającym płytę Gotta Love The Ride Panowie serwują kawał porządnego hard rocka. Ów utwór z galopujący riffem, linią wokalną nawiązującą nieco do Paula Rodgersa z Free, okraszony kapitalną gitarową solówką, stanowi mocne otwarcie – …The Stories We Could Tell. Intrygujący jest także The Monster In Me. Dynamiczny riff, dudniący bas i wpadający w ucho refren, w którym Eric Martin zadziornie wyrzuca słowa. W tych mocnych utworach grupa nawiązuje do najlepszych albumów: Lean Into It(1991) oraz Bump Ahead(1993).

Nad najnowszym dokonaniem Mr. Big unosi się duch twórczości Jimmiego Hendrixa. W The Light of Day zespół subtelnie odwołuje się do Stone Free legendarnego gitarzysty. To jeden z mocniejszych numerów na płycie. Zagrany z polotem, doprawiony doskonałą, unowocześnioną solówką w stylu najwybitniejszego gitarzysty wszech czasów. I Forget To Breathe oraz The Stories We Could Tell czerpią także garściami z klimatu hendrixowskich klasyków. Drugi z wymienionych, oparty jest na sfuzowanej gitarze, promieniuje zagraną unisono solówką gitarową oraz świetnie zaśpiewanym refrenem z zharmonizowaną gitarą. Wyśmienity utwór.

Niemało na płycie jest blues-rockowych dźwięków. Scorpionsowy Satisfied, z bluesowymi wtrąceniami gitary, What If We Were New?, czy też It’s Always About That Girl. W ostatnim ze wspomnianych dzieje się naprawdę wiele. Numer zahacza minimalnie o Mistreated Deep Purple, jednakże soczyste partie gitarowe, szybkie tempo i specyficzne partie wokalne w refrenie nadają mu zupełnie odmiennego, osobliwego charakteru.

Mr. Big zdobył dużą popularność dzięki rockowym balladom. Na najnowszym albumie nie mogło ich zabraknąć. The Man Who Has Everything nawiązuje do wcześniejszych utworów zespołu – Arrow oraz Promise Her The Moon. Akustyczne gitary, pobrzmiewające smyczki, urocza solówka. Typowa ballada w ich stylu. Utworów East/West i Just Let Your Heart Decise nie powstydziłby się Bon Jovi. Pierwszy, mocno przesłodzony, drugi, naładowany emocjonalnie, niesamowicie ckliwy utwór, który ratują udane solówki gitarowe. Niestety najnowsze ballady zespołu odbiegają znacznie poziomem od wspaniałych nagrań sprzed lat.

Najnowszy krążek Mr. Big to nic innego jak stary melodyjny hard rock, polany nowoczesnym i zagęszczonym brzmieniowo sosem, uzupełniony kilkoma balladami. Płyta dostateczna w moim odbiorze. Nic więcej, nic mniej. Mocniejsze, rockowe fragmenty płyty, w którym muzycy pokazują lwi pazur, wypadają naprawdę bardzo dobrze. Wymuszone ballady, będące marną kopią starych hiciorów, już niekoniecznie. Warsztatowo muzycy stanęli na wysokości zadania. Szczególny ukłon posyłam w stronę chorego perkusisty. Płyta spodoba się z pewnością fanom grupy i rockowej stylistyki przełomu lat 80/90-tych.

Mr.-Big-The-Stories-we-Could-Tell-Portada-Cover

Czytaj również