Na tę płytę czekałem kilka lat. Monika Urlik pojawiła się w programie The Voice of Poland, w pierwszej edycji. Nie wygrała, nie dostała się nawet do ścisłego finału. To, że nagra album było wiadome jak tylko awansowała do odcinków na żywo. Po latach oczekiwań w końcu jest – album Nie wie nikt. Ja wiem, że warto było czekać.
Wydawnictwo promuje fenomenalny (powiem raz jeszcze: fenomenalny!) singiel Niedane nam było. To świeża, dynamiczna kompozycja z pazurem. Po Monice, którą pewnie wszyscy zapamiętali jako „wyjkę” z wielkim głosem, śpiewającą same ballady – tego nikt się nie spodziewał. Niedane nam było to raczej najlepsza kompozycja na albumie. Piszę raczej, bo jest tu tylko dobrych kawałków, że naprawdę ciężko wybrać. Jednak to singiel ma najwięcej pazura, najwięcej zadziorności, drapieżności, złości. Podoba mi się w nim wszystko – tekst, cudowne wokale i świetna, nowoczesna produkcja.
Jednak perełek na tym krążku jest dużo więcej. Wydawnictwo składa się z dziesięciu utworów, większość z nich to ballady – ale za to jakie. Zdecydowanie najpiękniejszą z nich jest kończący album – Jaśmin. Skaczę trochę z kwiatka na kwiatek, jednak zaczynam od najbardziej świetlistych elementów albumu. Jaśmin to cudowna ballada. Ciężko mi nawet dobrać słowa, by ją opisać. Towarzyszy jej tyle emocji, zaśpiewana jest tak pięknie i tak prawdziwie. Do tego ten tekst! Drugą balladą, którą część ze słuchaczy już pewnie zna – to tytułowe Nie wie nikt. To kolejna, pełna emocji kompozycja. Ta już wydaje się jednak trochę bardziej optymistyczna – jednak wciąż słuchając i Jaśminu, i Nie wie nikt – mam dreszcze i gęsią skórkę.
Jaśmin, też byłam kiedyś ważna,
niczyja i dla kogoś
nim życie potargało mną srodze
i przyszedł taki dzień
skąd tam gdzie mi dobrze było,
wykradł kolej los
i świat mnie dziki pochłonął
Jednak zarówno Jaśmin, jak i Nie wie nikt to piękne, ale w swojej strukturze standardowe ballady. Nie powstydziłaby się ich nawet Adele (oczywiście po angielsku). Na swoim debiutanckim albumie Monika ukryła jednak kilka innych niespodzianek. Pierwsza z nich to kompozycja Odpłyńmy. Jedna trzecia piosenki to zupełnie nierozpoznawalny, zmieniony komputerowo głos Moniki (zwolniony lekko). Później, kolejna część utworu śpiewana jest standardowo, a ostatnia przyspieszona. Całość daje niesamowity efekt utworu, który nabiera tempa, jest coraz szybszy i bardziej pochłaniający. Wokal w tym kawałku to prawdziwy majstersztyk. Zaraz po Odpłyńmy, z numerem ósmym mamy kolejny przystanek, który rozłożył mnie na łopatki – Wołam. W tym tandemie jest jeszcze niesamowita, kolejna ballada – A ja bez Ciebie. Zdecydowanie najsmutniejszy utwór na płycie. Ale za to jaki piękny!
O czym śpiewa Monika? Przesłuchując tych tekstów dużo jest to smutku, bólu i – tak jak brzmi utwór Wołam – wołania. No bo tak, w Wołam mamy:
Wołam, czy słyszysz jak wołam?
Twe imię przyzywam
A dalej, w A ja bez Ciebie znów powtarzający się motyw:
Wiem, że bez Ciebie nie mogę tak zwyczajnie żyć, nie mogę, nie mogę
Czy w tym samym utworze mój ulubiony fragment:
Czy jeszcze siłę mam, by iść pod życia prąd?
Jak nauczyć serce bić, gdy mi się wymknąłeś z rąk?
Wymieniać, by dalej, w Nie wie nikt jest fragment
Nie wie nikt co się może stać
Nie wie nikt co się jeszcze zdarzy
Gdy ból skrzywi bladą twarz
To i tak zostaniemy z tym sami
I w końcu, singlowe Niedane nam było, największy manifest niespełnionej miłości:
Niedane nam było stanąć twarzą w twarz
Dać sobie szanse na miłość, która by mogła trwać
Dlaczego się skończyło,
Dlaczego właśnie w nas dojrzewała przez chwilę
W zamian nie dając szans, szansy na tę miłość
Są to zatem różne oblicza miłości, jednak w większości przypadków te niespełnione, pełne bólu, zakończone nagle, nieszczęśliwie. Nie napawa to pozytywnymi uczuciami, jednak ktoś, kto lubi takie melodie na pewno się w nich odnajdzie. Ja – mimo, że szczęśliwy – pokochałem każdą nutę, każdy tekst i wyraz większości utworów.
Nie kupiłem jednie dwóch kawałków. Jest to jedyny utwór na krążku po angielsku – Hey Boy – oraz nowoczesne, jednak nie trafiające do mnie – A mimo to. Hey Boy kompletnie nie pasuje do całej stylistyki albumu. Jest tu tak jakby wrzucony na siłę, nie wiedzieć czemu i po co. A mimo to już inaczej – jest tu gdzieś dla niego miejsce, jakoś ładnie się wpasowuje, jednak ja go po prostu nie lubię.
Krążek Nie wie nikt opisałbym w trzech słowach: Emocje, teksty i wokal. Te trzy elementy składają się na jeden z najlepszych albumów roku 2014. Spośród polskich krążków, gdybym miał na dzień dzisiejszy wybierać – Artur Rojek i Monika biliby się o miejsce pierwsze. Nie wiem, kto by wygrał, bo jestem zafascynowany krążkiem Moniki i to on wywołuje teraz we mnie najwięcej emocji. Zobaczymy pod koniec roku, który z tych albumów wraz z dystansem nabierze większego znaczenia. Podejrzewam jednak, że w końcowym The Best of 2014, obu szukajcie w TOP 5 (overall). Ale to potem, teraz szukajcie albumu w Empikach lub na Spotifaju. I koniecznie posłuchajcie.

