MØ – No Mythologies to Follow (2014), recenzja Magdy Sieprawskiej

poznałam dzięki singlowi Pilgrim. Choć niespecjalnie w przemyśle muzycznym zwracam swoją uwagę na kobiety, ta sprawiła, że zainteresowałam się nią i z niecierpliwością oczekiwałam debiutu. Sprawdźcie zatem co myślę o jej debiutanckim krążku No Mythologies To Follow.

to wschodząca gwiazda muzyki electro-popowej. Pochodzi z Danii, a na swoim koncie ma już współpracę z Diplo czy Avicii. Młoda Dunka szturmem wdarła się do czołówki alternatywy i nie zapowiada się by o niej szybko zapomniano. Fakt, że zainteresowanie jej osobą jest niemałe potwierdza jej obecność na naszym warszawskim FreeFormFestival – fani już nie mogą się doczekać, w tym ja!

Zanim  wydała krążek dostaliśmy od niej jego świetne zapowiedzi. W zasadzie połowa albumu była nam znana przed jego premierą. Nie wpłynęło to jednak na negatywny odbiór płyty – wręcz przeciwnie – ja aż nie mogłam się doczekać reszty.

No Mythologies To Follow rozpoczyna się delikatnie i zmysłowo od Fire Rides. Karen zaczyna uwodzić słuchacza swoim rozleniwionym głosem już od pierwszego numeru, a synthpopowe wstawki w okolicach refrenu nadają mu charakteru. Jako kolejny dostajemy znany nam już wcześniej Maiden. Zaczyna się mocno i przebojowo, a gdy wchodzi wokal znów zwalnia tempo, by na pierwszym planie znalazł się tylko on. Never Wanna Know to kompozycja w klimacie retro, a w Red In The Grey znów stawia na klawisze co jej się w stu procentach sprawdza. Wspominany już przeze mnie Pilgrim to na płycie numer 6. Po czym poznać ten numer? Po trąbkach, które witają słuchacza już na jego samym początku.

Pamiętam jak dzisiaj jak po usłyszeniu zwiastuna Don’t Wanna Dance nie mogłam się doczekać jego premiery w radio BBC 1. Kawałek to wprost koncertowy hit, mocno przebojowy w tempie sprzyjającym tańcu! Następny Waste Of Time to także nie najświeższy kawałek. Poznaliśmy go w połowie tamtego roku. Dust Is Gone to już ukłon w stronę Lany Del Rey. I Dunka nie tylko jej osobą pokazuje zainteresowanie na tej płycie. Odnajdziemy na niej odniesienia do Lykke Li, Florence Welch czy też Grimes.

XXX 88 nagrane przy pomocy Diplo można uznać za jedną z najlepszych rzeczy na tym krążku. Fajne chórki dopełniające wokal Karen i ponownie trąbki tworzą zwartą i konkretną kompozycję. Walk This Way brzmi nieco buntowniczo, a to przez wykrzykiwane frazy i dającą się odczuć pewność siebie Dunki. Z kolei Slow Love dzięki cukierkowemu, aczkolwiek świeżemu refrenowi to mój ulubiony kawałek na No Mythologies To Follow.

Pierwsze sekundy Glass brzmią jak świąteczny kawałek od Smashing Pumpkins. Dodatkowo ma w sobie coś ze skandynawskiej magii oraz tamtejszych eksperymentów. Właśnie ten kawałek zamyka podstawową wersję No Mythologies to Follow. W wersji deluxe znajdziemy jeszcze tytułowy kawałek oraz trzy inne utwory. Nie zawierają one jednak nic odkrywczego, ani niczego czego byśmy jeszcze do tej pory nie słyszeli. To równy bonus dla fanów, którzy są spragnieni jej twórczości, a dla przeciętnego słuchacza mogłoby to być po prostu za dużo.

urzekła mnie jak już dawno nikt. Jestem pewna, że jest to – przynajmniej dla mnie – jeden z lepszych debiutów tego roku. Myślę też, że przed nią jeszcze wiele dobrego, a kto nie zdążył się przekonać o jej talencie do tej pory zrobi to w najbliższym czasie.

mo no mythologies

Czytaj również