Jego największym hitem jest zdecydowanie Relax, Take It Easy. Znamy go także z takich utworów jak Grace Kelly, czy też Lollipop. Po czterech latach przerwy od wydania ostatniego albumu, artysta o pseudonimie artystycznym MIKA powraca z nowym wydawnictwem, które światło dzienne ujrzało 4 października.
MIKA dość długo kazał czekać na nowy materiał, w międzyczasie wydawał pojedyncze single, jednak tak naprawdę przez długi czas nic nie zwiastowało wydanie przez niego albumu. Pomiędzy koncertami i tworzeniem materiału, artysta zasiadał m.in w jury francuskiej wersji The Voice. Chociaż tytuł krążka My Name is Michael Holbrook zwiastuje, iż będzie to on bardzo osobisty, to nie do końca tak jest. MIKA zawarł na nim tematy, które jak na ironię wydają się uniwersalne, porusza on tematykę miłości, seksualności w których stara się być przewodnikiem. Od czasu wydania dwóch pierwszych albumów, pomimo starań artysty zalicza on sporą tendencję zniżkową, jeśli chodzi o sprzedaż płytową. Czy najnowszy krążek to zmieni i przełamie jego złą passę? Pomimo tego, że MIKA uważany jest za twórcę bardzo pozytywnego, to wprowadza tu nieco spokojniejsze i smutniejsze klimaty.
Album tworzy 13 kompozycji, otwiera go utwór Tiny Lover. Bardzo lekki, w romantycznych klimatach, ale bardziej do miłości śpiewanej siedząc na kanapie, niż miałaby to być serenada z balkonu. Liczne zmiany tempa i charakteru utworu, duże nagromadzenie brzmień. Całość brzmi trochę jak połączenie Freddiego Merkury z Eltonem Johnem. Alternatywą do niego jest Ice Cream. Tutaj zaś flirtujące instynkty, przeplatają się między brzmieniem syntezatorów i muzyki pop z lat 80tych i 90tych. W podobnym klimacie utrzymane jest Dear Jealousy. Tu podmiot liryczny opowiada o tym, że jest niezadowolony z tego, gdzie skończył, a negatywne uczucia uniemożliwiają pisanie piosenek. Owa zazdrość staje się bardzo duża, piosenka to lista myśli, które autor musi zmienić. W utworze Paloma, pojawia się bardzo ważna postać, o której jest w nim mowa. Tytułowa Paloma, to siostra MIKI, która w 2010 roku uległa wypadkowi, który zagrażał jej życiu. Pokazuje ją tutaj za pomocą lirycznych i melancholijnych brzmień jako anielską. To najbardziej spokojny i wzruszający numer na albumie, który jest za razem odą do jego siostry.
Sanremo klimatem wkracza w stylistykę retro, muzyki Euro-dance. Tekst utworu skupia się na dorastaniu jako gej i nieprzyjemnościach jakich doświadczył Holbrook w dzieciństwie. Tomorrow zaś jest nieco zalotne, niby nie wybija się ponad inne, ale jednak w pewien sposób urzeka. Kolejna propozycja to Ready To Call This Love z gościnnym udziałem Jacka Savorettiego, oraz wyraziste Cry. W drugim z wymienionych mamy te bardziej mroczne oblicze MIKI, które podkreślone zostało niskim brzmieniem syntezatorów. Platform Ballerinas jest utworem dość…specyficznym. Ratują go jedynie refreny, w zwrotkach pojawia się falsetowy głos artysty i ostre brzmienie syntezatorów, które wcale nie wpływa na całość in plus.
Po tych dziwnych dla ucha brzmieniach, wraz z balladą I Went To Hell Last Night nadchodzi moment wyciszenia. Kolejny mocny punt jeśli chodzi o tekst, a zarazem pewna iskierka. Mika mówi w nim o tym, że „Kiedy jesteś mroczny i smutny, a Twoja przyszłość jest równie zła, we wszystkim jest odrobina Boga„. Następnie pojawia się pozostawiające wiele do życzenia Blue, w którym sprzeczne idee związane z kolorem stają się zamglone. Ogółem kompozycja bardzo ponura i bez życia. Wręcz usypiająca słuchacza. Światełkiem w tunelu dla tego uśpienia jest żywe Stay High. Utwór prosty, nieprzekombinowany. Na plus. Całość zamyka Tiny Love Reprise, kolejna spokojna kompozycja. Idealne podsumowanie albumu, czyli nic porywającego.
Niestety, pomimo wielu lat oczekiwania na nowy album, w moim odczuciu fani artysty nie dostali tego, czego mogliby się spodziewać. W tak długim czasie, MIKA mógł stworzyć coś mocnego, dobrego, wpisującego się w obecne trendy. On zaś postawił chyba zbyt mocno na miks dawnych brzmień i opowiedzenie poprzez taką a nie inną stylistykę swojej historii życia. Jak to mówią – co za dużo, to nie zdrowo. W tym wypadku sprawdza się. Mimo różnorodności, nie ma tu nic ponad przeciętność. Chciałbym polecić ten album, jednak z bólem serca, ale nie mogę tego zrobić. No..chyba, że ktoś szuka usypiającego albumu do poduszki, na jesienne wieczory. Szczególnie od połowy krążka. Jedynie mały plus za przebłyski i światełka w tunelu.
- Data premiery: 04 10 2019
- Single: Ice Cream, Tiny Love, Sanremo, Dear Jealousy
