Michał Szczygieł i Chiara Grispo, czyli wywiad z polsko-włoskim duetem

Znalezione obrazy dla zapytania Michał Szczygieł i Chiara Grispo

Michał Szczygieł i Chiara Grispo to duet utalentowanych artystów z Polski i Włoch. Choć są bardzo młodzi (19 i 21 lat), mają już na koncie spore sukcesy. W ostatnią środę (10.10) Michał otrzymał złotą płytę za singiel „Nic tu po mnie”, natomiast ich wspólny kawałek, wydany 24 sierpnia, przekroczył ostatnio milion wyświetleń na YouTubie. Spotykamy się, żeby porozmawiać o ich drodze do sławy, udziale w talent show i tworzeniu teledysku do „Since you left me”.

Marta Umiejewska: Cześć Michał! Korzystając z tego, że Chiara jeszcze nie dotarła, powiedz mi, co było najtrudniejszego we współpracy z nią?

Michał Szczygieł: Troszeczkę przeszkadzała mi bariera językowa, ponieważ mimo że znam angielski, to nie czuję się w nim wystarczająco swobodnie. Ale to nie był duży problem, bo mam łatwość w nawiązywaniu nowych relacji. Jeśli chodzi o muzykę, to pracowaliśmy tak naprawdę osobno – ja w Polsce, a Chiara we Włoszech. Pierwszy raz spotkaliśmy się przy okazji nagrywania teledysku do piosenki „Since you left me”. Być może widać w nim, że się jeszcze nie do końca znaliśmy i nie byliśmy zupełnie otwarci. Trudno zachowywać się stuprocentowo naturalnie przy kimś, kogo poznałeś 40 minut wcześniej.

MU: Czyli decyzja o współpracy została podjęta za Ciebie?

MS: To nie tak. Po prostu padła propozycja od menadżera, a ja się na nią zgodziłem.

MU: Cześć Chiara! Chciałam Cię spytać, czy uważasz, że wasz wiek jest odpowiedni na rozpoczęcie kariery.

Chiara Grispo: Chyba jesteśmy już trochę starzy (śmiech). Ja tak naprawdę zaczynałam w wieku trzynastu lat, nagrywając covery i pisząc własne piosenki po włosku i angielsku.

MU: Od tego czasu miałaś chyba okazję przyzwyczaić się do kamer i sceny. Jak się czujesz występując na żywo?

CG: Na samym początku śpiewałam na małych koncertach w moim miasteczku albo okolicach, ale już to dało mi jakieś doświadczenie. Potem wzięłam udział we włoskim talent show Amicii. Nagrania trwały aż siedem miesięcy. Spędzałam wtedy po 12 godzin dziennie w szkole muzycznej, w otoczeniu świateł i kamer. To przeżycie nauczyło mnie wszystkiego, co wokalista musi umieć: śpiewu, ruchu scenicznego, pracy z kamerą, występowania przed milionami ludzi.

MU: Czyli uważasz, że to był dobry krok?

CG: Jasne! Programy telewizyjne są bardzo ważne dla młodych artystów. Ale jeszcze ważniejsze jest to, co zrobisz po programie z szansą, którą dostałeś.

MS: Mój światopogląd wywodzi się trochę z subkultury hip-hopowej. Udział w talent show, podobnie jak cała otoczka medialna, nie są w tym kręgu przyjmowane zbyt entuzjastycznie. Jednak trudno mówić źle o programie, jeśli ktoś w ten sposób zaczynał i wiele mu zawdzięcza. Oczywiście wszystko ma swoje plusy i minusy. Ja sam uważam, że można osiągnąć karierę również bez pomocy telewizji, ale i tak najważniejsze jest to, czy jesteś dobry w tym, co robisz, i czy widać po Tobie zajawkę. Często osoby, które osiągają natychmiastowy sukces, nie doceniają tego albo uderza im woda sodowa do głowy, bo nie znosiły tego trudu, wyrzeczeń i poświęceń, które musieli znosić artyści dochodzący do sławy przez długie lata.

MU: Zacząłeś studiować Dziennikarstwo. Myślisz, że w związku z tym Ciebie też czekają wyrzeczenia?

MS: Wydaje mi się, że tak. Ale złapałem zajawkę na Dziennikarstwo. Lubię kontakt z ludźmi, lubię z nimi rozmawiać, sam mam często wiele do powiedzenia. Myślę, że studia pomogą mi też w świecie showbiznesu. Jak wyjdzie? Zobaczymy.

MU: Miałeś okazję już poznać jakiegoś swojego idola?

MS: Z wieloma raperami miałem kontakt jeszcze zanim stałem się rozpoznawalny. Ale moim celem teraz nie jest spotkać kogoś znanego, tylko na przykład nagrać kawałek z kimś, kogo cenię i sam słucham. Do takich rozmów jeszcze nie doszło, między innymi dlatego, że moi ulubieni artyści nie poruszają się w popowym mainstreamie – nie ma ich na ściankach.

MU: W kawałku „Since you left me” śpiewacie po polsku i angielsku. Chiara, dlaczego nie po włosku?

CG: Trudno powiedzieć. Chyba po prostu częściej słucham angielskich piosenek i artystów, i dzięki temu łatwiej jest mi pisać piosenki w tym języku. Bardzo go lubię.

MS: Ja śpiewam po polsku, bo kocham nasz język. Mamy tyle różnych „udziwnień”, że można sobie pozwolić na o wiele więcej, jeśli chodzi o brzmienie. Polski jest trudniejszy, mniej płynny, ale piękne jest to, że możemy w nim stosować gry słowne i zabawy znaczeniowe niemożliwe do uzyskania w żadnym innym języku. Dlatego uwielbiam śpiewać po polsku i na tym języku chcę opierać moją muzykę.

MU: Ciekawi mnie, jak na waszą pracę reagują wasze rodziny…

CG: Moi rodzice bardzo mnie wspierają i cieszą się z moich sukcesów. Widzieli jak dojrzewałam z muzyką i jak spełniają się moje marzenia. Trochę się boją o to, jak sobie poradzę w showbiznesie. To bardzo dziwny, ale zarazem piękny świat.

MS: Mi też wszyscy kibicują albo chociaż dobrze udają (śmiech). Widzą, że nie lekceważę innych swoich obowiązków i że potrafię się z tego utrzymać. To naturalne, że chcą, żebym się też rozwijał na studiach. Ale widzą też, jakie mam efekty w muzyce i jakie ona przynosi mi korzyści. Zdają sobie sprawę, że to jest coś poważnego, co może urosnąć do jeszcze większych rozmiarów.

Ostatnio opublikowane

Popularne