Kiedy siadamy z rodziną przy świątecznym stole, cieszymy się obecnością najbliższych w powietrzu unosi się zapach ciasta i choinki to w tle świąteczną atmosferę wprowadza muzyka. Czasami tradycyjne kolędy, kiedy indziej światowe hity wykonywane przez gwiazdy. I tak Michael Bublé postanowił zaśpiewać Presleya, Nat Kinga Cola, Mariah Carey czy Burl Ives.
Album to swoista mieszanka jazzowo-swingowo-popowych najsłynniejszych piosenek bożonarodzeniowych. O ile szybkie i energetyczne numery przekonały mnie całkowicie, tak z piosenkami nieco spokojnymi i melancholijnymi miałam mały problem. Podkreślam – mały.
Michael Bublé w zeszłym roku pokusił się na album świąteczny. I jest to dobry materiał, który pokazał, że legendarne świąteczne numery nie muszą iść do lamusa, ale mogą brzmieć świeżo i nowocześnie. Nie od dzisiaj wiadomo, że jest to artysta, który uwodzi zwłaszcza żeńską część słuchaczy. Również jego świąteczny album może podobać się głównie nam – kobietom. W pierwszym momencie patrząc na spis utworów i widząc numery Santa Claus Is Coming to Town, Jingle Bells czy All I Want to Christmas is You stwierdziłam, że Buble się nie wysilił. Jednak po przesłuchaniu stwierdziłam, że może jednak nie jest to takie całkowite „pójście na łatwiznę”.
Album to składanka wszystkim znanych hitów świątecznych przearanżowanych przez Kanadyjczyka. Możemy usłyszeć It’s Beginning To Look A Lot Like Christmas Fontane Sisters, White Christmas Irving Berlin , I’ll Be Home For Christmas z repertuaru Binga Crosby’ego, All I Want For Christmas Is You Mariah Carey, Holly Jolly Christmas Burl Ives czy Have Yourself A Merry Little Christmas – Judy Garland. Wszystkie one dostały nowe życie i zostały odświeżone. Buble to taki świąteczny czarodziej, który troszkę pomajstrował przy dźwiękach i w niektórych przypadkach stworzył ciekawe wersje standardowych christmasowych piosenek.
Dobrze na płycie wypadają zaproszeni goście The Puppini Sisters w Jingle Bells, Shania Twain White Christmas (mój ulubiony numer) oraz Mis Deseos/Feliz Navidad wykonany z latynoską artystką Thalią. Na miejscu Bubble zrezygnowałabym z pięknej pieśni Ave Maria oraz standardowej kolędy Silent Night. Nie pasują to żywiołowości krążka i nazbyt kojarzą mi się z typowymi, kościelnymi piosenkami.
Płyta to połączenie stylu i klasyki z nowoczesnością. Przyznam, że ja tylko po części jestem usatysfakcjonowana ze świątecznej składanki Buble. Zdecydowanie brakuje mi jego twórczości. Bo ciągłe odwoływanie się do klasyków, w tym przypadku świątecznych, zwyczajnie staje się nudne. Nie twierdzę, że płyta jest zła, bo jest dobrze dograna i doprecyzowana. Wokal Buble i tak czaruje, mimo repertuaru. Święta świętami, ale czy nie można się troszeczkę bardziej wysilić i stworzyć swoje piosenek, które być może później stały by się świątecznymi standardami? Na pewno stworzenie nowych wersji zajęło mu sporo czasu i pracy, jednak gdzieś tam w głowie nadal mamy wersje oryginalne, które troszeczkę zagłuszają nawet najlepsze nowe aranżacje.
Święta to magiczny i wyjątkowy czas, na szczęście płyta Bublé w całości nie należy do różowo – cukierkowatych ballad o świętach. Jest skoczna, miejscami zabawna, mocno swingowa i z oldschoolowymi brzmieniami. Słychać, że Michael Buble dobrze się bawi świąteczną atmosferą a jego christmasowy krążek nie jest konwencjonalny. I to nieco go broni od zaszufladkowania w kategorii „święta”.
Płyta, jak już wspomniałam, to połączenie spokojnych numerów z bardziej żywiołowymi. Bublé bawi się swoim nomen omen pięknym głosem i czaruje i czaruje i czaruje. Mnie do końca nie oczarował, jednak mogę stwierdzić , że nie jest nudno i powtarzalnie. Wiadomo, że święta muszą być klimatyczne. Bublé zaproponował Święta z muzycznym pazurem. Podoba mi się szczególnie wykorzystanie trąbek i skrzypiec, które podkreśliły piosenki.
Tak więc kanadyjski artysta zaproponował nam przyzwoite, estetyczne, muzyczne wrażenia. Czasami wykonywanie w kółko tych samych standardów, mimo, iż są to klasyki gatunku, w końcu się przejada. Także spokojnie dawkujecie sobie muzyczną świąteczną mieszankę, abyście się nie przejedli i nie było wam niedobrze. Ode mnie dla Buble z okazji na okoliczności „świąteczna” 7.


