MENU

    Mrozu, Zalewski i Orkiestra; Męskie Granie 2022 w Warszawie – sobota. Relacja Karoliny Posytek

    Trzecim miastem, które Męskie Granie odwiedziło podczas tegorocznej trasy była Warszawa. Koncerty standardowo odbyły się zarówno w piątek, jak i w sobotę – ja miałam przyjemność uczestniczyć w drugim dniu tego niezwykłego wydarzenia! Grande finale stanowił występ tegorocznej Orkiestry Męskiego Grania, ale 16 lipca na warszawskim torze wyścigów konnych Służewiec wybrzmiało o wiele więcej pięknych dźwięków. Pogoda trochę nie dopisała, w sumie więcej koncertów było spędzonych w deszczu niż nie w deszczu, ale muzyczne emocje były w stanie wynagrodzić wszystko! Publiczność wcale nie wystraszyła się pogody i ochoczo oczekiwała pod sceną na finał warszawskiego Męskiego Grania. Zachęcamy do przeczytania naszej relacji z wydarzenia – poszczególne nagłówki pomogą odnaleźć interesującą Was część!

    Me And That Man

    Koncerty na Scenie Głównej rozpoczęły się od występu Me And That Man. Jest to projekt, którego założycieli – Nergala i Johna Portera – dość dobrze (ogólnie) kojarzę, lecz znani mi byli raczej z innej działalności niż tej wspólnej właśnie pod nazwą MATM, dlatego sobotnie Męskie Granie było dla mnie pierwszą okazją do usłyszenia Panów razem na żywo. Nigdy nie fascynowałam się muzyką Me And That Man, nie śledziłam też muzycznych nowości proponowanych przez grupę, dlatego występ podczas Męskiego Grania był tak naprawdę pierwszą okazją do zaznajomienia się z twórczością zespołu. W związku z tym nawet ciężko mi powiedzieć, czy grupa zaprezentowała nowości, czy nieco starsze utwory, ale nie jest to najistotniejsze. Najważniejsze, że naprawdę dobrze się bawiłam i z pełnym przekonaniem mogę rzec, że Me And That Man idealnie rozgrzali publikę (a przynajmniej mnie) i wprowadzili w koncertowy wieczór pełen emocji. Nie można było nie zwrócić uwagi na świetne ruchy sceniczne Johna Portera – naprawdę, od soboty jestem fanką tego układu taneczno-ruchowego! Należy zaznaczyć, że na scenie widać było bardzo fajną energię pomiędzy wszystkimi członkami zespołu – nie tylko Nergalem i Porterem – Panowie idealnie się uzupełniali. Słowo podsumowujące koncert otwierający występy na Scenie Głównej? Podczas występu MATH nudy nie było!

    Fot. Michał Murawski, źródło: Facebook Męskiego Grania

    Mrozu

    Następnie na scenie wystąpił złoty chłopak, czyli Mrozu! Bardzo się cieszę, że ten artysta pojawił się na Męskim Graniu akurat w Warszawie, gdyż nie mogłam się doczekać kolejnego koncertu Mroza, mimo, że na ostatnim byłam w kwietniu, czyli zaledwie trzy miesiące temu. Z Mrozem zawsze mam kilka skojarzeń: niepowtarzalna charyzma sceniczna, genialne ruchy, świetny kontakt z publicznością oraz niezwykle zgrany zespół. Tak też było i w sobotę – nie brakowało NICZEGO! No może jest jedna rzecz do której mogę się przyczepić – koncert trwał zbyt krótko! Festiwalowe 45 minut po prawie 2h show w warszawskim Palladium to dość duży przeskok, ale oczywiście rozumiem formułę festiwalową. Jej plus jest taki, że podczas jednego dnia szansę na zaprezentowanie się ma więcej artystów. Mrozu na Męskim Graniu w Warszawie zaśpiewał zarówno utwory ze swojej najnowszej płyty Złote Bloki, m.in. Złoto, Palę w oknie, Za daleko, Nogi na stół, jak i kilka nieco, albo nawet dużo starszych utworów, m.in.: Aurę, Napad, Bo jak nie my to kto. Niespodzianką dla artysty okazało się wręczenie Złotej Płyty za album Złote Bloki. Dla Mroza i zespołu należą się gratulacje za to, że wydawnictwo trzy miesiące po premierze pokryło się złotem! Mrozu wraz z bandem rozbujali całą warszawską publikę. Naprawdę był to jeden z najlepszych koncertów tego wieczoru – takiej energii jak Mrozu nie ma nikt! Myślę, że jest to artysta, który idealnie sprawdziłby się w Orkiestrze Męskiego Grania – chciałabym zobaczyć Mroza w tej roli w przeciągu kilku najbliższych lat, a najlepiej już za rok!

    Fot. Michał Murawski, źródło: Facebook Męskiego Grania

    Maria Peszek

    Tak się składa, że przez lata nie miałam okazji być na żadnym koncercie Marii Peszek, a w tym roku już dwukrotnie odhaczyłam występ tej artystki. Dlatego koncert w ramach Męskiego Grania był dla mnie trochę powtórką występu na Co Jest Grane – obie formy festiwalowe w związku z czym i czas trwania koncertów był podobny (choć na MG jednak nieco krótszy) no i setlista też podobna. Ale absolutnie nie uważam tego za jakiś minus, gdyż większość artystów ma pewien letni set festiwalowy i jest on w każdym mieście identyczny albo bardzo podobny. Jednak trzeba przyznać, że koncerty Marii Peszek są zawsze niezwykle energiczne, także mimo wszystko ucieszyłam się, że mogłam ją usłyszeć ponownie. Muzyka Marii Peszek jest specyficzna, z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu, jednak nie można odmówić tej artystce tego, że świetnie odnajduje się na scenie i daje po prostu genialne, świetnie dopracowane występy. Koncerty tej artystki to prawdziwe show – od samego początku i śpiewania Ave Maria w chuście zakrywającej twarz, poprzez przebieranie się w suknię podczas trwania koncertu, aż po jego koniec. Podczas Męskiego Grania wybrzmiały utwory zarówno z najnowszej płyty Marii Peszek, takie jak: J*bię to wszystko, Szambo wybiło, Viva la vulva, a także kilka starszych piosenek, np. Pan nie jest moim pasterzem oraz Polska A B C i D. Na koncercie pojawił się również gość – Jan Peszek! Maria wraz z ojcem zaśpiewali wspólnie Naku*wiam Zen, czyli hot16challenge i trzeba przyznać, że dzięki pojawieniu się gościa, był to utwór, który mocno wyróżnił się podczas tego występu. Maria Peszek kontynuowała wprowadzanie publiczności w festiwalową atmosferę i idealnie rozgrzewała przed finałem.

    Fot. Wojtek Dobrogojski, źródło: Facebook Męskiego Grania

    Krzysztof Zalewski

    Występ Krzysztofa Zalewskiego wraz z zespołem był dla mnie taką wisienką na torcie przed wejściem na scenę Orkiestry. Cieszę się, że podczas warszawskiego Męskiego Grania wybrzmiał koncert elektryczny, a nie Unplugged – choć w sobotę nie zabrakło małego akustycznego wycinka, czyli trzech piosenek zagranych „bez prądu”: Her Majesty, Ptaków oraz Tylko nocą. Co prawda koncerty akustyczne Zalewskiego są i tak pełne energii (miałam okazję w kilku uczestniczyć), ale właśnie po pełnej trasie MTV Unplugged jestem teraz spragniona nieco mocniejszych brzmień. Co tu dużo mówić, Krzysiek wraz z zespołem jak zawsze dali z siebie 100%. Koncert był pełen energii, a te 45 minut minęło jak pstryknięcie palcami. Na Męskie Granie został wybrany naprawdę świetny koncertowy set, była okazja usłyszeć Francuskie filmy, które dopiero od niedawna (premierowe wykonanie odbyło się 8 lipca w Krakowie) można usłyszeć na koncertach Zalewskiego. Nie zabrakło Annuszki, Polsko, Oddechu oraz Zabawy. Bardzo miłym momentem było wybrzmienie utworu O Tobie (dawniej Kosmata Myśl), czyli piosenki, która nie ukazała się w wersji studyjnej, ale już w 2019 roku była wykonywana na żywo. Potem utwór ten pojawiał się głównie w letnim secie koncertowym i tak jest też w tym roku – powrócił do setlisty niedawno, po dłuższym okresie niegrania. Krzyśkowi podczas koncertu towarzyszyli Szymon Paduszyński oraz dwójka muzyków, których można było podziwiać również podczas kolejnego, orkiestrowego koncertu, czyli Andrzej Markowski oraz Bolesław Wilczek. Szczerze mówiąc myślałam, że podczas występu pojawi się jakiś gość – piątkowe Męskie Granie było dość obfite w gości (m.in. Zalewski i Kortez u Podsiadło, Natalia Szroeder u Darii Zawiałow, Daria Zawiałow u Rubensa) – sobota wypadła pod tym względem nieco gorzej, ale oczywiście brak gościa nie odjął świetności temu koncertowi. Ale jakaś niespodzianka jednak się pojawiła, podczas utworu Miłość Miłość zostały puszczone bańki mydlane – wyglądało to bardzo efektownie! I wcale nie było takiej ulewy – jak mówił sam Zalewski, padał tylko ciepły, letni deszcz!

    Źródło: Facebook Męskiego Grania

    Męskie Granie Orkiestra 2022

    I wtedy wyszli oni, cali na bordowo, no dobra, prawie cali, bo niektórzy nie zrezygnowali z ubioru na czarno. Przyszedł czas na prawdopodobnie najbardziej wyczekiwany moment sobotniego Męskiego Grania. Z racji, że nie był to pierwszy występ Orkiestry 2022, to setlista była już wszystkim zainteresowanym raczej znana. W związku z czym można było się przygotować, jakie utwory wybrzmią, czy nawet pooglądać jakieś nagrania z Poznania lub Katowic. Jeżeli chodzi o sam dobór repertuaru do tegorocznej setlisty orkiestrowej, jest kilka oczywistości jak np. utwór Elektrycznych Gitar, Pogodno czy Nie pytaj o Polskę, który Krzysztof Zalewski wykonywał już wielokrotnie. Ale nie zabrakło zaskoczeń!

    Orkiestra – co należałoby zmienić?

    Zacznijmy może od mniej przyjemnych kwestii. To, do czego mogę się przyczepić, to fakt, że podczas koncertu Orkiestry wybrzmiał kawałek 1988 – i nie chodzi o to, że mam coś do tego utworu, a o to, że to numer właśnie Bedoesa – wykonał on swoją piosenkę. Rozumiem, że to utwór ważny dla tego artysty, ale jednocześnie Zalewski mógł wykonać Polsko, a Kwiat Jabłoni Mogło być nic, bo są to piosenki istotne dla nich. Wierzę, że Bedoes mógł zaśpiewać jakiś cover, w którym sprawdziłby się bardzo dobrze, nawet jakiś rapowy, ale nie swój kawałek. Do Bedoesa mam również inne zastrzeżenie, choć być może to nie do końca od niego zależało – było go na scenie po prostu zauważalnie mniej w porównaniu do Zalewskiego i Kwiatu Jabłoni. Pojawiał się tylko wtedy, kiedy śpiewał – oczywiście każdy artysta momentami się wycofywał, ale nie tak bardzo jak Bedoes. Mam świadomość tego, że np. Zalewski oprócz śpiewania gra na gitarze, Kasia i Jacek również stoją za instrumentami, a Bedoes niekoniecznie, ale mógł po prostu być obecny na scenie, robić chórki, mógł zostać zaangażowany w cokolwiek, a nie znikać.

    Orkiestra – które momenty były najlepsze?

    Generalnie bardzo cieszyły mnie te wykony, podczas których na scenie można było zobaczyć cały zespół. Które wykonania w szczególności spodobały mi się? Z pewnością Orkiestra zespołu Pogodno (tutaj ukłony należą się też dla Walusia), świetnie wypadł również cover Elektrycznych Gitar i utwór Mój jest ten kawałek podłogi – ten numer w szczególności pozostał mi w głowie! Super było usłyszeć Polskie Tango i rapującego Zalewskiego oraz wiadomo, tegoroczny Hymn, który w wersji studyjnej został odebrany przez wiele osób niekoniecznie w 100% pozytywnie, za to na żywo widać było tłumy bawiące się i śpiewające Jest tylko teraz. Na pewno fajnie wypadli też Artyści Kazika, utwór rozpoczynający występ Orkiestry – tutaj Bedoes miał okazję pokazać się trochę z innej strony, mimo, że tekst był i tak bardziej mówiony niż śpiewany. Ale cieszy mnie to, że mógł wykazać się w czymś innym niż rapie. Miłym zaskoczeniem było pojawienie się w roli gościa Natalii Przybysz (choć dla mnie nie była to niespodzianka, bo Natalia kilka dni wcześniej ogłosiła to na swoim Instagramie). Wykonała utwór Zwiedzam Świat Fisza i naprawdę dobrze „wpasowała” się w Orkiestrę. Właśnie za to lubię Męskie Granie, jest pełne niespodzianek i niespodziewanych momentów. Wydawałoby się, że sam występ MGO jest już czymś wyjątkowym, a on został wzbogacony jeszcze o gościa.

    Może nie najlepszym momentem, ale ogólnie wielkim plusem był sam pomysł stworzenia tak licznej orkiestry – 18 osób! W skład weszły cztery osoby główne, czyli: Krzysztof Zalewski, Kasia i Jacek Sienkiewicz (Kwiat Jabłoni) oraz Bedoes, muzycy tacy jak: WaluśKraksaKryzys, Jakub Wojtas oraz wspomnieni już Andrzej Markowski i Bolesław Wilczek, pięcioosobowa sekcja dęta: Adam Bławicki (który w Warszawie pojawił się w zamian za Olafa Węgra), Szymon Białorucki, Jakub Kurek, Jakub Łępa oraz Marcin Elszkowski i chórek: Martyna Szczepaniak, Dominik Szczepaniak, Justyna Jarzębińska, Dorota Theisebach oraz Michał Grobelny, który rolą w Orkiestrze dzieli się wraz z Kamilem Bijosiem (w części miast pojawi się jeden Pan, w pozostałych drugi).

    Fot. Wojtek Dobrogojski, źródło: Facebook Męskiego Grania

    Orkiestra – co lekko mnie zmieszało?

    Bardzo ucieszyło mnie to, że w setliście MGO 2022 pojawił się utwór Dzieci Malarzy Natalii Przybysz, ale niestety, wykonanie Kasi Sienkiewicz nie przemówiło do mnie. Może to dlatego, że fanką Natalii jestem już od dawna i na tyle uwielbiam oryginał, że żadne inne wykonanie nie jest w stanie do mnie przemówić. Zresztą jeżeli chodzi o utwór Ta noc do innych jest niepodobna, wrażenia mam podobne – super, że coś Maanamu się pojawiło, ale MGO wybaczcie, słyszałam lepsze covery tej piosenki. Z racji, że to moje subiektywne zdanie, wierzę że przynajmniej części publiczności te aranżacje przypadły do gustu. 

    Innym momentem mieszanym był wykon Nie pytaj o Polskę – żeby nie było, bardzo mi się podobało wykonanie Krzysztofa Zalewskiego (naprawdę bardzo bardzo), ale ten utwór to oczywista oczywistość – Krzysiek wykonywał go już wielokrotnie i szczerze, podczas MGO wolałabym usłyszeć jakąś inną piosenką. Trochę mnie dziwi to, że Orkiestra może wybrać praktycznie każdą polską piosenkę z ostatnich kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat, a stawia na coś tak oczywistego. Ale jeżeli już tak bardzo chcieli, aby utwór Nie pytaj o Polskę znalazł się w secie, mogli zaangażować do jego śpiewania kogoś jeszcze (nie samego Zalewskiego) – byłby to jakiś powiew świeżości. Choć pewnie jeżeli ktoś nie jest ultra fanem Krzyśka, mógł nie słyszeć wcześniej tej piosenki w jego wykonaniu, w każdym razie mi była znana.

    Generalnie podczas MGO bardzo bawił mnie Krzysztof Zalewski, ale mam wrażenie, że zajął trochę pierwszy plan – nawet gdy nie był to utwór, w którym miał się wykazać, śpiewał pod nosem prawie całe piosenki, do tego dużo gestykulował i w ogóle było go DUŻO. Mi to nie przeszkadzało, bo akurat jestem fanką Zalewskiego, widać było, że dobrze się bawił występując w Orkiestrze, ale prawdopodobnie niektórzy powiedzą, że „zjadł” Męskie Granie Orkiestrę 2022. I mogą się nie mylić.

    Fot. Michał Murawski, źródło: Facebook Męskiego Grania

    Scena Ż i Scena 357

    Podczas Męskiego Grania funkcjonowała również Scena Ż i Scena 357. Przyznam, że nie wszystkich występujących tam artystów znałam i nie wszystkich poznałam – Scenę Ż odwiedziłam przede wszystkim na samym początku, potem wygrała chęć zajęcia dobrego miejsca pod Sceną Główną. Ale i tak wielki plus dla organizatorów za to, że koncerty na Scenie Głównej i Scenie Ż nie nachodziły czasowo na siebie. Na Scenie Ż tego wieczoru okazję na zaprezentowanie się miało sześć zespołów/artystów: Ta Ukrainka, Frank Leen, ATLVNTA, Wczasy, Bokka oraz Tymek. Także było to miejsce zarówno dla artystów mniej znanych, takich którzy wcześniej nie mieli wiele okazji do zaprezentowania się na żywo, jak i tych z większym dorobkiem – np. Tymek, który posiada ponad 100 milionowe wyświetlenia swoich utworów w serwisie You Tube. Mnie w szczególności ucieszyło pojawienie się ATLVNTY – zespołu, który śledzę już od jakiegoś czasu, a którego dotychczas nie miałam okazji usłyszeć na żywo. Fajnie również, że pojawiła się Bokka – to zespół o którym już od dawna wiem, że istnieje, ale dopiero niedawno zainteresowałam się ich twórczością. Z kolei na Scenie 357 zaprezentował się zespół Chair oraz Sara.

    Jak zdaniem podsumować kilka godzin sobotniego Męskiego Grania? Był to czas spędzony przy niezwykłych dźwiękach muzyki i mimo, że może nie wszystkie orkiestrowe aranżacje były w mojej opinii w 100% udane, to cieszę się z każdej minuty spędzonej na sobotnim Męskim Graniu!  

    Źródło: Facebook Męskiego Grania

    Ostatnio opublikowane