Mery Spolsky jest aktualnie w trasie promującej jej debiutancki album zatytułowany Miło Było Pana Poznać. 20 marca dziewczyna odwiedziła wrocławski Stary Klasztor, gdzie dała kapitalny występ.
Zgromadzona publiczność nie musiała czekać zbyt długo na gwiazdę wieczoru. Wokalistka wskoczyła na scenę prawie punktualnie i rozpoczęła swoje show podobnie jak płytę, czyli od utworu Dzień Dobry Very Much. Już na samym początku Mery zaprezentowała fanom namiastkę swojego doskonałego wokalu oraz zachowania scenicznego. Na pełne popisy taneczne oraz wokalne nie trzeba było czekać zbyt długo. Po kilku słowach wstępów i przerywnikach między pierwszymi utworami koncert na dobre się rozpoczął. Gdy tylko zabrzmiały pierwsze dźwięki utworu Wrzesień (Nie Zrób Mnie W Konia, Au!) publika w pełni się rozkręciła, podobnie jak sama gwiazda. Pani Spolsky była na niewielkiej scenie sama, a jednak sprawiała wrażenie, jak gdyby występowała na ogromnej arenie, a przed nią znajdywały się setki tysięcy fanów. Patrzenie na nią sprawiało ogromną przyjemność. Widać było, że została stworzona do bycia na scenie i czuję się w tym jak ryba w wodzie.
Jak można się było łatwo domyślić największy szał zaczął się podczas utworu Miło Było Pana Poznać. Na sali chyba nie było osoby, która nie znała by tekstu tej piosenki, albo chociaż jej refrenu. W trakcie koncertu nie zabrakło również piosenek, które nie trafiły ostatecznie na debiutancki album. Mam nadzieję, że Spolsky gdzieś jednak je umieści, ponieważ te kompozycje zdecydowanie zasługują na uznanie i możliwość dotarcia do szerszego grona słuchaczy. Największym plusem całego koncertu, zaraz po przeuroczym podejściu i zachowaniu samej wokalistki, był jej wokal. Nie raz słuchając płyty, a później wybierając się na koncert można przekonać się, że to co na żywo nieco odbiega od tego co na CD. W przypadku Mery nic takiego nie ma miejsca. Artystka świetnie śpiewa na żywo i zdecydowanie nie potrzebuje żadnego playbacku.
Po kilku bisach, które dała wokalistka koncert dobiegł końca. Dziewczyna nie uciekła jednak na zaplecze i nie zabrała się w podróż do kolejnego miasta, tylko zeszła obok sceny i czekała na spotkanie ze swoimi fanami. Każdy kto chciał mógł zamienić z nią kilka zdań, zrobić sobie zdjęcie i dostać autograf. Osobiście bardzo doceniam takie gesty ze strony artystów i cieszę się, że Mery dba o swoich fanów. Może i był to mój pierwszy koncert Spolsky, ale z pewnością nie ostatni.


