MENU

    Mela Koteluk wystąpiła w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Relacja Aleksandry Żeleźnik

    Gdy tylko weszła na scenę, rozbrzmiały ogromne brawa. Z kolei gdy z głośników popłynęły pierwsze dźwięki. publiczność wsłuchiwała się w nie jak zaczarowana. Tak było przez ponad półtorej godziny spektaklu, jaki we wtorek wrocławskiej publiczności zgotowała Mela Koteluk. To był niesamowity wieczór.

    Za lekko ponad dwa tygodnie światło dzienne ujrzy trzecia płyta Meli Koteluk zatytułowana Migawka. Artystka zdecydowała się na nie lada wyczyn. Postanowiła pojechać w trasę koncertową z całkiem nowym, świeżym materiałem. To ogromne zaufanie do swojej publiczności. Przecież jeszcze nikt nie jest zaznajomiony z nowymi dźwiękami. Nie wiadomo czego można się po trzecim krążku spodziewać. Jednak, chętnych na taki występ, można rzec, że trochę w ciemno, nie brakuje. Mogłam się o tym przekonać podczas wtorkowego koncertu Meli w Teatrze Polskim we Wrocławiu. To dopiero drugi przystanek na trasie Migawka Tour. Powiem wam jedno – jej występ był tak rewelacyjny, że z chęcią wybrałabym się drugi raz.

    Zacznijmy jednak od początku. Mela zdecydowała się podzielić swój występ na dwie części. W pierwszej wraz z zespołem zaprezentowała nam najnowsze kompozycje pochodzące z albumu Migawka. W ten sposób mogliśmy usłyszeć żywiołowe żywiołowe dźwięki np. w kompozycji Odprowadź czy Ogniwo. Nawiasem mówiąc, wokalistka potwierdziła, że Ogniwo zostało drugim singlem promującym album. Nie zabrakło także spokojnych, zrównoważonych i melancholijnych melodii. Trzeba przyznać, że najnowszy krążek zapowiada się rewelacyjnie. Jeśli kompozycje zaprezentowane w wersji live brzmią tak genialnie w wersji studyjnej, to jestem święcie przekonana, że Migawka to będzie płyta roku.

    Druga część występu to zdecydowanie klimaty, które kojarzyła publiczność. Zaczęło się z przytupem, gdy z głośników zabrzmiała Melodia Ulotna. Zachęcona przez wokalistkę publiczność śpiewała razem z nią i wtórowała klaskaniem. Oprócz tego, Mela wraz z zespołem wykonała m.in. magiczne Fastrygi, emocjonalne Działać bez Działania, czy żwawe Żurawie Origami. Nie zabrakło także kultowego kawałka Spadochron. Cały koncert trwał ponad półtorej godziny.

    A sama Mela? Cóż tu się dużo rozpisywać – klasa sama w sobie. Charyzmatyczna, pełna uroku i wdzięku. Jej mimika i ruchy były dopracowane do perfekcji – publiczność wpatrywała się w nią jak zaczarowana. Wokalnie, jak zwykle rewelacyjnie, to była ogromna przyjemność móc posłuchać czystego talentu.

    Podsumowując, jeśli tylko macie okazję wybrać się na koncert Meli, to nie zastanawiajcie się i idźcie. Jestem pewna, że nie pożałujecie. Nowy materiał w wykonaniu live brzmi rewelacyjnie, urzeka od pierwszych dźwięków. To niby inne oblicze Meli, ale takie znajome, takie dojrzałe. Z jeszcze większą niecierpliwością czekam na wersję studyjną albumu. Rewelacyjny koncert tylko podsycił apetyt. Bilety na pozostałe koncerty są jeszcze dostępne. Idźcie, gwarantuje, że nie pożałujecie.

    Aleksandra Żeleźnik
    Aleksandra Żeleźnik
    Lat 23, studentka. Miłośniczka dobrej muzyki. Słucha wszystkiego co wydaje jej się interesujące i godne uwagi. Fanka Adama Lamberta, Arctic Monkeys oraz Royal Blood.

    Ostatnio opublikowane