W porównaniu do pozostałych reprezentantów Wielkiej Czwórki trash-metalu, Megadeth nie szczędzą czasu na tworzenie nowego materiału, który przybiera formę płyt wydawanych średnio co dwa lata. Prywatne zawirowania frontmana, Dave’a Mustaine oraz regularnie przeprowadzane przez niego przetasowania w składzie zespołu nieraz narażały ich reputację na szwank. Z upływem czasu i niekiedy wbrew logice, stosowane zagrania zdołały na nowo wydobyć z muzyki pierwiastek innowacyjności. Teraz po kolejnych reformach w ekipie, przyszedł czas na konfrontację z piętnastym w dorobku albumem Dystopia.
Dyskografia zespołu przypomina falę sinusoidalną. Zaczynając od granego trash metalu w czystej postaci, po bardziej melodyjne i zrównoważone brzmienia. Na przestrzeni ponad ćwierć wieku muzycy dostarczyli albumy wybitne, które ulokowały Megadeth do kanonu pionierów trash-metalu. Zdarzały się i słabsze momenty. Wielokrotnie upadający i podnoszący się z dna Mustaine, przez jednych określany jest mianem mistrza, przez drugich uważany za awanturnika o trudnym charakterze. Co w muzyce jednak posiada największą wartość, jest niepodważalną ikoną uprawianego przez dekady gatunku.
Wielokrotne zmiany składu w historii istnienia Megadeth należą do porządku dziennego. Tym razem w Dystopii w u boku dwóch muzyków (zakorzenionych w zespole od 1983 roku) wokalisty Dave’a Mustainea i Davida Ellefsona na basie, na staż przyjęto gitarzystę Kiko Loureiro i perkusistę Chris Adler. Nowa krew wniosła nową jakość. Z jakim efektem?




Z okładki na wstępie wita nas jeden z nielicznych, poniekąd (z przerwami) stale obecnych elementów towarzyszących kapeli – Vic Rattlehead. Fikcyjna postać, „maskotka” i symbol grupy stworzony przez Dave’a tym razem przybrała postać robota. To również on jest głównym bohaterem w ich najnowszych teledyskach.
Teksty oraz muzyka budują niezniszczalne fundamenty twórczości zespołu. Tradycyjnie, na Dystopii nie brakuje kontrowersji, głównie nawiązujących do polityki i teorii spiskowych. Mustaine otwarcie przedstawia swoje poglądy, które umiejętnie podkreśla wokalem.
Dystopia – utwór fabularny z dziedziny literatury fantastyczno-naukowej, przedstawiający czarną wizję przyszłości, wewnętrznie spójną i wynikającą z krytycznej obserwacji otaczającej autora sytuacji społecznej.
Muzycy zaoferowali nam jedenaście premierowych utworów, które cechuje potężna dawka dynamicznych riffów i nieoczekiwanych rozwinięć w postaci solidnych solówek. Dystopia już na wstępie zaskakuje, gdy w otwierającym The Threat Is Real nieoczekiwanie pojawia się orientalny żeński śpiew z melodią nawołującą bliskowschodnie klimaty. W tytułowej kompozycji również usłyszymy heavymetalową subtelność, która ku końcowi zostaje przełamana agresywnymi riffami. Następca, Fatal Illusion prezentuje trash w klasycznej odsłonie – zadziorność wokalu, odpowiedni ciężar i ostre brzmienia perkusji. Doszliśmy więc do zamknięcia etapu trzech pierwszych singli, które już nasuwają wniosek o dość zróżnicowanej koncepcji krążka. O Death from Within powielę opinię na temat poprzednika. Tempo nadal trashowe z tą różnicą, że jest nieco ciszej i niestety, uwydatnione zostały wokalne niedociągnięcia. Chwilowo wolniejszych obrotów nabiera Bullet To Te Brain. Utwór o niejednolitej strukturze i zmiennej ekspresyjności przechodzi w przeciętną, jednocześnie wieńczącą fenomenalną solówką Kiko Loureiro kompozycję Post-American World.
Podniosłe Poisonous Shadows zaczyna się od szczypty orientalnego posmaku z rozbudowanym wstępem. Epickie dzieło, które progresywnym brzmieniem i melancholijną melodią wyróżnia się spośród reszty utworów i z całą pewnością zagości na dłużej w umyśle słuchacza. Rześkie Lying in State poprzedza instrumentalne Conquer… or Die. W obydwu przypadkach pojawiają się akustyczne akcenty, które nieco zwodniczo kształtują oczekiwania wobec zbliżającego się zakończenia. Tu spotykamy The Emperor – na luzie z chwytliwą melodią i radośniejszym graniem. Całość zamyka krzykliwy utwór Foreign Policy, pierwotnie zasilający repertuar punk-rockowej formacji Fear.
Najnowsze dzieło Megadeth, piętnasty studyjny album zatytułowany Dystopia jest po części wystosowanym kompromisem względem oczekiwań fanów, którzy niekiedy potrafią z bezwzględnym egoizmem i sceptycyzmem podchodzić do nowych wydawnictw swoich idoli. Ostatecznie muzycy sprostali zadaniu, wyłamując się ze wszelkich schematów i nagrywając jedną z najcięższych płyt w swoim ponad trzydziestoletnim muzycznym dorobku. Dynamika, świetne solówki i polityczne aluzje – wszystko posiada tu swoje uzasadnienie. Osobom, których przygoda z mocniejszymi dźwiękami być może rozpoczęła się niedawno – polecam. Słuchaczom będącymi weteranami w tej dziedzinie również albumem powinni być usatysfakcjonowani.


