Medina – We Survive (2016), recenzja Agaty Omelańskiej

Utalentowana, piękna, odważna i silna – Medina jest dla mnie artystką szczególną. Przez lata jej muzyka towarzyszyła mi w różnych momentach mojego życia, zarówno tych dobrych, jak i nie do końca szczęśliwych. Z niecierpliwością czekam na każdy jej nowy singiel i potrafię słuchać go w nieskończoność. Od wydania ostatniego angielskojęzycznego krążka wokalistki, Forever, minęły trzy lata – czy ta przerwa wyszła jej na dobre? Jak na tle poprzednich albumów wypada We Survive?

(recenzja ukazała się na blogu autorki, Music Like Air)

Najnowsza płyta Mediny to jej najbardziej radosny i szczery materiał w karierze, choć historia za nim stojąca nie do końca jest wesoła. Wokalistka była w dość poważnym związku, który rozpadł się tuż przed zakończeniem 2015 roku i na We Survive można usłyszeć pewne jego echa. W porównaniu do poprzednich płyt Medina jest mniej gorzka w swoich tekstach – jej najnowsze piosenki nie mają aż takiej siły, jak np. You And I, Gutter, Lonely czy Scars. Artystka o wiele lepiej radzi sobie jednak z emocjami. Nie zawsze przekłada się to na dobre utwory; mimo wszystko Medina brzmi lepiej, radośniej i (chyba) trochę pokorniej. Jest to modny obecnie miks popu i elektroniki, ale jednak czegoś tu brakuje.

We Survive jest mniej taneczny niż poprzedni krążek Dunki, Forever; większy nacisk położony jest na teksty i kompozycję, niż na muzykę. Większość utworów opiera się na bardzo prostej, nieskomplikowanej melodii wspomaganej lekką elektroniką – dzięki temu piosenki łatwo wpadają w ucho i mogłabym powiedzieć, że są całkiem niezłe. Jednak w porównaniu do poprzednich płyt We Survive wypada trochę blado. Choć płyta nagrana jest całkowicie po angielsku, na krążku pojawiają się utwory, które znam w duńskojęzycznej wersji. Czasem z lepszym efektem, czasem z gorszym – na plus dla Good Enough (Når intet er godt nok) i Let Go (Giv Slip), na minus dla Jealousy (Jalousi).

Płytę rozpoczyna Runnin’ Out Of Love – Medina przyzwyczaiła swoich słuchaczy do mocnych, beatowych początków swoich krążków, więc ten nieco spokojniejszy utwór trochę zaskakuje. Nie jest to zły utwór, w odbiorze jest poprawny, ale nie zachwyca niczym szczególnym; w dodatku jest krokiem w stronę EDM, od którego artystka zawsze była daleka. Z początku nie byłam przekonana również do tytułowego We Survive (po klipie się załamałam), ale potem spojrzałam na niego nieco przychylniej – to dobry, radiowy singiel, o którym pewnie będzie głośno. Doskonale sprawdzi się na letnich imprezach lub w zremiksowanej wersji. O wiele lepiej brzmią Good Enough i Let Go – szczególnie ten pierwszy zasługuje na uwagę, bo to złoty środek między klasyczną balladą, a R&B. Drugi to taneczna petarda, przy której można radośnie pląsać i po prostu dobrze się bawić – żywy, radosny i w sam raz na zbliżającą się wiosnę. For U jest małym powrotem do dawnego brzmienia – to utwór, którego nie spodziewałam się po płycie We Survive. Jest prosty, spokojny, ale ma w sobie to coś. Drugim zaskoczeniem jest By Your Side: to mój ulubiony moment płyty ze względu na nieco house’owy rytm i świetną energię – tańczyłabym!

Średnio przekonały mnie Jealousy – choć ta wersja niewiele różni się od duńskiej, tekst jest niespecjalny, trochę naciągany. Someone New jest niezły, ale Medina miała lepsze utwory i to raczej próba złagodzenia tanecznego We Survive ze spokojnym Jealousy. Podobnie jest z Liquid Courage (niezły, ale nie powala) i Walking Mistake (naciągane zakończenie o EDM-owych wstawkach – dlaczego?). Najsłabsze momenty nowej płyty? Zupełnie nijaki Young In Love i dobry muzycznie, ale słaby tekstowo Karma’s A Bitch.

We Survive to album poprawny. Trochę taneczny, trochę spokojny, ale niczym się niewyróżniający – fajerwerków nie ma, a wiem, że Medinę stać na turboogień. I pewnie każdy redaktor przyzna mi rację, że w przypadku ulubionych artystów jest się nieco bardziej pobłażliwym i na niektóre rzeczy przymyka się oko. Dla mnie Medina może zaśpiewać cokolwiek i paradować po scenie w ciągłym negliżu – ja i tak będę ją uwielbiać.

Czytaj również