
W ostatnią niedzielę 08.08. w Nowej Rezydencji zlokalizowanej na krakowskiej Nowej Hucie odbył się koncert Dance Like Dynamite i Mùlk oraz headlinera Me And That Man. Samo wydarzenie miało ciekawy, różnorodny charakter, bo choć muzyka kolejno prezentujących się kapel świetnie współgrała ze sobą nawzajem, to o żadnym z zespołów nie można powiedzieć, żeby trzymał się jednego konkretnego gatunku. Chociaż w prezentowanej muzyce dominowały przede wszystkim eksperymenty, to była ona również bardzo konsekwentna – całość brzmiała spójnie i interesująco. Moim zdaniem zdobyłam zdecydowanie niecodzienne doświadczenie koncertowe. Zapraszam więc serdecznie do przeczytania relacji z minionego wydarzenia.
Jako pierwsi zaprezentowali się Dance Like Dynamite. Po przesłuchaniu albumu Litania Kłamstw miałam co do ich występu wysokie oczekiwania. Nie zawiodłam się. Zespół grający muzykę na pograniczu rocka, gothic’u i cold wave’u porwał i zachwycił publiczność, a mnie ujął przede wszystkim naprawdę świetnym wyczuciem rytmu, oraz zsynchronizowanym ruchem scenicznym. Największe wrażenie zrobiły utwory Just One Kiss, zagrane w nieco cięższej wersji niż na epce Dying in Slow Motion oraz Litania Kłamstw, którą to zakończyli występ. Co by nie powiedzieć, dla mnie Dance Like Dynamite to jedno z odkryć miesiąca i myślę, że większa część publiczności również zapamięta ich na dłużej i łatwo skojarzy, słysząc chociażby ich charakterystyczne danke schön po zakończonym utworze.

Mùlk posiada na swoim koncie już doceniony album I. Zespół został uznany za jeden z najlepszych debiutów na polskiej scenie alternatywnej w 2019 roku. Na scenie dowiedli słuszności tego tytułu, prezentując bardzo profesjonalny koncert i emanując ze sceny energią i świeżością. Utwory Mùlk odebrałam jako bardzo emocjonalne i różnorodne, a największe wrażenie zrobił na mnie singiel Milion. Czapki głów szczególnie w kierunku drugiego wokalisty – jego obecność pełniła w utworach dużą rolę, a artysta świetnie podołał zadaniu.


Sama persona Adama Nergala Darskiego przyciągnęła na koncert Me And That Man wielu fanów ciężkiej black metalowej muzy, jaką prezentuje on w zespole Behemoth. Zdecydowana większość osób ubranych w czarne koszulki z logiem grupy wiedziała jednak doskonale, by tym razem nie spodziewać się ze sceny growlu i niskich basowych brzmień. O godzinie 20:30 eleganccy panowie w kapeluszach i czarnych kardiganach rozpoczęli występ od jednego z ich bardziej rozpoznawalnych utworów My Church Is Black. To, co najbardziej ujmujące w wizerunku zespołu to fantastyczny kontakt z publicznością – wesoły, ale i o ponadprzeciętnie ironicznym charakterze Darski zagrzewał publiczność do zabawy, a od niego i pozostałych członków zespołu biła niesamowicie pozytywna energia i radość z grania na scenie. Przy okazji utworu Nightride jeden z członków grupy, Włoch Sasha Boole pięknie zaprezentował grę na harmonijce i gitarze akustycznej. Zatem na koncercie nie brakowało różnorodności, dzięki czemu każdy kolejny kawałek był nowym, świetnym doświadczeniem. Nergal, zapowiadając kawałek Burning Churches w delikatny, ale wymowny sposób skomentował aktualną sytuację polityczną w Polsce, a sam utwór wywarł na publiczności wielkie wrażenie. Przy On The Road można było wczuć się w klimaty country, a w przerwach między skakaniem do kolejnych utworów fani walczyli o hojnie rzucane ze sceny kostki gitarowe.
Członkowie zespołu Me And That Man bardzo dobrze przemyśleli kolejność granych kawałków. Po znanym i lubianym I Surrender nastąpiła zmiana klimatu na nieco spokojniejszy i na scenę zostały wniesione krzesła. Wspólnie zagrali Cross My Heart And Hope To Die, po czym John Porter samodzielnie został na scenie i zaprezentował piękną balladę. Koncert zakończony został sentymentalnym Coming Home i energicznym Love And Death, po czym muzycy, za namową publiczności, dwukrotnie bisowali, zachwycając bluesowym coverem John the Revelator, znanym z serialu Sons Of Anarchy.

Po kilkugodzinnym wydarzeniu uczestnicy wyszli z Nowej Rezydencji zachwyceni, w dużej części zaopatrzeni w koszulki z merchu, a liczni szczęściarze trzymając w kieszeniach złapane kostki gitarowe. Ja doskonale wiedziałam, że koncert wywrze na mnie wrażenie, ale nie miałam pojęcia, że muzycy zapewnią aż tak dobrą rozrywkę. Jestem absolutnie zachwycona i wszystkie trzy zespoły z chęcią zobaczę jeszcze raz, do czego również serdecznie zachęcam.

