Max Frost – Gold Rush (2018), recenzja Aleksandry Żeleźnik

Debiuty bywają trudne. Wiele wysiłku włożonego w pracę nad albumem, później miesiące podtrzymywania napięcia w oczekiwaniu na płytę i wreszcie premiera krążka. W takiej sytuacji znalazł się Max Frost, który wypuścił w świat swój najnowszy materiał. Młody muzyk zasłynął na Spotify chwytliwymi melodiami. Czy równie ciekawe kompozycje zaprezentował na swoim debiucie?

Znalezione obrazy dla zapytania Max Frost – Gold Rush

Max Frost to 26-letni amerykański piosenkarz, tekściarz i producent muzyczny, który swoją przygodę z muzyką zaczął już dawno. Na swoim koncie ma dwie wydane epki, kilka ciekawych muzycznych kooperacji i… w sumie tutaj mogłaby się skończyć część teoretyczna. Pomimo rewelacyjnych piosenek typu Paranoia, Adderall czy Withdrawal, jakoś nie po drodze mu było z wielkim rozgłosem. A szkoda. Muzyk bardzo ciężko pracował nad swoim debiutem, który miał być jego swoistą trampoliną po sławę. I w sumie już poniekąd mu się to udało. Supportuje Twenty One Pilots na ich obecnej amerykańskiej trasie koncertowej. To właśnie tam prezentuje najnowszy materiał ze swojego debiutu zatytułowanego Gold Rush. To stosunkowo świeża płyta. Na sklepowych półkach pojawiła się 5 października.

Na krążku znalazło się dziesięć premierowych piosenek. Analizę chciałam rozpocząć od dwóch singli promujących. Pierwszy, to szalenie wesoła, dynamiczna i energiczna popowa kompozycja Good Morning. Zaangażowanie instrumentów dętych było strzałem w dziesiątkę. Z kolei drugi singiel, Eleven Days jest o wiele spokojniejszy, wyważony, wręcz trochę melancholijny z nutą romantyzmu. Max zdecydowanie dobrze czuje się w takich klimatach. Jego głos uspokaja, a w połączeniu z bardzo ciekawą melodią wyszła dość ciekawa ballada idealna na samotne wieczory.

Teraz muszę trochę pomarudzić. W kompozycji New Confessional Max postawił na rap. Jest też gospel i refren w stylu R&B. Cała piosenka jednak nie powala, słuchanie zdecydowanie nuży i męczy… Slow Jamz, gdzie główną rolę odgrywa gitara. Zaczyna się spokojnie.. i tak już zostaje do końca. Kompozycja jak setki innych, nic nie wnosi. Do tej „złej” grupy śmiało można przypisać jeszcze nijakie i powtarzalne Put It On Me, czy przeciągnięte i dziwnie frazowane Anxious. Max w tych utworach brzmi jakby nadal szukał swojego brzmienia. Jest tam dużo eksperymentów, dużo mieszanek, które nie wyszły zbyt dobrze…

Z drugiej strony zdecydowanie wyróżnia się Money Problems. Od samego początku słychać, że będzie dobrze. Do chórku zaangażował kilka damskich głosów. Refren urzeka, wpada w ucho. Nogi same rwą się do tańca. Przy odpowiedniej promocji mógłby wyjść z tego niezły hit! To samo można powiedzieć o kompozycji A$$hole (No Apologies), które ma świetny chwytliwy refren. Chciałam jeszcze wyróżnić utwór zamykający cały album. Kompozycja Sometimes to czyste złoto. To właśnie tutaj Max pokazuje pełnie swojego wokalu. A zdolny jest i to bardzo! Ma kawał głosu i wreszcie nie bał się go użyć. Umiarkowane tempo, chwytliwe dźwięki gospel – takie kawałki wychodzą mu najlepiej!

Podsumowując, Gold Rush to debiut dobry. Niestety nie wybitny, raczej mocno przeciętny. W pewnym momentach jest to album nużący. Obawiam się, że zginie w tłumie i więcej o nim nie usłyszymy. Jest tu kilka piosenek, które mogłyby powalczyć o miano hitu… jednak nie będzie to pewnie sława wieczna. Są momenty mocniejsze, którymi naprawdę warto się zachwycić, ale czy to nie za mało? W ogólnym rozrachunku album nie wypada ciekawie, bo niestety dla Maxa takich jak on jest mnóstwo. Co prawda chłopak ma na siebie pomysł, jest pracowity, jednak jego muzyka poszła w złym, nijakim kierunku. Max zza czasów pierwszych utworów to było coś! Pełny energii wnosił powiew świeżości do świata muzyki. Niestety, na swoim debiucie powiela tylko wszystkim znane schematy i melodie.

Znalezione obrazy dla zapytania Max Frost – Gold Rush

oceny

autor recenzji

Aleksandra Żeleźnik
Aleksandra Żeleźnik
Lat 23, studentka. Miłośniczka dobrej muzyki. Słucha wszystkiego co wydaje jej się interesujące i godne uwagi. Fanka Adama Lamberta, Arctic Monkeys oraz Royal Blood.

Sprawdź nasze inne

Recenzje

Debiuty bywają trudne. Wiele wysiłku włożonego w pracę nad albumem, później miesiące podtrzymywania napięcia w oczekiwaniu na płytę i wreszcie premiera krążka. W takiej sytuacji znalazł się Max Frost, który wypuścił w świat swój najnowszy materiał. Młody muzyk zasłynął na Spotify chwytliwymi melodiami. Czy...Max Frost – Gold Rush (2018), recenzja Aleksandry Żeleźnik