Dzisiejsza recenzja powstała niejako z sentymentu. Z pewnego rodzaju nadziei, która się rodziła przez ostatnie lata. Nie wiem, co oznacza tytułowe 9 lat, lecz powoli się domyślam: ta dziewiątka to czas oczekiwania artysty na wydanie debiutanckiego albumu. Gdy wreszcie się doczekał…
Z jednej strony dużo osób czekało na ten moment. Mateusz Mijal spełnił swoje dziecięce marzenia o śpiewaniu i komponowaniu swoich utworów. Wszak ma do tego kwalifikacje: ukończył Państwową Szkołę Muzyczną w klasie trąbki, no więc stąd zna się na nutkach i wie która do czego pasuje.
Kilka lat to dla muzyki wieczność. Ta dziedzina kultury zmienia się w dość szybkim tempie – zaryzykowałabym stwierdzeniem, że niczym rollercoaster, czyli szybko i bez zahamowań. Pośpiech jednak nie jest zbyt dobrym doradcą. Warto swój materiał dopieszczać, by dojść do perfekcji. Ważne jest jednak to, żeby przekaz podobał się, a przede wszystkim trafił do odbiorcy. To nie jest tak, że wydaje się byle co i ma się z tego profity (no chyba, że jest się Gangiem Albanii… – to akurat wyjątek od reguły), bo jak wyda się przysłowiowy gniot, to chwilę później trzeba pracować kilkakroć więcej, by odzyskać renomę, podbudować reputację, a przede wszystkim zyskać słuchaczy.
W przypadku Mateusza Mijala jest to niestety równia pochyła. Swoją karierę zaczął dość wcześnie, lecz Polska usłyszała go dopiero dzięki singlowi nagranym, gdy działał w zespole Chłopacy. Mowa tutaj oczywiście o utworze Wiara (na płycie pod tytułem Wiara we mnie jest), który zajął trzecie miejsce podczas plebistytu Polski Hit Lata w ramach Sopot Hit Festiwal 2009. Nie dziwię się – ma dość śmiesznie brzmiący refren. Z biegiem czasu w dość nieregularnych odstępach czasu wokalista dzielił się kolejnymi nagraniami. Przełomem okazał się jednak wydany w 2012 roku singiel Winny, który powstał przy współpracy z Marcinem Liberem Piotrowskim oraz Bartoszem TABBem Zielonym. To zapewne zasługa tego pierwszego, który powiedział parę słów w numerze. Ba, napisał tekst tego utworu, a Bartek pomógł Mateuszowi dopieścić linię melodyczną. W późniejszym czasie udostępnił kawałek o dość wymownym tytule: Coś na później, czyli kolejną propozycję o trudnych relacjach damsko-męskich. Tutaj już artysta nie obwinia się o rozpad związku. Jest na wcześniejszym etapie, próbuje ratować to co zostało, widzi szansę na to, że po prostu się to uda.
W późniejszym czasie zrobiło się o nim dość cicho. Gdy jednak poznałam muzyczne powody w postaci kolejnych singli, już zrozumiałam: to dla osób, które po prostu lubią słuchac byle czego. Niech się ludzie śmieją jest przykładem pierwszym z brzegu, lecz chyba jednym z najlepszym, by oddać to, co mam konkretnie na myśli. Słaby, okrawający się pod disco polo warstwa muzyczna, bridge’y z „ooo”. No i tandetny tekst, tym razem autorstwa Wojtka Łuszczykiewicza z grupy Video. Pocieszające jest jednak to, że kiczem jeszcze aż tak nie zalatuje, lecz w połączeniu z muzyką woła wręcz o pomstwę do Nieba…
Hej, mam wobec ciebie plany
Usiądź obok, zostań jakiś czas
Jesteśmy całkiem sami
Nie ma tu nikogo oprócz nas
Ucieka czas, a taka noc będzie w życiu tylko raz
Ucieka czas-nie traćmy go
Następny, również nam znany Za to co mam, z gościnnym udziałem Stachurskiego troszeczkę przypomina nowszą wersję Jedwabiu. Oczywiście, w tym miejscu można znaleźć mnóstwo muzycznych odniesień, jak na przykład jedyny hit od For Teens, Jesteś Częścią Mnie – chwilami brzmi zbyt podobnie. Nie zmienia to jednak faktu, że słucha się tego odrobinę przyjemniej niż poprzednika.
Są jednak rzeczy, które Mijalowi na tym albumie wychodzą najlepiej. Nie oznacza to oczywiście, że jest to doskonałe – raczej powiedziałabym, że są to rzeczy niczym światełko w tunelu czy jaskółka, która wiosny nie czyni, aczkolwiek są symptomem dające nadzieję, że w przyszłości z repertuarem pochodzącego z Jasła wokalisty (nie mylić z Michałem Szpakiem!) znajdzie się po prostu coś lepszego. Przykładowo, Wierzyłem, że Ty i ja ma dość mocny potencjał na to, by stać się jego następnym hitem granym w radiu. Wystarczy tylko aranż, który musiałby być podszlifowany (pozbyć się niektórych dźwięków, które wręcz zakłócają odbiór całego utworu, jego potencjału) oraz oczywiście dobra promocja. Zabijasz mnie wydaje się być chwilami spowolnioną wersją (w szczególności w refrenie) utworu Za to co mam. Do złudzenia przypomina również single Rafała Brzozowskiego, no i Katriny nagranej nomen omen z Liberem. Czyli kolejna piosenka o miłości, kolejna melodia, jakich w stacjach radiowych można usłyszeć na pęczki. Szkło i lód, najnowszy singiel Mijala to chyba ukłon w stronę Sylwii Grzeszczak i szczerze mówiąc, jestem ciekawa jego dalszego odbioru – czy ma szansę zaistnieć w szerszych kręgach, nie tylko fanowskich? Piosenka aż woła się o radio – lecz jakieś z lokalnym zasięgiem, na początek. Z powodu dość oczywistego – chwilami jest po prostu nietypowo, no i można łatwiej pokusić się o opinie, zanim zdecyduje się o innych formach promocji twórczości artysty.
Co by dużo nie mówić… Jego 9 lat jest jednym wielkim workiem, do którego można spakować dosłownie wszystko. To, co ma dla nas jakiekolwiek znaczenie – większe, mniejsze… Ale się też znajdzie się miejsce na takie przedmioty absolutnie zbędne, bądź też jednorazowego użytku. Tak też jest z tym albumem – w dość dużym stopniu znaliśmy wcześniej jego zawartość, więc wiemy, że bywały momenty lepsze i gorsze. Szkoda jednak, że artysta zdecydował się na taki nietrafiony raczej misz-masz, a ten metaforyczny worek wyrzuci się najprawdopodobniej na śmieci niż gdziekolwiek indziej.

