Maroon 5 – Jordi (2021), recenzja Julii Stankowskiej

Inne recenzje

Po niemal czterech latach od wydania swojego ostatniego albumu Red Pill Blues, Maroon 5 powraca na rynek muzyczny z wielkim przytupem, 10 czerwca prezentując całemu światu swój najnowszy krążek pt. Jordi. Składający się z czternastu kawałków album został stworzony w hołdzie dla Jordana Feldsteina – wieloletniego menadżera zespołu, zmarłego w 2017 roku na zawał serca.

Maroon 5's 'Jordi' Is More About Bangers Than 'Memories': Album Review -  Variety

Wśród utworów na Jordi, znajduje się wiele collabów z topowymi artystami, takimi jak: Jason Derulo, Megan Thee Stallion czy H.E.R. oraz ze zmarłymi raperami Juice’m WRLD i Nipsey’em Hussle.

Album otwiera jeden z singli, który miał swoją premierę kilka miesięcy temu. Beautiful Mistakes to piosenka nagrana we współpracy z raperką Megan Thee Stallion. Jest to jeden z moich faworytów na płycie – to wakacyjny, przyjemny dla ucha kawałek. Szczególnie podoba mi się zwrotka Megan, która naprawdę świetnie nawinęła i po raz kolejny udowodniła, że zasługuje na miano jednej z czołowych raperek ostatnich lat.

Po mocnym początku niestety, Jordi niestety nieco rozczarowuje. Kolejna piosenka pt. Lost jest dość monotonna i przeciętna, podobnie jak Lovesick – niczym szczególnym się nie wyróżnia. Najmocniejszym punktem tej pierwszej jest zdecydowanie jej warstwa liryczna – to utwór o miłości i zagubieniu. Tekściarze wraz z samym Levine wykonali kawał dobrej roboty pisząc tekst Lost.

Pierwszymi collabami na albumie są: Echo, nagrane wraz z blackbearem oraz Remedy, stworzone we współpracy z Stevie Nicks. Echo to naprawdę przyjemna, chillowa piosenka, idealna do relaksu. Szczególnie spodobała mi się zwrotka blackbeara i partie, w których Adam pokazuje swoje falsetowe umiejętności – jestem naprawdę pod wrażeniem jego talentu! Jeśli zaś mowa o piosence Remedy – niestety nie przypadła mi ona do gustu. Owszem, utwór ma potencjał, jednak totalnie nie przekonuje mnie głos Stevie. Mam wrażenie, że zupełnie nie pasuje do Adama – ich głosy nie współgrają ze sobą, co zdecydowanie nie wpływa korzystnie na całość utworu.

Jednym ze słabszych piosenek na Jordi jest Seasons. Nie mogę nazwać jej złą, jednakże jest zbyt nudna i monotonna, aby nazwać ją dobrą. Ma przyjemny bit, ale brakuje w niej wyrazistego akcentu, uderzenia, które nieco urozmaiciłoby piosenkę i dodało jej „smaczku”. Podobne odczucia mam co do kawałka Nobody’s Love – również dość przeciętnego i bezbarwnego. Zupełnie nie mogę zrozumieć dlaczego został singlem, na Jordi jest przecież wiele mocniejszych i bardziej radiowych piosenek, które znacznie lepiej promowałyby płytę chłopaków.

Jednym z moich faworytów jest Convince Me Otherwise, nagrana we współpracy z wokalistką H.E.R. To piękna ballada, w której wokaliści prezentują słuchaczom swoje umiejętności wokalne, skalę głosu. Convince Me Otherwise jest jedną z piosenek wyróżniających się na tle pozostałych – jej początek jest już bowiem w innym klimacie niż reszta albumu, urozmaica go. Już po przesłuchaniu duetu z H.E.R. po raz pierwszy, wiedziałam, że będę często powracać do tego utworu i tak też się stało.

Kolejną współpracą na  Jordi jest piosenka One Light, czyli collab z Bantu. To miły, przyjemny dla ucha, letni kawałek o typowo wakacyjnym bicie. To piosenka idealna do słuchania podczas jazdy samochodem w słoneczne dni – jest lekka, chillowa i dość spokojna. Podobny vibe posiada utwór Button, który naprawdę bardzo polubiłam – wpadający w ucho, klimatyczny i przede wszystkim w rytmach latino, wprowadzanych przez hiszpańskojęzyczne zwrotki Anuela AA i Tainy’ego.

Can’t Leave You Alone to owoc współpracy zespołu i zmarłego rapera Juice WRLD. Niestety ogólnie nie przepadam na głosem Juicego, ale tutaj, o dziwo, bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Jego zwrotka świetnie wpasowuje się w całość utworu, będącego jednym z moich faworytów na albumie. Oprócz przyjemnego, wpadającego w ucho bitu, podoba mi się warstwa liryczna Can’t Leave You Alone – bardzo aktualny tekst w połączeniu z głosami Adama i Juicego tworzą naprawdę dobrą i spójną całość.

Utworem promującym najnowszy album zespołu jest singiel Memories, czyli piosenka znana prawdopodobnie każdemu przeciętnemu słuchaczowi radia. Kawałek ma już niemal dwa lata i należy do grona najpopularniejszych hitów Maroon 5. Memories jest bardzo świeży, klimatyczny i naprawdę świetny utwór, który niestety został nieco osłuchany dla większości fanów zespołu. Pomimo to, słuchając go za każdym razem ogarnia mnie jakieś dziwne uczucie radości i nostalgii, wzbudzone najprawdopodobniej przez magiczny tekst utworu, będący hołdem dla zmarłego menadżera grupy. Na Jordi pojawił się również Memories Remix, nagrany wraz z YG i zmarłym Nipsey’em Hussle. Kawałek jednak bardzo mnie rozczarował – spodziewałam się urozmaicenia, odświeżenia kawałka sprzed dwóch lat, ukazania go w innej odsłonie. Niestety to co dostaliśmy, znacząco odbiega od moich oczekiwań. Jedyną różnicą pomiędzy Memories a jego remixem są wplecione zwrotki raperów, którym osobiście nie mam nic do zarzucenia, co więcej, naprawdę mi się podobają. Niestety jednak wydaje mi się, że kilka wersów więcej to za mało, aby nazwać kawałek „remixem” – w ten sposób Memories Remix staje się tzw. „zapchajdziurą” na albumie.

Ostatnim, a jednocześnie chyba najlepszym utworem na  Jordi jest Lifestyle, nagrane wraz z Jasonem Derulo. Utwór mogliśmy usłyszeć już kilka miesięcy temu, gdyż w oryginale to Levine występuje gościnnie u Derulo. Nie wiem czy ma na to wpływ (a zgaduję, że tak) moja wielka miłość do Jasona, ale collab stał się moim faworytem na albumie. Wiedziałam to już po pierwszych sekundach piosenki, kiedy usłyszałam ikoniczne „Jason Deruuuloo” – uwielbiam! Lifestyle to typowo wakacyjny, taneczny kawałek, jednocześnie idealnie nadający się do chillowania z piwkiem w upalny dzień. W dodatku nie spodziewałam się, że głosy Jasona i Adama tak fantastycznie będą brzmieć razem. Posłuchajcie koniecznie – to istna petarda i najlepsze zakończenie albumu, jakie mogliśmy otrzymać.

Czy będę wracać do tej płyty? Szczerze mówiąc, myślę, że nie do całości. Postawię raczej na wybrane, pojedyncze utwory, pomimo tego, że całość naprawdę jest spójna. Wydaje mi się jednak, że  Jordi nie do końca jest tym, czego szukam w muzyce. Nie zrozumcie mnie źle, jako album absolutnie mnie nie rozczarował – po prostu żałuję, że niektóre kawałki odbiegają od tych najlepszych. Niemniej jednak – Jordi jest naprawdę dobrym krążkiem, którego powinien przesłuchać każdy miłośnik muzyki oraz głosu Adama.

Maroon 5 - Jordi
  • Data premiery: 11 06 2021
  • Single: Memories, Nobody's Love, Beautiful Mistakes, Lost
Najlepsze utwory: Lifestyle, Memories, Convinve Me Otherwise, Beautiful Mistakes
Najsłabsze utwory: Lovesick, Echo, Seasons, Memories Remix


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Julia Stankowska
Julia Stankowska
Studentka dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, od małego kochająca muzykę i taniec. Na co dzień słucha głównie popu i żeńskiego rapu.

Czytaj również

Po niemal czterech latach od wydania swojego ostatniego albumu Red Pill Blues, Maroon 5 powraca na rynek muzyczny z wielkim przytupem, 10 czerwca prezentując całemu światu swój najnowszy krążek pt. Jordi. Składający się z czternastu kawałków album został stworzony w hołdzie dla Jordana Feldsteina...Maroon 5 - Jordi (2021), recenzja Julii Stankowskiej