Marika z zespołem w Toruniu. Relacja Łukasza Jaćkiewicza

Nie będę ukrywał, że Marika odkąd wydała swoją ostatnią płytę, jest w gronie moich ulubionych wokalistek. Gdy więc dostałem informację, że wystąpi w Toruniu, nie wahałem się ani chwili – postanowiłem przyjść i posłuchać.

Marta wystąpiła w Toruniu w ramach festiwalu Barbarka ’39, który upamiętnia tragiczne wydarzenia rozpoczęte w 1939 roku. Podczas tych działań z rąk hitlerowców zginęło kilkaset ludzi. To co mnie jednak najbardziej ucieszyło, to fakt, że nie był to festiwal nader patetyczny i sztywny. Organizatorzy zadbali, aby pamięć o pomordowanych była przypomniana poprzez sztukę i kulturę. Dlatego też była przepiękna wystawa zdjęć o tytule Zapomniani Kaci Hitlera, a po oficjalnej prezentacji dwa koncerty. Koncert Mariki poprzedzony był występem jazzowego projektu Q Ya Vy.

Marika tego wieczoru miała najbardziej przekrojową publiczność w karierze. Z jednej strony dzieci i młodzież, z drugiej osoby w sile wieku i starsze. Osoby znające twórczość Marty mieszały się z całkowitymi laikami. Co jednak ciekawe nawet starsze panie, które zapewne nigdy nie słyszały o niej, umiały się odnaleźć w tych piosenkach i po prostu dobrze się bawić. Muzyka podobno łączy pokolenia – tak było i tym razem.

Na scenie zaprezentowany został prawie cały album zatytułowany Marta Kosakowska, który odkrył w niej nowe pokłady energii, nowe emocje i uczucia.  Był też niezawodny Buslav, kwartet smyczkowy i reszta zespołu bez których ten koncert by nie powstał. Bardzo zgrana ekipa! Usłyszeliśmy zatem Idę, Jak rozmawiać, Niebieskiego ptaka czy 1000 Lamp. Na deser dostaliśmy kultowe już Moje serce w odświeżonej wersji.

Marika ma świetny kontakt z publiczności i za to należą jej się wielkie brawa. Pomiędzy piosenkami chętnie opowiada luźne historie na temat utworów, zwraca się do publiczności, uśmiecha się. To bardzo ważne na koncertach, a nie każdy artysta jednak tego się trzyma. Marika robi to otwarcie, szczerze – chciałbym, żeby wszyscy muzycy mieli taki stosunek do publiczności. Po koncercie również nam to wszystko udowodniła. Każdy z obecnych mógł sobie zrobić z Mariką zdjęcie, wokalistka chętnie podpisywała płyty i co mnie najbardziej zaciekawiło, rozmawiała z nami. Luźno, bez spin, na każdy możliwy temat. Były uściski, całusy – miałem wrażenie, że jestem na kawie z koleżanką.

Czytaj również