Do tego tekstu zbierałem się od dawna. Potrzebowałem jednak pewnej przestrzeni, zrozumienia tego, co w życiu Mariki się stało. Nastał ten czas – jestem gotowy. Z radością oznajmiam, że Marika nagrała dobry album. Na ile dobry, przekonacie się poniżej.
Marika przez większość muzycznych laików kojarzona jest z postacią Pani Naczelnik albo prowadzącej The Voice of Poland (co moim zdaniem jest trochę krzywdzące). Była nazywana Królową Polskiego Dancehallu i swobodnie poruszała się po tej stylistyce. Reggae, soul i funk również nie były jej obce. W życiu każdego artysty przychodzi jednak moment, gdy chce się zrobić coś nowego. Coś, co będzie odmienne od tego, co robiło się do tej pory. Nie stać w miejscu, wnosić się na wyżyny, próbować sprostać nowym wyzwaniom. U Mariki zauważalne było to już od kilku lat. Przynajmniej zauważalne dla mnie, bo nigdy wielkim fanem stylistyki, w której się poruszała, nie byłem. Koncertowo również się dużo zmieniło. Marika w tym okresie przechodzi pewną metamorfozę.
Rok 2015. Witamy Marikę jako Martę Kosakowską. Dla nieświadomych jest to prawdziwe imię i nazwisko wokalistki (przez jedno s, a nie dwa). Dla świadomych jest to nowa Marika. To ona tak naprawdę wprowadza Martę Kosakowską do nowego świata. Takiego bez warkoczy, głupot, śmiechu bez liku i powtarzanych słów. Marice trzeba jednak oddać hołd, bo jako Pani od reggae i dancehallu zrobiła dużo i jest chyba najbardziej rozpoznawalną kobietą tych stylistyk w Polsce. Nie wprowadziła jednak reggae na salony, co mogłoby odbyć się za sprawą The Voice of Poland. Nie poszła też w klimaty radiowe i nie pokazała swojego mainstreamowego oblicza. Jaka jest więc Marta Kosakowska?
Na pewno dojrzała. Zauważalne jest to już po pierwszym przesłuchaniu albumu. Na pierwszy plan wysuwa się bardziej sensualna strona wokalistki, gdzie tekst i muzyka idą w parze. A teksty są naprawdę mądre – nieprzesadzone, realistyczne i w punkt, takie zrozumiałe dla każdego. Nie ma tu nadmiernej poetyki wysokich szczebli, która utrudniają osłuchanie się. Są wyważone i choć wydają się pesymistyczne, to w głębi duszy są bardzo pozytywne. Taka jest chociażby Łodyżka, brzmiąca jak muzyczny erotyk, otulająca najważniejsze aspekty naszego człowieczeństwa. Towarzysząca jej melodia potęguje tylko silne powiązanie tego utworu z seksualnością, a głos wokalistki brzmi tu magicznie – szepty są zniewalające. Niezwykle sensualnie robi się też w kompozycji Idę, w której nieco gospelowe wprowadzenie, nabite na lekkim elektronicznym bicie, daje bardzo udany utwór. No i refren – niejednoznaczny, niejednorodny, z dziwnym pozornie podkładem, który doskonale łączy się z melodią.
To również pierwsza płyta Mariki, która jest bardzo dopracowana pod względem wokalnym. Mam wrażenie, że te utwory odkryły u niej nowe możliwości, których we wcześniejszych utworach nie mogła prezentować. Niezwykle melodyjne refreny malują nam rzeczywistość, a w zwrotkach nie wypada wcale gorzej. W 1000 Lamp, jednej z najlepszych kompozycji na albumie, prezentuje nieco nostalgiczną odsłonę, ale jej głos brzmi tu niezwykle optymistycznie. W refrenie natomiast dostajemy przebłysku nowej odsłony wokalnej, która potęgowana jest jeszcze pod koniec utworu z testem Uwielbiam Cię. Podobnie odczucia mam do utworu Drugi dzień, z tą jednak różnicą, że tu mocny jest również podkład, brzmiący nieco jak drum’and’bassowy klimat brytyjskiej sceny.
Na płycie znajdziemy pięć mocnych duetów. Utworów naprawdę wartych uwagi, choćby z takiego powodu, że to artyści z przeróżnych środowisk muzycznych. Singlowe A jeśli to ja brzmi świetnie. Produkcja Goorala okraszona fortepianem i saksofonem świetnie mogłaby pasować do stacji radiowych. Nieco chilloutowy klimat dodaje mu jeszcze większego uroku. Kompozycja w punkt, nie przesadzona z ilością elektroniki. Większą jej ilość zauważamy w Niebieskim Ptaku z gościnnym udziałem Grubsona. Brzmi to jednak bardzo dobrze, jest to melodyjne, a feat. doskonale został dopasowany do kompozycji. Najbardziej przebojowa wydaje się natomiast kompozycja Tabletki z udziałem Xxanaxx, która muzycznie nie odstępuje od brytyjskiego Rudimental. Głosy wokalistek świetnie się ze sobą komponują, a dźwięczny bit sprawia, że piosenka jest idealna do zabawy. Nie jestem natomiast wielkim fanem remixu BRK, wolę po prostu oryginalne wersje piosenek. Równie dobre są natomiast Jak rozmawiać ze Skubasem, i Tress, jedyna anglojęzyczna kompozycja na płycie, zaśpiewana z Buslavem. Z tym, że o wiele bardziej blisko mi do drugiego utworu, który mnie po prostu wzrusza.
Marika otworzyła przed sobą nowe możliwości, które wykorzystała w 100%. Doceniam to, że poszerzyła swoje muzyczne doznania, chce się rozwijać i z każdym kolejnym albumem brzmieć dojrzale. Ten album jest dojrzały i to bardzo. Mam jednak małe wrażenie, że jest jeszcze owiany trochę ryzykiem jak to się przyjmie i jak zostanie zrozumiałe przez słuchaczy. Może fani poprzedniej twórczości artystki się z nią pożegnają, ale z całą pewnością przybędzie jej nowych, wartościowych słuchaczy. To, co stworzyła jako Marta Kosakowska powinno uzyskać zdecydowanie większego rozgłosu. To jednak z najlepszych polskich płyt tego roku!


