No i jest! Jej wysokość, The Elusive Chanteuse, Mariah Carey wydała swój piętnasty krążek i chociaż ostrzega nas zanim po niego sięgniemy, to kompletnie nie ma się czego obawiać. Caution jest prawdziwym powiewem muzycznej miłości i radości, po tych paru latach pełnych bardzo przeciętnej i dość dyskusyjnej artystyczno-telewizyjnej działalności.
Muszę przyznać, że nigdy wielkim fanem Carey nie byłem, ani jej muzyki, ani tym bardziej jej „gwiazdorskiej” osobowości. Nie specjalnie ekscytowałem się jej twórczością na przestrzeni tych prawie już trzydziestu lat kariery, jak również tego co czyniła w programie „American Idol”, czy w swoim ‘telewizyjnym wydarzeniu’ na antenie stacji „E!”. Jednak po premierze utworu GTFO kompletnie oszalałem i z niecierpliwością oczekiwałem na premierę tego krążka.
Niestety muszę przyznać, że to co najlepsze, ujrzało światło dzienne zanim doszło do oficjalnej premiery Caution. Wszystkie cztery kompozycje, które trafiły na platformy streamingowe przed szesnastym listopada, czyli wspomniany GTFO, With You, A No No oraz The Distance to kompozycje fantastyczne i świetnie wpisują się w wizerunek Carey jako artystki śpiewającej o miłości oraz mającej swoje stanowcze zdanie, którego się trzyma i nie zamierza puścić. Każdy z nich ma swój porządnie wyprodukowany bit oraz unikatowy elektrycznie romantyczny klimat, co w szczególności widzę w GTFO. Memiczny potencjał tego utworu jest wprost niewiarygodny, co na artystkę tego pokroju jest jednak ciekawym zagraniem. Nikt tak seksownie i zabawnie jeszcze nie wypowiedział słów „wypierdalaj” jak Mariah właśnie. Kocham ten utwór! Jest po prostu genialny i z pewnością jedyny w swoim rodzaju. Na uznanie zasługuje również moim zdaniem A No No. Równie humorystyczny jak GTFO, jednak bardziej przebojowy oraz taneczny. Nie ma to jak poprosić chór gospel, by przekazał niechcianemu już absztyfikantowi, że po prostu ‘nie’ i już. Również kocham!
Co do pozostałych sześciu utworów, to jest generalnie dobrze, jednak nie tak świetnie jakby można było się spodziewać i oczekiwać, mając na względzie cztery wcześniejsze utwory. Najbardziej zawodzi mnie 8th Grade. W żadnym wypadku nie śmiem powiedzieć, że jest to piosenka zła, jednak jest najmniej ciekawa na Caution. Słuchając go, odczułem déjà vu, niby kolejny numer, a jednak gdzieś to już wcześniej w ramach tego albumu słyszałem. Również jako osobny przebój, kompletnie mnie nie zaciekawił, ani tym bardziej uwiódł, co dziwi, bo to utwór współtworzony przez Timbalanda, więc oczekiwania myślę, że mogę mieć zdecydowanie większe. Zupełnie inne odczucia mam co do Giving Me Life oraz One Mo’ Gen. Pierwszy z nich wydaje się być najbardziej tajemniczy i spokojny, co na tle tej różowo‑niebieskiej mozaiki R&B jest miłą odmianą. Co do drugiego, to jest po prostu przyjemny dla ucha, jak również przepełniony wyjątkowym, charakterystycznym dla tego krążka, flirtującym humorem. Fajnie wypada też ballada Portrait, która pomimo, że nie jest wyciskaczem łez, to z pewnością jest odpowiednim zakończeniem tego krążka. Co do Caution oraz Stay Long Love You to również nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń, wręcz mogę przyznać, że są bardzo przyjemne w słuchaniu, choć w moim przypadku nie wpadły tak łatwo w ucho, jak pozostałe kompozycje.
I tak oto sprawa się ma co do Caution. Album dopieszczony, kompletny i w każdym elemencie stworzony na bardzo wysokim artystycznym poziomie. Świat mówi, że to najlepszy krążek w dorobku Carey, jednak z racji, że nie znam tak dobrze jej poprzedniej twórczości, to pozostawię to do rozstrzygnięcia jej największym fanom. Ja zaś z pełnym przekonaniem powiem, że jest to jeden z lepszych albumów 2018 roku. Nic tylko słuchać!
