Maja Koman – Na supełek (2016), recenzja Pawła Markiewicza

1
411

21 października, pod względem muzycznym, na pewno będzie kojarzył się Wam z Lady Gagą. I kiedy wszyscy czekali na krążek Stefanii, ja czekałem na powrót Mai Koman. Wokalistka dała nam się poznać w 2014 r. płytą Pourquoi Pas. Po dwóch latach oczekiwania w końcu jest. Nowy, cieplutki i powiewający świeżością album Na Supełek.

Zmiany jakie zaszły pomiędzy Pourquois Pas a Na Supełek są niewyobrażalne. Artystka znacznie się rozwinęła co słychać na albumie. Debiutancki krążek był prawdziwą mieszanką. Teraz jest trochę inaczej. Maja zaczęła w znacznie większym stopniu śpiewać po polsku. Tutaj wielkie chapeau bas, bo dobrze pisać w naszym języku nie jest łatwo. Koman ma lekkość pisania tekstów. Jest życiowo i wzruszająco (Obcy), często zabawnie (Łapy Pana), ale przede wszystkim nieskomplikowanie i dosadnie, pomimo, że niejednokrotnie znajdziemy ciekawe zabiegi stylistyczne.

Koleguj się z wrogami ich bronią ich pokonuj, słabszych ucz, dobrym imponuj i szanuj piekarza, który piecze chleb, żebyś sam nie musiał sobie go piec. Nie kąsaj łapy pana, który dał Ci jeść i nie bzykaj żony kumpla – nie po prostu nie.

Można powiedzieć, że płyta w pewnym stopniu jest eksperymentalna. Podstawę muzyczną stanowią tu stonowane melodie, dzięki którym na pierwszy plan wysuwa się wokal i teksty oraz chórki, w których Maja bawi się swoim wokalem. Album Na Supełek pozwala w 100% pokazać możliwości głosu Koman.

W cały klimat wydawnictwa wprowadza nas tytułowy utwór. Łagodna, lekko tajemnicza kompozycja. Tak jak mówiłem, muzyka robi jedynie za tło, gdzie w refrenie dodatkowej melodyjności nadają chórki. Druga piosenka w pewnym stopniu stanowi most pomiędzy otwierającym numerem, a trzecim Prawym Sierpowym. Czekoladowy Miś jest mocno dynamiczny. Na naszych oczach i uszach kawałek od początku nabiera tempa, co pozwala świetnie przejść z nostalgicznego Na supełek do PS.

Nie podoba mi się to, co zadziało się w Notorycznie. Muzyka przekrzykuje wokal (i na odwrót) przez co czuć pewien zgrzyt. Zbyt mocne gitary, dość ubogi tekst – to wszystko działa na niekorzyść utworu. Rozumiem, że to w pewnym stopniu miał być bunt – stąd ten krzyk, ale ja tego nie kupuję. Za to o wiele lepiej wypada Jestem, które posłużyło za promocyjny utwór.  W refrenie Koman nie krzyczy, lecz śpiewa mocnym, podpartym głosem, który komponuje się z gitarami. Maja dała czadu niczym tak, jak śpiewa w Zmarszczkach na pierwszej płycie.

Maja Koman sama skomponowała muzykę i napisała teksty na Na Supełek. Dodatkowo wokalistka odpowiada również za produkcję, w której wspierał ją Bartłomiej Frank. Widać, że głowa artystki jest pełna pomysłów, bo krążek jest bardzo niespójny, ale ma wspólny mianownik, który je scala. Różnorodność w tym przypadku ma wydźwięk pozytywny. Wystarczy, że postawimy obok siebie Zwiąż te kłaki (przyjemne dla ucha, świeże i nostalgiczne), Łapy Pana (elektroniczne, tekstowo kontrastowe, cud-malina) i Po co Ci to (lekko prześmiewcze, mocno życiowe, ale całym serduszkiem kocham za ten rap i góralskie chórki). Trzy różne kompozycje, które mają inną podstawę muzyczną, a i tak ze sobą współgrają.

Tak najlepiej podsumować tę płytę – różna, ale spójna – ot taki paradoks.

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.