Madonna – Music (2000), recenzja Łukasza Mantiuk

Album Music to dla mnie jedno – przewspaniałe American Pie. Utwór przegenialny i prawdopodobnie najlepszy w bogatej dyskografii artystki. Krążek jednak zawiera inne perełki, ale i kilka gniotów. Czy zaskoczyła więc Madonna w 2000 roku?

Nowe milenium, nowe eksperymenty muzyczne, nowa Madonna. Music wydany w 2000 roku zapowiedział nadejście nowej, elektronicznie brzmiącej Madonny nie bojącej się nowych brzmień, zmiany kierunku rozwoju muzycznego. Słuchając albumu powoli musiałem się przekonać do tego, że piosenkarka powoli zrywa ze spokojnie brzmiącym repertuarem i stawia na nowoczesność.

Całość zaczyna się tytułowym kawałkiem, który już sam w sobie pokazał świeżość, nową Madonnę i tym podobne. Przed Music, Madonna wydała Ray of Light. Tam tańczyliśmy, bawiliśmy się. Jak jest na Music? Mrocznej, powiedziałbym nawet, że poważniej. Co prawda wspomniane już Music to raczej przeciwieństwo tego, co napisałem, ale kolejne utwory już potwierdzają moje stwierdzenie. Podoba mi się drugi utwór na płycie – szalone Impressive Instant. W dzisiejszym świecie taki kawałek nikogo by nie zdziwił. Ale cofnijmy się do 2000 roku, czyli o całe trzynaście lat. Wtedy ten przeeksperymentowany, przekombinowany (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) był czymś naprawdę zaskakującym. Trochę gryzie mi się z tym kolejny utwór – Runaway Lover – trochę typowe, nijakie.

http://www.youtube.com/watch?v=BJO-SGeb7yE

Tak naprawdę – w dużym skrócie – ocenę tego albumu i jego pozytywny odbiór ciągną do góry cztery utwory. Pierwszy – American Pie. Właściwie to mógłbym napisać o tej cząstce arcydzieła ze dwa kolejne akapity. Ale nie muszę. Każdy, kto gdzieś tam zna chociaż odrobinę twórczość Madonny, zna ten utwór. Każdy, kto gdzieś tam zna muzykę popową, zna ten utwór. A jak nie zna – shame on you. Jeśli jeszcze naprawdę istnieje ktoś, kto nie zna jednego z najlepszych utworów Madonny – shame on you. Niestety, co trzeba zaznaczyć (aby nie wyszło, że to moja niewiedza) kawałek to: po pierwsze – cover. Po drugie – bonus track wydany tylko na międzynarodowej wersji albumu (czyli m.in. takiej, która dotarła do Polski). Amerykanie nigdy nie mogli zakupić albumu Music z tym utworem – znaleźli go jedynie na soundtracku do filmu Madonny – The Next Best Thing. I na potrzeby tego filmu został on również nagrany. Oryginalnie stworzył i śpiewał go Don McLean (rok 1971).

Gone, to kolejna perła, którą wytworzyła Madonna. Spokojny, ślamazarny, powolny… niesamowity, wstrząsający. Przede wszystkim ze znakomitym, emocjonalnym  refrenem. No i zjawiskowy wokalem samej Madge. What It Feels Like for a Girl to kompozycja znana sporej liczbie ludzi. I bardzo dobrze. Kolejna ballada, która doskonale obrazuje stwierdzenie: to jest dobry album. Czwórkę najlepszych kawałków dopełnia Paradise (Not for Me). Kolejne, mroczne, smętne dziełko. I co ciekawe – cała czwórka, którą tu wymieniłem następuje po sobie, jako zwieńczenie albumu.

Nie ma też tak, że nie mam się czego przyczepić. Mam – i to całkiem sporo. Po pierwsze – Music. Kawałek jest ok, wpada w ucho… jednak szczytem możliwości Madge nie jest i mam wrażenie, że stworzono go jedynie na potrzeby sukcesu komercyjnego (kawałek dotarł do miejsca pierwszego Billboard Hot 100, jako jedyny singiel z tego albumu). No dobra, niech będzie, rozumiem to. Jednak naprawdę nigdy nie zrozumiem tego, czym jest utwór Nobody’s Perfect. To nie Madonna. To autotune. Ten utwór powinien mieć tytuł This Is Auto-Tune. Rok 2000 to czasy świetności auto-tune, wszyscy je odkrywali, eksperymentowali z nim… No, ale tutaj to jednak Madonna i główny producent albumu Mirwais Ahmadzaï stanowczo przesadzili. Nie da się tego słuchać. Nawet raz, w całości. Ten utwór powinno się jedynie wytykać palcem i umieszczać w podręcznikach w miejscu „tak nie postępujemy”. Zdecydowanie właśnie środek albumu – począwszy od prostego Runaway Lover, do zapchajdziury Amazing, nijakiej ballady I Deserve It, no i tego koszmarka Nobody’s Perfect. Do singla Don’t Tell Me mam takie same jak w przypadku Music.

Podsumowując: doskonałe zakończenie albumu z czwórką wspaniałych kompozycji, hitowe single i bardzo okropny środek tego wydawnictwa. Music jednak nie jest zły, wręcz przeciwnie, to dobry i godny reprezentant w dyskografii Madonny. No i American Pie – arcydzieło jakich mało.

http://www.youtube.com/watch?v=8BIAi3Oo7To

madonna-music-frontal

weekend-z-madonna

Czytaj również