Niedawno pisaliśmy o Niej w naszej rubryce „Kiełkująca Fasolka”. Dziś podbija listy przebojów za sprawą dwóch utworów: „Don’t Call Me Up” i „Mad Love”. Właśnie w ręce fanów trafiło pierwsze muzyczne dziecko od Mabel. Album o wymownym tytule „High Expectations” raczej nie przypadnie do gustu fanom powyższych singli.
Niewielu nowych słuchaczy wie, że przed wydaniem radiowego hitu Don’t Call Me Up, który idealnie wpisał się swoją tropicalną rytmiką w dzisiejsze trendy, Mabel nagrywała od kilku lat materiał w tonacji r&b. Dotychczasowe kompozycje nie przyniosły jej światowej sławy, ale bacznie przyglądali się jej krytycy. I pomimo że debiutancki album zwiastowały dwa dynamiczne, dobre i chwytliwe na miarę Duy Lipy single, to reszta High Expectations już taka nie jest. Artystka pozostała wierna swoim korzeniom i zachowała znaczną cząstkę swojej duszy.
Dlatego Ci, co liczyli na agresywniejsze dźwięki, taneczne rytmy i teksty emanujące pewnością siebie, mogą czuć się zawiedzeni. To spokojna, płynąca płyta z wyrazistszymi elementami, które jednak nie są aż tak widoczne jak chociażby w Mad Love. Próżno tu szukać radiowych przebojów. Zdaje się, że Mabel będzie drugą Lily Allen. Jeżeli będzie chciała stworzyć komercyjny hit, to stworzy go bez problemu. Ale jeżeli będzie chciała wydać materiał własny, zgodny z jej sumieniem i jej wartościami, to też to zrobi. Na pohybel.
Mabel też nie do końca pozwoliła sobie na pozostanie w strefie komfortu, która towarzyszy jej od Ivy Roses. Słychać narastającą pewność siebie, jaskrawszą wrażliwość i świadomość artystyczną. Wychodzi po nowe i do swoich brzmień, bo tak, to są jej brzmienia, to muzyka, z którą identyfikujesz tylko ją, wtacza to coraz nowsze elementy z innych gatunków muzycznych.
Artystka w głównej mierze porusza tematy miłosne. Tutaj pokazuje się ze strony bezwzglęnej dziewczyny, z którą lepiej nie zadzierać. W podobnym klimacie jak Dua Lipa czy Raye wyjaśnia facetów i pokazuje im środkowego palca. Jest jednak miejsce też dla kszty wrażliwości – I Belong To Me i ważnego problemu psychicznego jakim jest lęk społeczny – OK (Anxiety Anthem), który naprawdę mógłby zostać hymnem. Nie dość, że dobrze napisany i szczery, to świetnie skomponowany i chwytliwy.
Ciekawym posunięciem jest też dołączenie intro, interlude i outro. Coraz więcej artystów odchodzi od tego, a szkoda. To zawsze dodaje klimatu. To spina wydawnictwo w klamry. Trzyma w ryzach. U Mabel są dwa takie spinacze. Jeden to High Expetations (Intro) – High Expetations (Outro) i drugi Lucky – Stckhlm Syndrome.
Co najważniejsze, Mabel ma to coś. To coś, że odnosi się wrażenie, że nie słuchasz płyty, tylko płyniesz. Płyniesz przez blisko godzinę dobrze wyprodukowanej muzyki w klimacie r&b. Muzyki, która za sprawą nośnych singli, ma szansę przebić się do świadomości komercyjnych słuchaczy. Również muzyki, która wniesie powiew świeżości. Będzie stanowić odpoczynek dla zmęczonych i poszukujących czegoś więcej odbiorców. Nieco bardziej wymagających i świadomych. Takich, którzy lubią przesłuchać album kilka razy i odkryć w nim coś nowego, bo takie właśnie jest High Expetations. Nie dostajesz wszystkiego na tacy. Musisz się trochę wysilić, żeby odkryć drzemiące piękno.
- Data premiery: 12 07 2019
- Single: Don't Call Me Up, Mad Love
