Jeżeli ktoś śledzi karierę LUNY przynajmniej od czasu, gdy ta wokalistka zaczęła występować właśnie pod tym pseudonimem, to wie dobrze, że na ten album trzeba było czekać, i czekać, i czekać, a potem jeszcze trochę poczekać. LUNA objawiła się dwa lata temu z singlem Zgaś, który niejako był zwrotem w jej karierze – wyposażona w ciekawszy wizerunek, lepszą produkcję i obiecującą koncepcję wschodząca artystka weszła na polski rynek muzyczny, by swoich słuchaczy potrzymać w niepewności jeszcze sporo czasu. Bo dopiero teraz dostajemy album, na którym Zgaś się znalazło.
Czekałam na Nocne Zmory, bo mimo że LUNA w międzyczasie próbowała zaspokoić apetyt słuchaczy anglojęzyczną epką Caught in the Night, to ostatecznie dochodziłam do wniosku, że znacznie bardziej wolę słuchać piosenkarki po polsku. Choć trudno nazywać to pełnoprawnie nowym materiałem, bo zdecydowaną większość stanowią utwory, które już znamy – krócej czy dłużej. Ale może dla tych kilku zupełnych nowości było warto.

Po pierwsze – mimo, że ta płyta powstała na przestrzeni minimum dwóch lat, to naprawdę jest spójna i nie słychać wcale, by utwory wydane najwcześniej jakkolwiek odstawały od reszty (brzmieć to może kuriozalnie, ale patrząc na to jak zmieniają się muzyczne trendy i jak nieustannie do przodu idzie produkcja muzyczna, istniało ryzyko takiego wrażenia). Co więcej, Zgaś to nadal jedno z najbardziej poruszających i wyrazistych nagrań, które mimo swojej energii pozostaje emocjonalne i nieco mroczne. To dla mnie utwór definiujący to, kim jest LUNA i utwór najbardziej dla niej reprezentatywny, zarówno muzycznie jak i lirycznie. Podobnie jak Mniej, które zostało wydane jako następne. Wirtualne Przedmieście broni się refrenem, choć od jego premiery nie należało do moich faworytów, bo odczuwałam w nim pewien powielany schemat. Niektóre z utworów bronią się przede wszystkim warstwą tekstową – i do takich należą Niewypowiedziane
Nasze ciała
Niewypowiedziane
Pokrył mróz
Tak trudno mi złapać sen i oddech
Bo nie wierzę w nic
Nie wierzę w nic już
Zabierz Mnie
Zmrużonymi oczami przywołuję zapach
Zabierz Mnie
Białych róż
W jednej chwili niespokojny puls
czy kosmiczny Elon Musk (W ogniu się unoszę)
Jak kapłanka strachu duszę się
Elon Musk (W ogniu się unoszę)
Jak ktoś, kogo nie masz i nie możesz chcieć
Są też pozycje muzycznie dobre, a tekstem mnie nieprzekonujące – jak chociażby Wystarczy, po które chętniej sięgam w wersji angielskiej. Za najsłabszy moment albumu uznaję bardzo popowe i miałkie Nie Budź Mnie.

Przejdźmy jednak do nowości. Przede wszystkim fantastycznym posunięciem jest zamknięcie albumu w pewnych ramach, których funkcję spełniają Intro i Outro. Blade (intro) to naprawdę genialny wstęp, który zarówno pulsującą warstwą muzyczną jak i tekstem (to muzyczna interpretacja wiersza Bolesława Leśmiana) wprowadza w niepokojący i oniryczny nastrój. Śmiercie (outro) to jego swoista kontynuacja i aż przykro, że nie powstał z tego pełnoprawny utwór. A co pomiędzy? Czerwień moich ust zdaje się flirtować z prostym R&B połączonym z space popem, co jest przyjemną odmianą wśród innych, prostych kompozycji.Szybko zresztą doszłam do wniosku, że chyba warto było czekać na to, co najlepsze. Mamy dosyć subtelną Chimerę, w której pozwolono sobie na dużą zabawę elektronicznymi dźwiękami w refrenie. Długo Zasypiam to dźwięki niczym z kołysanki, która napotkała hipnotyzujące wokale. Choć nie doczekałam się polskiego odpowiednika mojego ukochanego Fade, wynagrodziła mi to bardzo prosta, ale emocjonalna i oparta na głębokich, basowych dźwiękach ballada Marznę. Za bezapelacyjnie najlepszy moment uważam jednak nagranie tytułowe, które jest prawdopodobnie najbardziej eksperymentalnym utworem w całej karierze artystki – w zwrotkach balansuje między śpiewem a melorecytacją, a same słowa Nocne Zmory zostały wyjątkowo wyróżnione elektroniką.
Choć nie opuszcza mnie wrażenie, że LUNĘ stać na więcej – czego najlepszym dowodem są te nowe piosenki – cieszę się, że ten album nareszcie ujrzał światło dzienne. Trudno było oczekiwać tu wielu zaskoczeń przy takiej liczbie wydanych wcześniej singli, ale jednak się udało. Mam nadzieję, że w przyszłości znajdzie się więcej miejsca dla eksperymentów, bo potencjał pisarski LUNY w połączeniu z jej scenicznym wizerunkiem jest obiecujący.
- Data premiery: 22 04 2022
- Single: Zgaś, Mniej, Wirtualne Przedmieście, Zabierz Mnie, Niewypowiedziane, Wystarczy, Elon Musk (W ogniu się unoszę), Nie Budź Mnie, Nocne Zmory
