Lukas Graham – Lukas Graham (2016), recenzja Pawła Markiewicza

Nikt nigdy nie przypuszczał, że utwór 7 Years będzie międzynarodowym hitem. Nawet członkowie zespołu Lukas Graham nie kryli zdziwienia. Szok, niedowierzanie i odpowiedni moment na wydanie trzeciej, lecz dopiero pierwszej międzynarodowej płyty. Warto zadać sobie pytanie, czy ten dobry singiel promuje równie wyśmienity krążek?

Grupa chłopaków miała marzenie. Marzenie, które bardzo szybko się spełniło. Lukas Graham pragnęli podbić swój rodzimy kraj muzyką prosto z serca. Pierwsza płyta szybko przyniosła im ogromny sukces. Potrójna platyna i tysiące fanów na koncie. Muzycy na tym nie poprzestali. Rok temu wydali nową wersję debiutanckiego krążka. Wtedy dzięki wydawnictwu band zasłynął w krajach nordyckich (3. miejsce w Szwecji, 10. w Norwegii i Finlandii). W ich głowie zrodziła się wówczas myśl czemu by nie spróbować podbić całego świata?

Nie oszukujmy się, ale zespół poszedł na łatwiznę. Na międzynarodowym debiucie nie znajdziemy praktycznie żadnego nowego utworu. Większość piosenek została zaprezentowana na pierwszym krążku z 2012 roku i drugim wydawnictwie z 2015 r. Dla mnie jest to ogromnym minusem, ponieważ na rynku muzycznym jest dużo artystów, którzy na światową premierę płyty tworzą zupełnie nowy materiał, a nie prezentują słuchaczom odgrzewanego kotleta.

Singiel 7 Years był trzecim i zarazem ostatnim utworem promującym wydawnictwo z 2015 roku, więc wątpię, żeby ktokolwiek pomyślał, że odniesie taki sukces. Cały świat szaleje teraz za tym utworem, który zdążyłem poznać jeszcze przed tym całym boomem na listach przebojów. Przepiękna kompozycja, w której na pierwszy plan wysuwa się nie melodia, nie wokal, tylko tekst. Słowa pomimo, że proste, niosą za sobą przesłanie, emocje i odnoszę wrażenie, że ogromną wartość sentymentalną dla samego autora. Muzyka i głos Lukasa idealnie ze sobą współgrają. Początkowo jest spokojnie, melancholijnie, żeby pod koniec w naszych słuchawkach rozbrzmiała eksplozja muzyczna i emocjonalna. Myślę, że nie jeden wokalista chciałby mieć taki utwór na swoim krążku.

Szkoda, że cała płyta nie jest utrzymana w klimacie tego singla. Niektóre piosenki na tle innych wypadają marnie i nijako. Nie ma tutaj mowy o utworach średnich, są tutaj jedynie kompozycje świetne i takie, które zasługują na miano odrzutów, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Słuchając krążka odniosłem wrażenie jakbym znajdował się na muzycznej huśtawce, która zatrzymała się po około 40-50 minutach. Po fenomenalnym 7 Years, które otwiera krążek, dostajemy nijakie Take The World By Storm, zupełnie przeciętne utwory jak Strip No More. Piosenki są rytmiczne, szybko wpadające w ucho i nic poza tym. W tych dwóch utworach zawiodła produkcja, w pierwszym dodatkowo na nerwy działa mi głos wokalisty. Artysta ma mocno irytujące długie dźwięki. Słuchając TTWBS trochę się męczę, podobnie jak ze zwrotkami w Drunk In The Morning. Refren jest jednak cudowny.

Chyle czoła producentowi, zespołowi  i wszystkim, którzy współtworzyli kompozycję Better Than Yourself (Criminal Mind Pt. 2). Muzyczny majstersztyk. Od pierwszych do ostatnich dźwięków wszystko gra idealnie. Ba, nawet pod koniec utworu miałem ciarki na skórze. Tekst zdecydowanie wyróżnia się na tle wszechobecnych kawałków z nijakimi słowami. Zdecydowanie jestem na tak. Szkoda, że nie ma więcej takich perełek na krążku Lukas Graham.

Wydawnictwo zamyka Funeral. Piosenkę, którą kupuję w połowie. Pierwsza część strasznie mi się ciągnie. Jednak druga partia zawiera coś pospolitego, jednak z drugiej strony coś, co nadało utworowi klimatu. Klaskanie, bo o tym mówię, nadaje charakteru całej kompozycji – podobnie jak chórki. Dość dobre zakończenie wydawnictwa.

Krążek dość trudno ocenić. Nie można notować go nisko, bo na taką ocenę nie zasługuje, ale górnolotnym wydawnictwem też nie jest. Słuchacz na pewno znajdzie coś dla siebie. Na albumie są prawdziwe perełki, jak i typowe zapychacze. Chłopakom życzę jak najlepiej i wierzę, że prawdziwą muzyką płynącą z serca uda im się podbić świat.

Czytaj również