Lucy Rose – No Words Left (2019), recenzja Sebastiana Torbicza

Inne recenzje

Choć w Polsce może nie jest znana szerszej publiczności, to myślę, że warto przyjrzeć się tej artystce. W 2012 roku, magazyn Vogue okrzyknął ją jedną z wschodzących gwiazda muzyki indie. Aktualnie wydała swój czwarty album. 22 marca do sprzedaży trafiła najnowsza produkcja Lucy Rose, o tytule No Words Left, którego zawartość odzwierciedla jej zdrowie psychiczne.

Lucy Rose, to urodzona w 1989 roku brytyjska piosenkarka i kompozytorka tekstów. Potrafi również grać na wielu instrumentach, między innymi na pianinie, gitarze i perkusji, od której zresztą zaczynała swoją przygodę z muzyką. Jej twórczość oscyluje pomiędzy gatunkami folk rock, muzyką alternatywną i indie folk. Jest dość płodną artystką jeśli chodzi o ilość i częstotliwość wydawanych płyt, gdyż jest to 3cia płyta, w przeciągu 4 ostatnich lat. Na najnowszym wydawnictwie znalazło się 11 kompozycji, w tym 2 bardzo krótkie.

Otwiera je utwór Conversation, do którego powstał również teledysk. Już od pierwszych dźwięków muzyka zaczyna hipnotyzować słuchacza. Delikatne pociągnięcia strun skrzypiec smyczkiem i zapętlony motyw grany przez gitarę elektryczną. Do tego zharmonizowany wokal artystki z głosem w tle. Kolejnym utworem jest tytułowe No Words Left pt. 1. Jego druga część znajduje się w dalszej części albumu. Jest on bardzo krótki, gdyż trwa raptem niecałe półtorej minuty. Pojawia się tu ciekawe instrumentalne solo ze wstawkami wokaliz Lucy. Po nim, pojawia się Solo. Kompozycja spokojna i melancholijna. Delikatny wokal z wybijającą się melodią graną przez pianino, które jest wiodącym instrumentem w tej kompozycji, ale mamy tu też kontrabas i saksofon. W dalszej części utworu, przypomina on brzmieniem swego rodzaju improwizację jazzową.

Treat Me Like A Woman, to powrót do brzmienia gitary akustycznej. Ciekawe wstawki basu, znów pojawiają się skrzypce, co uważam za duży plus. Harmonijne wokale Lucy i chórków. The Confines Of This Word, klimatem utrzymane jest w stylistyce poprzednich kompozycji. Fajnie „chodząca” gitara. Poza tym, nie wybija się niczym szczególnym. Delikatny wokal, do którego można się przyzwyczaić. Kolejne na liście Just A Moment, to znów nieco ponad półtorej minuty samej muzyki. W tym wypadku motywu granego przez gitarę, który nie ukrywam może nieco znudzić i jest usypiający. Po tym krótkim przerywniku, pojawia się kompozycja Nobody Comes Round Here. Lucy wydobywa w nim to co najlepsze i najprostsze w muzyce. Za pomocą minimalnych środków, wprowadza słuchacza w klimatyczny nastrój. Nie ma tu skomplikowanej linii melodycznej, spokojne brzmienie wszystkich instrumentów, jedyną odskocznią jest melodia basu pływająca dźwiękami po gryfie gitary.

What Does It Takes jest utworem zdecydowanie szybszym od wcześniejszych pod względem granej melodii. Chociaż jest on bardzo melancholijny to wartości rytmiczne powodują, że słuchając go można mieć odmienne wrażenie. Ciekawy motyw grany na gitarze. Na plus pojawiające się wstawki skrzypiec oraz kontrabasu. Po raz kolejny urzekający wokal Lucy. Save Me From Your Kidness, to mieszanka muzyki alternatywnej z indie. Przyjemna w odbiorze melodia basu. Gitara zaś momentami przypomina mi spokojniejsze utwory Red Hot Chilli Peppers, zresztą podobnie jak i całe tło muzyczne. Zbliżając się do końca albumu, pojawia się druga część tytułowego utworu No Words Left. Tutaj już pojawia się tekst, jak i warstwa muzyczna jest odmienna i bardziej umiarkowana pod względem ładu i składu. Po raz kolejny muszę zwrócić uwagę, na grę gitarzysty basowego oraz na partie skrzypiec, które robią tu robotę. Całość zamyka Song After Song. Początkowy riff stylizowany na Tears In Haeven, Erica Claptona.

Trzeba przyznać, że muzyka Lucy Rose nie każdemu może przypaść do gustu. Jest ona swego rodzaju specyficzna, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Artystka prezentuje swoim fanom wyrafinowaną muzykę, okraszoną ciekawymi aranżacjami muzycznymi kompozycji, oraz urzekającym słuchacza wokalem. Jej muzyka zdecydowanie nie jest komponowana w celach mainstreamowych, byle by zaistnieć w sieci. Chociaż jest odmienna od tego co nas otacza w świecie muzyki, to ma w sobie pewien pierwiastek, który może przyciągną. Oczywiście znajdą się tutaj słabsze i mocne punkty. Do tych pierwszych z pewnością należą moim zdaniem 2 krótkie utwory wstawki. Wydaje mi się, że nie wnoszą one wiele, a powodują moment uśpienia i znudzenia i tak spokojną muzyką na przekroju całej płyty. Album ten polecam tym, którzy lubią posłuchać spokojnej i wyrafinowanej muzyki, wprowadzającej w stan relaksacyjny.

Lucy Rose - No Words Left
  • Data premiery: 22 03 2019
  • Single: Conversation
Najlepsze utwory: Nobody Comes Round Here, What Does It Take
Najsłabsze utwory: No Words Left pt. 1, Just A Moment


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Sebastian Torbicz
Sebastian Torbicz
Muzykolog, absolwent KULu w Lublinie. W wolnych chwilach lubi słuchać Bon Jovi, Delty Goodrem, muzyki francuskiej i wielu innych artystów. Ulubione gatunki to rock i pop. Otwarty na poszukiwanie i odkrywanie nowości w muzycznym świecie. Prywatnie muzyk samouk.

Czytaj również

Choć w Polsce może nie jest znana szerszej publiczności, to myślę, że warto przyjrzeć się tej artystce. W 2012 roku, magazyn Vogue okrzyknął ją jedną z wschodzących gwiazda muzyki indie. Aktualnie wydała swój czwarty album. 22 marca do sprzedaży trafiła najnowsza produkcja Lucy Rose,...Lucy Rose - No Words Left (2019), recenzja Sebastiana Torbicza