„Lubię te momenty, kiedy 'moje’ staje się 'nasze'” – wywiad z Kasai

Katarzyna Piszek pracowała z największymi nazwiskami polskiej sceny muzycznej, takimi jak Górniak, Brodka, Zalewski, Przybysz, Dąbrowska, Rojek itd. Mimo wykształcenia i doświadczenia muzycznego oraz takich znajomości, nie spieszyła się jednak z wydaniem własnej płyty. Na debiutancki album fani Kasai, czyli właśnie Katarzyny, musieli czekać ponad 10 lat. Czy było warto? Zdecydowanie tak!

Krążek o nazwie „Equals” to przykład pięknej, zaskakującej alternatywy. Wspaniałe odkrycie dla wymagających.

Jedenaście utworów o metafizycznych nazwach momentalnie przenosi słuchaczy w inny wymiar. Jednocześnie ta płyta nie jest zbyt „dziwna” dla przeciętnego odbiorcy – słucha się jej z przyjemnością, zaintrygowaniem i spokojem.

Kasai odpowiedziała nam na kilka pytań o początki jej muzycznej drogi, współpracę z polskimi wokalistami oraz inspirację płyty „Equals”.

Marta Umiejewska: Pewnie wiele osób Cię o to pyta, ale chyba i my nie możemy się obyć bez odpowiedzi – jakie to uczucie wydać wreszcie coś swojego?

Kasai: Wspaniałe, można się przeciągnąć jak kot i… zasnąć. Żartuję oczywiście, nie ma spania. Jest dużo pracy, koncentracja, żeby ten czas jak najlepiej spożytkować.

MU: Czy gdy pracowałaś z innymi muzykami, porównywałaś się do nich?

Kasai: Wydaje mi się, że bardzo trudno uniknąć porównywania się z innymi, szczególnie na tym etapie kiedy nie jest się do końca pewnym czy podąża się właściwą drogą. Można to odnieść do przestrzeni artystycznej i nie tylko. Myślę, że gdzie pojawia się porównywanie z innymi czy czasami wręcz zazdrość może to wskazywać na nieodkryty, niewykorzystany własny potencjał. Dzisiaj czuję na pewno większy spokój, coraz mniej rozglądam się na boki, wolę zaglądać „do środka”.

MU: Wróćmy do początków Twojej drogi. Jak wspominasz szkoły muzyczne?

Kasai: Szkoły muzyczne mają w sobie coś magicznego. Obcuje się z muzyką od rana do wieczora i ze względu chociażby na ten fakt, czas ten wspominam bardzo dobrze. W jakich innych okolicznościach w tak młodym wieku można zetknąć się z twórczością Bacha, Arvo Pärta, Holsta, Mahlera…? Oczywiście można mieć szczęście i trafić na muzycznego przewodnika, ale w szkole muzycznej jest większa szansa na takie spotkanie. Naturalnie są też mniej przyjemne momenty, takie jak na przykład egzaminy, które do dzisiaj wracają do mnie w snach, ale nawet po tylu latach nie traktuję ich jako czegoś co mogło mnie zniechęcić do dalszego rozwoju w tym kierunku.

MU: Czy wykształcenie muzycznej Tobie samej przeszkadzało kiedyś w pracy? Na zasadzie ograniczania Twojej kreatywności i spontaniczności.

Kasai: Nie wiem, szczerze mówiąc… Jedyne co mi przychodzi do głowy to to, że szkoła muzyczna jak każda instytucja edukacyjna ma swój program i może być on czasami niespójny z potrzebami jednostki. Nie odbieram tego jako próbę zamachu na kreatywność bardziej jako tworzenie bazy, nabywanie umiejętności posługiwania się narzędziami muzycznymi.

MU: Muzykalni rodzice byli dla Ciebie wsparciem przy poszukiwaniach własnej drogi?

Kasai: Oczywiście. Bez wsparcia, chociażby przy ćwiczeniu, bardzo trudno przejść przez obowiązujący materiał. Moja mama jest pianistką i przez pierwsze kilka lat nauki asystowała mi i mojemu bratu przy nieudolnych próbach synchronizowania rąk i prawej nogi obsługującej pedał. Trzeba mieć anielską cierpliwość, żeby to wytrzymać.

MU: Dźwięki na tej płycie są niezwykle piękne, magiczne, nieoczywiste. Czym się inspirowałaś przy komponowaniu tego albumu?

Kasai: Dziękuje, to naprawdę niesamowite uczucie obserwować jak te dźwięki z każdym wchodzą w inny rezonans, podpowiadają inne obrazy, prowadzą w ciekawe rejony…  Proces twórczy zaczyna się u mnie dość spontanicznie, bardzo służą mi wyjazdy z miasta, generalnie podróże. Lubię się wtedy łączyć z energią nowych miejsc, zamykam oczy i nasłuchuję…

MU: Brytyjski wokalista Tom Rosenthal twierdzi, że to jest właśnie najprzyjemniejszy moment w tym zawodzie – praca nad piosenką, zabawa ze słowami i muzyką, innymi słowy czas, kiedy piosenka jest jeszcze tylko jego. Zgodziłabyś się z nim?

Kasai: O, to bardzo ciekawe, jestem w stanie go zrozumieć! Ja wolę te momenty, w których „moje” staje się „nasze”. Piosenka przechodzi z rąk do rąk by stać się finalnie wypadkową zderzenia wrażliwość kilku osób. Mam tu na myśli zarówno pracę produkcyjną, miks i mastering ale również pracę twórczą w zespole.

MU: Po wydaniu płyty czy piosenki zdarza Ci się wyobrażać sobie czasem swoich odbiorców? Jak wyglądają, gdzie i w jakich okolicznościach słuchają Twojego głosu?

Kasai: Bardzo lubię się w tej przestrzeni zaskakiwać i poznawać ludzi po koncercie. To są niekiedy tak fascynujące rozmowy, że mogłyby się toczyć do rana.

MU: A są jakieś piosenki pisane dla innych, które żałujesz, że jednak nie pozostały przy Tobie?

Kasai: Nie wiem, czy żałuję… Na pewno są piosenki, które bardzo lubię i które przypominają mi o ważnych momentach w życiu. Taką piosenką jest „Bad News”, którą napisałam razem z Noviką. Byłam w tamtym okresie dość zagubiona i czułam, że tracę grunt pod nogami. Praca nad tym utworem wyciągnęła mnie z czeluści zwątpienia.

MU: Mogłabyś nam na koniec opowiedzieć coś o okładce „Equals”?

Kasai: Okładka jest dziełem Sereny Banter i Barrakuz (Beaty Śliwińskiej). Serena namalowała obraz inspirując się piosenkami z płyty, Barrakuz natomiast przepuściła go przez swój filtr. Efekt wciąż mnie zaskakuje. Powstała okładka, która jest piękna i mocna zarazem. Androgyniczna postać, którą Serena powołała do życia stała się dla mnie symbolem przemiany; wynurza się z przeszłości, patrzy w przyszłość.

Ostatnio opublikowane