Louis Tomlinson – Walls (2020), recenzja Karoliny Babik

Inne recenzje

W ostatnich dniach na rynku muzycznym pojawił się ostatni debiutancki album jednego z członków One Direction. Po 4 latach od ogłoszenia przerwy przez boysband, album wydał Louis Tomlinson. Jak poradził sobie na solowym wydawnictwie?

Do albumu Tomlinsona podeszłam z nastawieniem otrzymania przyjemnej dla ucha dawki popu. Poczułam się nieco zaskoczona po przesłuchaniu Walls, gdyż słyszymy na nim nie tyle rutynowy pop, co wyraźne nawiązania do britpopu, a szczególnie reprezentującej ten gatunek grupy Oasis. Zaskoczenie na znaczny plus!

Album otwiera energiczne Kill My Mind, prędko zapadające w pamięci, z bardzo dobrze brzmiącymi perkusją i gitarą elektryczną. Nie mogę nie wspomnieć o głosie Tomlinsona, bo właśnie na to czekałam od lat! Choć wokalista ma dość subtelny wokal, w tym kawałku pokazuje, że bez problemu radzi sobie z rockowo wybrzmiewającymi numerami. Zalążek tych możliwości dostaliśmy w No Control, czy Little Black Dress grupy One Direction. Niezmiernie cieszy fakt, że w końcu dostaliśmy kawałek, w którym rockowy potencjał wokalisty może w pełni wybrzmieć!

Delikatna melodia gitary prowadzi nas do refrenu kolejnego kawałka – Don’t Let It Break Your Heart. Wsłuchajcie się wyraźnie w melodię, a pod koniec utworu usłyszycie bardzo przyjemne wstawki gitary elektrycznej. Wielka szkoda, że nie zostały wzmocnione i że jest ich tak niewiele.

Two of Us to najbardziej wzruszający utwór na albumie, który Tomlinson zadedykował swojej mamie, zmarłej w 2016 roku na białaczkę.  „The day that they took you, I wish it was me instead” – śpiewa szczery i przepełniony bólem Louis. Pianino i smyczki wzmagają nastrój pięknej i zarazem niezwykle smutnej kompozycji.

W We Made It słyszymy sporo elektroniki, jednak kawałek wciąż pozostaje spójny z resztą, wyraźnie ukierunkowanego na instrumenty, materiału. Jest to zasługa przede wszystkim prowadzącej gitary.

Too Young to pozycja akustyczna, w której słyszymy absolutnie rozczulające wydanie wokalu Louisa. Minimalizm działa tu na plus! Dalej dostajemy tytułowe Walls, z jednym z najlepszych tekstów na albumie. „Nothing wakes you up like wakin’ up alone” – śpiewa wręcz delikatnie poetycko piosenkarz. Nastrój utworu jest stopniowo budowany, zarówno przez instrumenty, jak i wokal. Całość wypada świetnie!

Habit to jeden z tych chwytliwych numerów, przy których momentalnie zaczynamy się bujać. Na korzyść wypada tu niejednolity rozkład wokalu, a szczególnie praca nim w drugiej zwrotce. Louis świetnie wczuł się w tekst i już od pierwszych wersów wprowadza nas w swoją historię.

Always You również nie zawodzi! Ponownie na plus trzeba zaznaczyć tu operowanie głosem przez Brytyjczyka. Balansuje on bowiem płynnie między wysokimi i momentami dość niskimi jak na to, do czego nas przez lata przyzwyczaił, dźwiękami. Na korzyść działa też w tym numerze zmiana tempa w trakcie refrenu. Fearless z kolei budzi w słuchaczu refleksyjny nastrój. Jak powiedział o utworze sam wokalista: „What I wanted to try and capture with the song is the idea of feeling youthful and how important that is”. 

Perfect Now może szybko przynieść na myśl hity One Direction –What Makes You Beautiful i Little Things. Za tekst drugiego odpowiada Ed Sheeran i właśnie z jego twórczością kojarzy mi się ta, przekazująca uczucia w prosty sposób, ścieżka.

Album kończy akustyczne Only the Brave o nieco niestandardowej strukturze. Refren pojawia się bowiem tylko raz i numer zdaje się być nieco urwany. W moim odczuciu zadziałało to na plus. „All the lonely shadow dances from the cradle to the grave / It’s a solo song and it’s only for the brave” – warstwa liryczna nie zawodzi do końca!

Tomlinson postawił na prostotę i chwała mu za to! Walls bowiem urzeka słuchacza przede wszystkim życiowymi, zaśpiewanymi wprost tekstami. Warstwa instrumentalna również pozostaje niezbyt skomplikowana, ale czy to coś złego? Całość albumu pozostaje spójna, głos Brytyjczyka pozytywnie zaskakuje, a cały album brzmi dojrzale i niezwykle szczerze, przez co momentalnie ujmuje słuchacza. Przed Louisem stało w moim odczuciu najtrudniejsze wyzwanie. W zespole często pozostawiany był z tyłu, po rozpoczęciu kariery solowej życie osobiste nie ułatwiało mu pracy nad osobistym debiutem. Mimo wielu przeciwności nagrał naprawdę przyjemny album i co się ceni – miał wkład w każdą piosenkę znajdującą się na wydawnictwie.

Myślę, że gdyby nie fakt bycia członkiem One Direction, krążek mógłby zostać znacznie lepiej przyjęty. Ciągłe zarzucanie nawiązywania do twórczości boysbandu, czy chociażby porównywanie do Harry’ego (podążającego w zupełnie innym kierunku muzycznym) – wydają mi się być często zbyteczne i wciskane na siłę. Oby kolejna płyta przyniosła Brytyjczykowi większe, nieco bardziej zdystansowane od przeszłości uznanie, bo zdecydowanie na to zasługuje!

Louis Tomlinson - Walls
  • Data premiery: 31 01 2020
  • Single: Kill My Mind, Don't Let It Break Your Heart, Two of Us, We Made It, Walls
Najlepsze utwory: Kill My Mind, Two of Us, Walls, Too Young
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

W ostatnich dniach na rynku muzycznym pojawił się ostatni debiutancki album jednego z członków One Direction. Po 4 latach od ogłoszenia przerwy przez boysband, album wydał Louis Tomlinson. Jak poradził sobie na solowym wydawnictwie?Do albumu Tomlinsona podeszłam z nastawieniem otrzymania przyjemnej dla ucha...Louis Tomlinson – Walls (2020), recenzja Karoliny Babik