London Grammar – If You Wait (2013), recenzja Łukasza Jankowskiego

O London Grammar dowiedziałem się całkiem przypadkiem, gdy koleżanka przesłała mi link do jednej piosenek grupy. Do wiadomości było dołączone krótkie zdanie: Za kilka miesięcy będzie o nich głośno. Można powiedzieć, że to stwierdzenie było nad wyraz prorocze. Zespół zawiązał współpracę z Disclosure, wydał jedną epkę i długogrający album, zdobywając przy tym niemałą popularność. Zdobyli to o czym marzy każdy debiutant, ale czy jednak warto zapoznać się z ich debiutanckim wydawnictwem o tytule If You Wait?

Płytę rozpoczyna niezwykłe Hey Now. Piosenka urzekła mnie od pierwszej chwili, w utworze po prostu wszystko „zagrało”, wszystko jest na swoim miejscu. Genialna aranżacja połączona z fenomenalnym głosem Hannyh Reid sprawiła, że dostaliśmy niezwykły i unikalny twór, którym możemy się delektować. Zastanawiające tylko jest to dlaczego aż tak dobry utwór rozpoczyna album, bo jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Wątpliwości zostaną rozwiane po przesłuchaniu następnych utworów, które poziomem nie odbiegają od tytułu rozpoczynającego album. Nawet przewyższają je. Warto tutaj wspomnieć o niezwykłym Wasting My Young Years oraz Nightcall. Pierwszy utwór porównuje mijające lata do krótkich chwil, które bardzo szybko nam umykają. Dla młodego człowieka (nie tylko wiekiem), który cieszy się życiem ten tekst może wydać się dziwny, bo raczej nie zastanawia się nad swoim życiem w taki sposób. Natomiast ta piosenka sprawia, że chcemy to zrobić. Utwór jest bardzo przekonujący, przynajmniej ja uwierzyłem w to, co artyści chcieli przekazać odbiorcom.

Natomiast Nightcall jest coverem utworu, który w oryginale wykonuje Kavinsky i szerszy odbiorca mógł zapoznać się z nim podczas seansu film Drive, ponieważ utwór został motywem przewodnim tej produkcji. W oryginale jest to utwór z pogranicza elektro i house’u. London Grammar zinterpretowali utwór na własną modłę. Tekst jest bardzo prosty, nie wyróżnia się niczym z tłumu innych zbitek wyrazów. Jako muzyczne tło został wykorzystany fortepian, do którego dokładane jest lekko trip-hopowe podbicie dźwięku. Dla mnie jest to najlepszy utwór na tym wydawnictwie.

Niemal całość albumu posiada niezwykły klimat. Wszystko za sprawą frontmanki – Hannyh Reid. Jak już wcześniej wspomniałem ma ona fantastyczny głos, często porównywany do wokalu Florence Welch. Jednakże Florence jest tylko jedna i nie ma dwóch osób o identycznym głosie i takich samych uczuciach, obie wokalistki w trakcie swojego życia spotkały się z innym doświadczeniem życiowym, dlatego według mnie nie jest wskazane porównywanie do siebie osób, które tak naprawdę posiadają kompletnie różniące się od siebie wokale. Głos Reid jest niezwykły. Posiada pewną tajemnicę, którą próbowałem rozwiązać podczas słuchania If You Wait. W jednym dźwięku potrafi uderzyć słuchacza falą emocji, paradoksalnie w następnym ukazuje uczuciową pustkę. Ogromne brawa nalezą się pozostałym członkom zespołu, którzy odpowiedzialni są za instrumentalną stronę płyty. Na całości nie uświadczymy zatrzęsienia instrumentów, ale w minimalizmie tkwi siła utworów. Jednakże potrafią zaprezentować mocniejsze zabiegi brzmieniowe.

Jak na razie If You Wait przedstawiłem jako album idealny, ale czy tak jest w istocie? Niestety nie. Przepiękny obraz psują trzy ostatnie pozycje na trackiliście wydawnictwa. Można powiedzcie, że Interlude jest pewnym urozmaiceniem, ponieważ na albumie znalazła się wersja live tego numeru. Natomiast nie wytrzymuje porównania z innymi perłami, które znalazły się na płycie. Flicers nie potrafi utrzymać dramatyzmu i wywołać napięcia, które towarzyszyło poprzednim utworom. Ten utwór sam w sobie nie jest zły, ale w porównaniu do innych kompozycji jest po prostu bezbarwne i nudne. Ostatnie miejsce na płycie zajmuje utwór tytułowy, czyli If You Wait. Kompozycja, która powinna być wizytówką albumu, ponieważ na jego cześć zostało nazwane debiutanckie wydawnictwo London Grammar. Jako tytułowa piosenka powinna powalić wszystkich na kolana. Niestety tak nie jest, utwór został za bardzo przekombinowany i pozostawia po sobie niewielki niesmak.

Z całą pewnością zaprezentowany materiał nie jest ostatnim słowem tria i bardzo dobrze. Stworzyli przepiękny, liryczny album pełen dramatyzmu. Przez jednych jest wychwalany, przez innych mocno krytykowany. Można pokochać lub znienawidzić. Ja jestem w tej pierwszej grupie, dałem się uwieść temu słodko-gorzkiemu minimalizmowi. I nie żałuję.

london-grammar-if-you-wait-album-art

Czytaj również