Lindsey Stirling – Shatter Me (2014), recenzja Łukasza Jankowskiego

Drugi album to dla artysty niesamowite wyzwanie. Dzięki kolejnemu wydawnictwu może zmienić całokształt swojej kariery, może poprawić to, co było złe lub powielać takie same błędy. Lindsey Stirling wydała swój pierwszy album w 2012 roku, który bardzo dobrze został odebrany na rynku muzycznym. Skrzypaczka w swoim debiucie idealnie wyważyła ilość klasyki, muzyki elektronicznej a nawet hip-hopu, przez co rozkochała w sobie publiczność. Teraz wydała swój kolejny album o tytule Shatter Me. Czy warto zapoznać się z tym wydawnictwem? Zobaczmy.

Lindsey Stirling zaczęła grać na skrzypcach w wieku pięciu lat, wczesna nauka gry na tym instrumencie sprawiła, że potrafi robić to niemal perfekcyjnie. Dwanaście lat później dołączyła do zespołu Stomp on Melvin, którego preferowanym gatunkiem muzycznym jest rock. Skrzypaczka zdobyła bardzo duży rozgłos, gdy wystąpiła w piątej edycji programu America’s Got Talent. Mimo, że odpadła na etapie ćwierćfinałów to zdobyła bardzo duże uznanie wśród jury, którzy nazwali ją nawet skrzypaczką hip-hopową. Lindsey nie poddała się i postanowiła nagrywać własne utwory oraz covery i zamieszczać je na portalu Youtube..

Shatter Me rozpoczyna singlowe Beyond The Veil. Numer jest idealnym utworem, który bardzo dobrze wprowadza w klimat produkcji. Stirling nie zaskoczy tym tworem słuchacza, który idealnie zna jej poprzedni album oraz jej dotychczasowe internetowe poczynania, ale nie zmienia to jednak faktu, że kawałek bardzo dobrze brzmi i przyjemnie się go słucha. Lindsey kolejny raz pokazała, że najlepiej czuje się używając klasycznych dźwięków, które potrafi przemodelować tak, aby brzmiały nowocześnie. Należy pamiętać, że nie robi tego pierwszy raz. O ile na debiutanckim wydawnictwie mogło to zaskakiwać, o tyle na najnowszym krążku już tego nie robi. Czuć, że zabiegi użyte w debiutanckim Lindsey Stirling pojawiają się kolejny raz, tym razem na Shatter Me.

Miłym zaskoczeniem dla mnie było to, że autorka postanowiła dołączyć do dwóch swoich utworów wokal, przez co powstały dwie świetne współprace. Pierwszą z nich Lindsey nagrała z Lzzy Hale i jest tytułowym utworem z tego wydawnictwa. Kompozycja całkowicie została skomponowana przez Stirling, a wokal Lzzy w tym utworze jest po prostu cudowny. Mocny i piękny jednocześnie. Warto wspomnieć, że numer został drugim singlem promującym krążek i teledysk do niego dopełnia to dzieło. Ten sam zwrot można użyć przy ocenianiu drugiego duetu, czyli We Are Giants, które zostało nagrane wspólnie z Dią Frampton. Oba utwory według mnie są na takim samym wysokim poziomie artystycznym.

W recenzji muszę wspomnieć również o dwóch energetycznych kawałkach jakimi są Heist oraz Master of Tides. Oba niemal natychmiast wprawiły mnie w dobry nastrój i dodały mi energii. Gdy przesłuchiwałem pierwszy raz ten album, byłem zszokowany, że można w tak idealny sposób połączyć rzeczy całkowicie klasyczne z nowoczesną elektroniką, tworząc przy tym coś niepowtarzalnego. Całkowitym przeciwieństwem tych utworów jest Take Flight. Mimo braku wzruszającego tekstu potrafi wywołać więcej emocji niż większość współczesnych tworów. Wszystko za sprawą kunsztu jakim potrafi posługiwać się Lindsey, zwykłe dźwięki układa w zjawiskowe dzieła.

Jedyną negatywną cechą Shatter Me to obecność Night Vision. Piosenka sama w sobie nie jest zła, jednakże nie jest niczym zaskakującym. Lindsey przedstawiła światu tyle wspaniałych dźwięków i stoi przed nią trudne zadanie podczas tworzenia nowych dzieł. Według mnie w każdej następnej pracy powinna czymś zaskoczyć, niestety niesamowicie uzdolniona skrzypaczka teraz tego nie zrobiła.

Warto w tym momencie wrócić do pytania, które zostało zawarte we wstępie recenzji, czyli czy warto zapoznać się z tym albumem? Zdecydowanie tak! Wydawnictwo, nie licząc jednego potknięcia, jest niemal doskonałe. Lindsey Stirling po wydaniu debiutu nie spoczęła na laurach. Pokazała, że potrafi zrobić coś mocniejszego i lepszego niż debiut, zarazem tworząc swój unikalny styl muzyczny. Mnie urzekła, mam nadzieję, że z innymi słuchaczami zrobi również to samo.

lindsey stirling

Czytaj również