Lily Allen zniknęła na bardzo długo z rynku muzycznego. Przez ten czas spotkała się z nieprzyjemnymi jak i cudownymi chwilami, które mogą spotkać każdą kobietę. Postanowiła zrobić sobie większą przerwę podyktowaną życiem prywatnym. Po pięcioletniej absencji postanowiła ponownie zawojować rynek muzyczny wydając album o tytule Sheezus. Taki długi okres czasu sprawił, że moje oczekiwania wzrosły do niebotycznych rozmiarów. Postanowiłem jak najszybciej przesłuchać ten album. Jeżeli chcecie poznać moją opinię na temat tego wydawnictwa to zapraszam to przeczytania tej recenzji.
Przeważnie nie zwracam zbyt dużej uwagi na okładki płyt, ale okładka recenzowanego krążka przykuła moją uwagę. Allen w metaforyczny sposób chce pokazać, kto tu rządzi. Nie przypadkowo na zdjęciu znalazły się aż trzy psy rasy, które preferuje Elżbieta II oraz napis divide et impera (pl. dziel i rządź). Zawartość płyty wskazuje, że był to celowy zabieg. Podkreślają to genialne teksty utworów, które w ironiczny sposób celują w największe gwiazdy show-biznesu. Jest to cała siła tych kompozycji – ironia, szczerość i swoboda wypowiedzi z jaką piosenkarka przekazuje własne zdanie i to co myśli. Gdyby oceniać same teksty to album dostałby maksymalną notę, ale czy reszta zasługuje na taką samą ocenę?
Wydawnictwo już narobiło ogromnego szumu w mediach. Nie za sprawą walorów artystycznych, tylko za sprawą słów, które swoją szczerością potrafią wbić szpilkę nie jednej osobie. Pokazują to doskonale singlowe utwory. W bardzo ironicznym Hard Out Here wokalistka pokazała, że nie będzie się nikomu podporządkowywać i nie dla niej są warunki dyktowane przez pusty i nijaki show-biznes. W kompozycji w niesamowicie ironiczny sposób celuje w Robina Thicke’a wyśmiewając jego największy hit Blurred Lines. Allen szydzi z wykonawców śpiewających o swoich dobrach materialnych (łańcuchy i drogie samochody). Najlepszym podsumowaniem całej piosenki jest jeden z pierwszych wersów kompozycji:
Don’t need to shake my ass for you ’cause I’ve got a brain
W Air Balloon Lily pokazuje swoje beztroskie i niemal cukierkowe oblicze próbujące uciec od panującej wszędzie nudy.
W piosence i teledysku do Our Time Lily pokazała jak się bawi, rozwiała wszelkie wątpliwości i przedstawiła co dla niej znaczy pójść na całość. Jak do tej pory ostatnim singlem promującym ten album został tytułowy utwór, czyli Sheezus. Nazwa może skojarzyć się z jednym z wydawnictw Kanye Westa. Nie wiem czy był to hołd, czy jawna prowokacja. Sprawiło to jednak, że ta piosenka była na ustach niemal wszystkich mediów. Lily Allen nie kryje się z tym, że chce zabrać dla siebie koronę królowej popu i prosi swoje rywalki, aby ją oddały. Niepotrzebnie o nią walczą. Single według mnie zostały dobrane dobrze, ale jak prezentuje się reszta wydawnictwa? Niestety już nie jest tak różowo. Pojawiają się utwory, które przebijają swoim poziomem zaprezentowane wcześniej single, ale obecne są również piosenki nijakie. Lepiej byłoby dla płyty, gdyby na niej się nie pojawiły.
Jednym z takich utworów jest L8 CMMR. Utwór zawiera tekst, który jest hołdem dla męża artystki. Dla niego jest to z pewnością najpiękniejszy utwór, ale dla mnie niestety nie. Według mnie brakuje mu tego czegoś co przyciągałoby uwagę, tego co pokazała piosenkarka we wcześniejszych utworach. Kolejnym taką kompozycją jest URL Badman, w którym Allen krytycznie ocenia wszechobecnych hejterów. Z pewnością nie są oni zbyt przyjemnie nastawieni dla osób znanych, ale według mnie Lily nie musiała dawać upustu swoim emocjom, oceniając ich. Moim zdaniem piosenka razi swoją przeciętnością.
Na całe szczęście pojawiają się na albumie dobre utwory. Taką kompozycją jest z pewnością Insincerely Yours. Słuchając tej piosenki od razu na myśl przychodzą mi utwory z It’s Not Me, It’s You. Piosenka kolejny raz powala szczerością i luźnym stylem. Teraz krytycznie narzeka na kolorowe magazyny, które dla niej wszystkie są takie same. Lily ponownie jest bezpretensjonalna i szczera. Kolejny raz odważyła się krytycznie ocenić runek muzyczny. Wyśmiewa dziewczyny, które wrzucają masę zdjęć na Instagrama lub lansują się markowymi słuchawkami, próbując zostać przy tym DJkami. Kolejną taką piosenką jest As Long As I Got You. Nie każdemu spodoba się słodka stylistyka tego utworu i muzyczne zawirowania w stylu country, jednak mnie niesamowicie taki zabieg się spodobał. Gdy usłyszałem pierwszy raz tą kompozycję byłem zszokowany, że ktoś taki jak Allen mogła nagrać coś takiego. Na początku pomyślałem, że jest to kolejny masowy utwór z prostackim podkładem, który ma zawojować stacje radiowe. Być może początek utwory na to wskazuje, ale refren rozwiewa wszelkie wątpliwości. Jest po prostu genialny.
Mam niesamowity problem z oceną najnowszego wydawnictwa Lily Allen. Z jednej strony jest to album, który warto przesłuchać, jednakże wydawnictwo nie spełniło pokładanych w nim oczekiwań. Lily stworzyła po prostu kolejny dobry album. Chciałbym jednak, aby kolejny krążek wokalistki opierał się bardziej na muzycznych doznaniach. Lily z pisaniem tekstów nie ma żadnych problemów, ale musi pamiętać, że słowa to broń obusieczna. Na Sheezus oceniała innych ludzi, ale może przyjść czas, że jakiś inny artysta będzie chciał ją ocenić w taki sam sposób.


