Liam Payne – LP1 (2019), Recenzja Karola Piotrowicza

Inne recenzje

Liam Payne wydał niedawno swój debiutancki album LP1. Czy dobór utworów był trafiony? Czy Liam ma szansę na solową karierę porównywalną z Harrym Stylesem, czy Zaynem?

Liam przeszedł długą drogę od 2010 roku, kiedy to jako nastolatek pojawił się w programie X-factor i wykonał utwór Elli Fitzgerald Cry Me a River. Długa grzywka zachodząca na oczy niczym u Justina Biebera w teledysku do Baby i czarujący uśmiech sprawił, że pokochali go ludzie na całym świecie. Gdy dodamy do tego talent wokalny, to zyskamy przepis na typowego idola nastolatków. Później jeszcze bardziej podbił serca fanów jako jeden z pięciu członków ogromnie popularnego zespołu One Direction. Jednak jego pierwszy solowy album LP1 wprowadza całkiem nowe oblicze artysty. Jego nowa odważna odsłona zdaje się kłócić z tą, którą wykreował będąc w 1D – grzeczny i poukładany chłopiec stał się nagle nieokrzesaną i czasami wulgarną seksbombą. Może ta przemiana nie jest taka elektryzująca i szokująca jak u Miley Cyrus, gdy wydała album Bangerz, ale Liam ewidentnie próbuje uwolnić się od dawnego imageu.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ciut przydługa lista piosenenk, które znalazły się na albumie. Wersja podsatwowa składa się z 17 piosenek, wydanie japońskie ma dodatkowe 3 utwory a specjalna edycja dla sieci Target kolejne 2, co razem daje 22 piosenki. Jest to dosyć odważny ruch jak na album debiutancki. Jednak według mnie ma to i wady i zalety. Jedną z wad jest to, że album jest dosyć za długi i trudno przebrnąć przez całość na jeden raz. Gdy jesteś na 13 piosence, słuchanie staje się trochę monotonne i męczące, co uniemożliwia prawidłowy osąd utworów znajdujących się drugiej połowie albumu. Ta liczba piosenek ma jednak drugie dno. Liam kazał czekac fanom na ten album przez 3 lat, odkąd One Direction zrobili sobie przerwę w 2016 roku. Jest to dobra rekompensata za trzymanie ich w niepewności i niecierpliwości. Ten pakiet 17 utworów jest przepełniony perfekcyjnie wyprodukowanymi hitami, które ukazują miłość artysty do takich gatunków muzycznych jak hip-hop, reggae, R&B czy nawet muzykę świąteczną.

Chociaż muzyka na tym krążku znacznie różni się od tej, którą piosenkarz tworzył w boy bandzie, to jednak nadal znajdziemy tutaj wiele utworów typowo radiowych.

Gdy po raz pierwszy puściłem utwór Stack It Up, uderzyło mnie podobieństwo beatu do utworu Seleny Gomez Same Old Love, ale jak tylko wchodzi głos Liama, piosenka diametralnie się zmienia. Kawałek był napisany między innymi przez Eda Sheerana, co można wyraźnie wyczuć, ponieważ nie trudno pomyśleć o samym Edzie wykonującym ten utwór. Jest to szósty solowy singiel wydany przez artystę, któremu tym razem towarzyszy raper A Boogie Wit da Hoodie. Warstwa liryczna utworu jest głównie o pieniądzach. Głównym jego przesłaniem jest to, że jeżeli ktoś chce się dorobić, to musi ciężko pracować, bo nic nie jest za darmo.

Drugą kompozycją jest popowa ballada zatytułowana Remember. Według mnie, jest to utwór, który znacznie odstaje od innych. Liam opowiada o kochaniu kogoś tak mocno, że nie widzi się świata poza tą osobą i o tym, jak obiekt jego uczuć marnuje to. Chociaż większość miłosnych ballad Liama jest o Cheryl Cole (matce jego dziecka), to ta uderza mocno w serce i zapada w pamięci.

Heart Meet Break jest kolejną ballladą na krążku. Byłaby naprawdę świetna, gdyby Liam postarał się bardziej i dograł chociaż jedną zwrotkę więcej. Piosenka trwa jedynie 1:57, przez co nie dorównuje poprzedniczce.

Przychodzi czas na zmianę klimatu i na Hips Don’t Lie. Artysta przechodzi tutaj z utworów o złamanym sercu do tych o uwodzicielskich sztuczkach obiektu jego sympatii. Jeżeli spodziewaliście się coveru wielkiego hitu Shakiry, to bardzo zabłądziliście. Piosenka ma w sobie duży wpływ gatunku R&B.

Tell Your Friends jest pierwszym zapychaczem na tym albumie. Słuchając płyty, myślałem, że jest to kontynuacja poprzedniej piosenki. Jest przesiąknięta wysokimi dźwiękami Liama i jego pseudo rapem. Niestety, jedna z najsłabszych kompozycji. Nudna i bez wyrazu. Nie zrobiłoby nikomu różnicy, gdyby nie pojawiła się na wydawnictwie.

Na szczęście atmosferę ratuje kolejny kawałek – Say It All. Liam nie sili się tutaj na urozmaicanie swojej barwy wyciąganiem wyższych i niższych tonacji i śpiewa moją ulubioną barwą. Jego głos w zwrotkach hipnotyzuje, a refren wpada w ucho. Utwór charakteryzuje się też świetnymi ad libami pod koniec. Piosenka jest w stylu Zayna, więc jego fani powinni ją polubić.

Przy Rude Hours po raz pierwszy zacząłem odczuwać skutki na długiej tracklisty. Tempo może jest ciut wolniejsze od poprzednich piosenek, ale Liam nadal ciągnie ten sam ciąg nastrojowych ballad R&B. Kiedy patrzymy na listę producentów, znajduje się tam aż 25 nazwisk. Sprawia to, że album brzmi bardziej jak składanka utworów, a nie album. Brak tu pewnej kohezji.

Kiedy już chciało mi się krzyczeć, że ten album potrzebuje pewnego wstrząsu, z pomocą przyszła formacja Cheat Codes znana między innymi z hitu No Promises z Demi Lovato. W piosence Live Forever wyraźnie wyczuwalny jest typowy styl tego trio. Utwór jest jedną z perełek, które można znaleźć na tej płycie.

Trudno mi powiedzieć czegokolwiek dobrego o kolejnym utworze poza tym, że ma świetny beat i produkcję. Jednak jest to kolejny zapychacz – utwór Weekend utrzymany jest znowu w tym samym nastrojowym stylu R&B i nie wnosi niczego nowego.

Jesteśmy przy dziewiątym utworze, więc już półmetek. Jeżeli słuchacie tego albumu ze mną, to proponuję zrobić sobie teraz przerwę, zrobić herbatę i kanapkę, wyciszyć się i kontynuować.

Czas na bum. Both Ways to wprowadzenie słuchacza w tą odważniejszą i niegrzeczną część płyty. Piosenka miałaby szanse być naprawdę dobrą piosenką, którą można by było puścić w tle podczas uprawiania aktów seksualnych, ale jest jeden haczyk. Liam chciał nagrać niegrzeczną piosenkę o seksie nie przemyślając do końca tekstu co sprawiło, że piosenka z afrodyzjaku stała się bardziej środkiem antykoncepcyjnym. Problematyka utworu polega na tym, że opowiada on o biseksualnej partnerce piosenkarza, która lubi być w trójkącie z nim i inną kobietą. Później tłumaczy jak to strasznie go podnieca i jak bardzo chce ją zadowolić seksualnie. Tekst sprawił, że otwór stał się kolejną heteronormatywną piosenką, która określa przyjemność seksualną biseksualnych kobiet jako coś, co wykonuje się wyłącznie dla zadowolenia mężczyzny. Coś w stylu „chciałem dobrze, a wyszło jak zawsze”. Liam zebrał już niezłe bęcki za tą kompozycję i ja nie omieszkam dołożyć mu jeszcze kilku. Największe rozczarowanie na całym albumie.

Kolejna kompozycja – Strip That Down – otwiera lepszą część całego albumu i udowadnia, że współpraca Liama z Edem Sheeranem jest zazwyczaj owocna. W końcu skończyła się passa nudnych ballad R&B i zaczęła prawdziwa gratka dla fanów. Strip That Down to wesoła piosenka o pociągu seksualnym. Zdecydowanie jedna z najlepszych utworów na albumie – rytmiczna i pozostająca w głowie na długo.

Strip That Down może jest świetna, ale nie dorównuje następczyni. Utwór For You powstał we współpracy z Ritą Orą na potrzeby filmu „Nowe Oblicze Greya”. Po prostu uwielbiam tą piosenkę. Zapada w pamięci, głosy obu artystów świetnie współgrają i szczerze cieszę się, że kawałek znalazł swoje miejsce na tej płycie, bo nieznacznie ją ratuje. Dla mnie numer 1.

Familiar został wydany w 2018 i był piątym singlem Liama. Na kawałku towarzyszy mu J Balvin. Jedna z bardziej radiowych i przyjemnych piosenek do potańczenia. Hiszpańskojęzyczne wersy zostały świetnie dopasowane, co, jak można zaobserwować na listach przebojów z ostatnich lat, daje świetną recepturę na hit. Po prostu perełka. Powinno być więcej takich przyjemnych, letnich utworów na trackliście.

Polaroid to kolejny singiel, który został wydany wcześniej w tym roku. Jest efektem współpracy Liama z DJ’em Jonasem Blue. Utwór charakteryzuje się wpadającym w ucho beatem zahaczającym o EDM i wielkim refrenem. Wokal Liama i Lennon Stelli świetnie się komponują ze sobą, co sprawia, że Polaroid jest znakomitym wakacyjnym utworem. Powinien znaleźć się trochę wcześniej na albumie, by zrównoważyć trochę jego kohezję.

Czas na kolejną perełkę – Get Low. Nie ukrywam, że Zedd to jeden z moich ulubionych DJów na rynku muzycznym i rzadko kiedy jakiś utwór, który stworzy mi się nie podoba. Get Low jest przykładem jego majstersztyku. Mega wesoły i szybki utwór nadający się na każdą imprezę. Perfekcja!

Jesteśmy na przedostatnim utworze i chociaż ostatnie napawały nas wielką nadzieją, to już można odczuć znaczne zmęczenie. Bedroom Floor to kompozycja napisana przez Charliego Putha, co nikogo pewnie nie dziwi, ponieważ Liam tu chwilami brzmi identycznie do niego. Dla fanów Payna i Charliego ten utwór to pewnie spełnienie marzeń i na pewno się im spodoba. Mnie jednak nie porwał, ale najgorszy też nie jest. Ja bym umieścił go na wydaniu Super Duper Hiper Limited Exclusive Deluxe LP1.

Cały album zamyka świąteczna piosenka All I Want (For Christmas) i nie jest to cover Mariah Carey. Uważam, że utwór jest przepięknym zakończeniem płyty. Bardzo brakowało mi na niej takich utworów, które oparte są na pianinie i ukazują talent wokalny Liama bez zbędnych efektów. Taka właśnie jest ta piosenka. Przepiękna, wzruszająca i zmuszająca do refleksji.

Album przywołuje na myśl twórczość Justina Timberlake’a, Eda Sheerana i trochę kolegi Liama z One DirectionZayna. LP1 ukazuje dorosłą wersję artysty i różnorodność muzyczną jaką się inspiruje. Trudno określić, czy słyszymy na większości piosenek prawdziwego Liama, czy wykreowanego przez wytwórnie, świecącego majtkami i torsem na billboardach Liama. Chociaż jest zróżnicowany gatunkowo, można spokojnie przyporządkować go do kategorii R&B pop. Słuchając całości odnoszę wrażenie, że Liam zaczął nagrywać świetny album pełen potencjalnych hitów, ale jego wytwórnia w pewnym momencie nakazła mu zmienić kierunek artystyczny i nagrywać utwory bardziej nastrojowe. Przez to płyta znacznie traci na kohezji i w pewnym momencie staje się monotonna. Spokojnie można podzielić tracklistę na dwa oddzielne albumy i dobrze dla Liama byłoby wydać najpierw ten, który był tworzony pierwotnie. Ostatecznie album ma dobre i złe strony, ale nie jest zły. Payne ma talent wokalny, ale ewidentnie nadal poszukuje siebie samego. Miejmy nadzieję, że z następnym projektem weźmie pod uwagę te lekcje. Mniej karykatury Justina Timberlake’a, więcej Liama Payne’a.

Liam Payne - LP1
  • Data premiery: 06 12 2019
  • Single: Strip That Down (feat. Quavo), Get Low, Bedroom Floor, Familiar, For You (feat. Rita Ora), Stack It Up, All I Want (For Christmas), Live Forever
Najlepsze utwory: For You (feat. Riat Ora)
Strip That Down (feat. Quavo)
All I Want (For Christmas)
Get Low
Najsłabsze utwory: Tell Your Friends
Rude Hours
Weekend
Both Ways


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

Liam Payne wydał niedawno swój debiutancki album LP1. Czy dobór utworów był trafiony? Czy Liam ma szansę na solową karierę porównywalną z Harrym Stylesem, czy Zaynem?Liam przeszedł długą drogę od 2010 roku, kiedy to jako nastolatek pojawił się w programie X-factor i wykonał utwór...Liam Payne - LP1 (2019), Recenzja Karola Piotrowicza