Na rynku muzycznym zaistniał dość nie dawno, bo w 2017 roku. Teraz przyszedł czas na debiutancki album Lewisa Capaldiego, o którym stało się głośniej po wydaniu chwytliwego singla Someone You Loved. Dotarł on na szczyty list przebojów i dość długo się na nich utrzymywał. Ten szkocki wokalista i autor tekstów jest postacią dość charakterystyczną. Całkowicie inna od jego osobowości jest muzyka, którą tworzy.
Na co dzień, w mediach społecznościowych i ogółem Lewis jest pełnym dobrego żartu i humoru człowiekiem, natomiast gdy przychodzi do komponowania zmienia się w osobę przepełnioną żalem, powagą i dobrymi pomysłami na warstwę tekstową. Czy nie przypomina Wam to kogoś? Otóż, jego osobę można przyrównać do Adele. Oczywiście nie pod względem osiągnięć muzyczny, gdyż dopiero co zaczyna wychodzić na szerokie wody, ale właśnie pod względem stylu bycia. To powinno rozwiązać już wiele odpowiedzi. Ogłaszając wydanie swojego albumu Capaldi dał popis dystansu i humoru. Stwierdził, że o ile większość artystów powraca wspomnieniami do swoich debiutanckich albumów, o tyle on odbiera ten czas jako niezwykle stresujący i.. nudny. Okazuje się, że tworzenie utworów jest dla niego przyjemnością, natomiast gdy trzeba ponownie nagrywać partie gitar, i przejść proces miksowania to zaczynają się schody.
Na krążku znalazło się 12 utworów, a promowało go m.in. wspomniane wcześniej Someone You Loved. Otwiera go utwór Grace, który był pierwszym z singli promujących. Pierwsze co zapada w pamięć, to ciekawa barwa Lewisa i chwytliwa melodia oparta na gitarze. Generalnie cechą tego albumu jest fakt, iż utwory na w zasadzie na przemian oparte są albo właśnie na gitarze lub na pianinie. Kolejna z kompozycji Bruises, jest prawie muzyczną podobizną poprzedniego, tyle że w wolniejszym tempie i oparta jest na pianinie. Hold Me What You Wait to ostatni z singli. Po nim pojawia się Someone You Loved. Utwór, który w kilku krajach pokrył się złotem, natomiast w Wielkiej Brytanii platyną i dotarł na 1 miejsce listy UK Singles Chart. Chwytliwa melodia grana w kółko na pianinie i solidna warstwa tekstowa. To cechy, które przemawiają za tym utworem. W jednym z wywiadów dla NME, Capaldi przyznał, ze napisanie go zajęło mu aż 6 miesięcy i nie była to lekka praca, ocierała się wręcz o „walenie głową w ścianę”, w celu uzyskania dobrej melodii.
Maybe, to utwór oparty na motywie granym przez gitarę. Dość spokojny, w odczuciu melodia pogodna, jednak w głosie artysty da się wyczuć wiele żalu i smutku. Mocna chrypa, i wykrzyczane refreny. Kolejne kompozycje, Forever oraz One są utrzymane w nieco wolniejszym i melancholijnym klimacie. Oba oparte o linię melodyczną pianina jako instrument wiodący. Don’t Get Me Wrong, to ballada w tempie walca o dość ciekawej aranżacji. Hipnotyzujący rytm wybijany przez perkusję, nadający i utrzymujący jego tempo. Po pewnym czasie można odczuć, że przeradza się w jazzowy groove. W utworze Hollywood mamy zaś znaczne przyspieszenie tempa. Szybki motyw grany przez gitarę. W refrenach nieco mniej krzykliwy wokal, na refrenach wchodzi w wyższe rejestry. W moim odczuciu jeden z ciekawszych jak dotąd utworów.
Po ożywieniu tempa Capaldi znów powraca do melancholijnych klimatów. Zbliżając się do końca mamy utwory Lost On You oraz Faded. Całość zamyka Headspace, z ciekawym riffem żałobnej gitary połączonej z mocno posiniaczonymi tekstami.
Po wysłuchaniu całego albumu, utwierdzam się w przekonaniu, że oparty on został naprzemiennie na gitarze i pianinie, z przewagą utworów z tym drugim, jako prowadzącym melodię. Tym co należy oddać artyście jest jego solidna warstwa tekstowa w utworach. Wyjątkowym jest również wcześniej wspomniana różnica w osobowości na co dzień, a muzyką. Jakże wyraźnie oddaje to właśnie ten album. Jak na 22 latka Lewis jest artystą dojrzałym muzycznie i tekstowo. Jego charyzmę, da się wyczuć nawet w balladach, umie tworzyć klimat i podkreślać go np. swoim wokalem, który niekiedy w refrenach był dość mocno akcentowany i przekrzyczany. Co ciekawe, album ten może być odebrany dwojako. Jedni uznają go za ciekawy, i pociągający inni zaś nie odnajdą tutaj charyzmy artysty i powiedzą po prostu, że był nudny. Sam mam co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony te ballady i melancholia powodują uśpienie, z drugiej zaś ekscytującym jest dla mnie kontrast osobowości artysty z materiałem zawartym na płycie. Interpretację tej opinii pozostawiam do rozważenia każdemu z osobna. Podsumowując, mnie album przekonał częściowo.
- Data premiery: 17 05 2019
- Single: Grace, Someone You Loved, Hold Me While You Wait
