Emocjonalnie, lecz bez rewolucji. Lewis Capaldi – Broken By Desire To Be Heavenly Sent, 2023 (recenzja)

Lewis Capaldi po czterech lata przerwy zdecydował się na bardzo bezpieczne, wręcz repetytywne wydawnictwo. Następca bestselleru Divinely Uninspired To A Hellish Extent wieje przeciętnością i poza kilkoma naprawdę świetnymi piosenkami brzmi jak zbiór analogicznych utworów w średnim tempie, które zlewają się w jedną całość. Z drugiej strony nie można Capaldiemu odebrać jego delikatności i emocjonalności, której ducha da się poczuć na tegorocznym Broken By Desire To Be Heavenly Sent. To album, z którego dwie czy trzy piosenki będziemy pamiętać z radia, ale całość wydaje się być skierowana do fanów jego brzmienia, nie wprowadzając innowacji, które mogłyby zwrócić uwagę szerszej publiczności.

Pochodzący z południowej Szkocji Lewis zaczynał grywać w miejscowych pubach już jako nastolatek. Jak wspomina po latach z dozą charakterystycznej dla niego ironii, absolutnie nikt nie był zainteresowany tymi występami. Ludzie rozmawiali między sobą przy pincie i cytując może były z dwie osoby, które naprawdę słuchały. Przełomem w karierze artysty było spotkanie na swojej drodze Ryana Waltera, który odnalazł jego piosenki na SoundCloud i przyleciał ze Stanów do Szkocji, aby posłuchać, jak Capaldi brzmi na żywo. Wydany w 2017 debiutancki singiel Bruises stał się hitem na Spotify, przypisując Lewisowi tytuł “najszybszy w historii niezrzeszony artysta, który osiągnął 25 milionów odtworzeń na platformie”.  

Rosnąca popularność artysty pozwoliła mu na występy supportujące dla wykonawców jak Niall Horan, Sam Smith czy Kodaline. Podczas rozgrzewania publiczności przed Bastille w marcu 2019 Lewis Capaldi miał już na koncie swój pierwszy numer jeden w UK, balladę Someone You Loved. Wtedy też jego popularność osiągneła szczyt, co przełożyło się na wyprzedane solowe występy czy supporty Eda Sheerana.

Wydany tego samego roku Divinely Uninspired To A Hellish Extent to najczęściej kupowana w 2019 oraz 2020 płyta na Wyspach Brytyjskich. Naszpikowany hitami album, jak wspomniane wcześniej Someone You Loved, jak i Hold Me While You Wait czy Grace a w późniejszej wersji wzbogacony drugim numerem 1 w UK Capaldiego Before You Go stał się fenomenem, który przerósł oczekiwania wszystkich z otoczenia piosenkarza z nim samym na czele. 

Opublikowany na Netflixie dokument Lewis Capaldi: Co u Mnie ukazuje momenty, gdy szkocki artysta przestaje być rozpoznawalny lokalnie, stając się celebrytą, który gości na pierwszych stronach gazet. I widać też, że sława potrafi go przerosnąć, gdy ze względu na atak paniki musi przerwać występ na OVO Arena Wembley, albo gdy niekontrolowane tiki nerwowe sabotują jego występy publiczne. I choć dokument wpada czasem w zbyt patetyczne tony, to dobrze ukazuje jak za pomocą specjalistów Lewis uczy się radzić sobie ze zdiagnozowanym u niego zespółem Tourette’a oraz porządkuje swój tryb pracy w trosce o swoje zdrowie psychiczne i przesuwa wydanie następcy Divinely Uninspired To A Hellish Extent do momentu, gdy będzie gotowy na powrót do muzyki pełnoetatowo.

Lewis Capaldi powrócił w sierpniu 2022 z wyśmienitym Forget Me. Z ironicznie brzmiącym w kontekście jego półrocznego zniknięcia ze świata showbiznesu tekstem cause I’m not ready to find out you know how to forget me z marszu stał się numerem jeden na Wyspach. Lekko odświeżone brzmienie, wzorowane na latach 80tych zwiastowało nową erę w karierze.

Dystans do siebie i swojego wyglądu to nieodzowna część kariery Capaldiego, który nie przebiera w słowach podważając wszystkie stereotypowe kanony piękna. I rewelacyjnie robi tworząc dosłowną kopię teledysku do Club Tropicana z sobą w roli głównej. Ma to dodatkowy wydźwięk, gdy zostanie wzięte pod uwagę, że George Michael po okresie w duecie Wham! nie chciał budować swojej marki na byciu obiektywnie przystojnym. Capaldi wywraca więc koncept do góry nogami serwując reinterpretacje teledysku, w którym pokazuje rezerwę do idealizacji wyglądu celebrytów.  

W grudniu 2022 ukazał się drugi singiel Pointless, który ponownie stał się numerem 1 na Wyspach. Stanowił on także zgrabny powrót do brzmień oraz tonów, które Capaldi prezentował na debiucie, mówiąc o bezsensowności życia bez ukochanej osoby. Dopełnieniem listy przebojów z albumu (kolejne no.1 w UK) jest tegoroczny singiel Wish You The Best, który porusza tą samą tematykę, ale robi to jeszcze smutniej i boleśniej sprawiając, że to w mojej ocenie najlepszy utwór na płycie.

Co jednak można powiedzieć o albumie Broken By Desire To Be Heavenly Sent jako całości? Pomimo sympatii do artysty muszę przyznać, że album cierpi na powtarzalność, przez co kolokwialnie mówiąc wieje nudą. Utwory poruszają tą samą tematykę, brzmią podobnie kompozycyjnie i aranżacyjnie, przez co zlewają się w przeciętną całość. Z pozytywów dobrze jest usłyszeć rockową solówkę w Leave Me Slowly, robotę robią także smyczki w How It Ends oraz wieńczącym album How I’m Feeling Now, w którym są dopełnieniem dla gitary akustycznej. Miłym gestem jest też promocja inicjatywy 3D Toys w teledysku do Haven’t You Ever Been In Love Before?, która zajmuje się produkcją personalizowanych pluszaków dla dzieci z niepełnosprawnościami.

Lewis Capaldi piosenkami z niniejszego albumu osiągnął szczyty list przebojów i słusznie, bo Forget Me, Wish You The Best czy Pointless z tej płyty są rewelacyjne. Niestety, Broken By Desire To Be Heavenly Sent nie wnosi odważnych zmian brzmienia w stosunku do debiutu i nie rekompensuje tego solidnymi kompozycjami. Jako całość wypada rozczarowująco, a szkoda, bo potencjał wykreowany przez single był potężny. No cóż, może następnym razem, tymczasem Lewisie Capaldi I wish you the best i czekam na kolejne wydawnictwo.

Czytaj również

Lewis Capaldi po czterech lata przerwy zdecydował się na bardzo bezpieczne, wręcz repetytywne wydawnictwo. Następca bestselleru Divinely Uninspired To A Hellish Extent wieje przeciętnością i poza kilkoma naprawdę świetnymi piosenkami brzmi jak zbiór analogicznych utworów w średnim tempie, które zlewają się w jedną całość....Emocjonalnie, lecz bez rewolucji. Lewis Capaldi - Broken By Desire To Be Heavenly Sent, 2023 (recenzja)