Urodzona w 1986 roku amerykańska aktorka Leighton Meester karierę zrobiła dzięki roli w popularnym młodzieżowym serialu Plotkara. Później pojawiała się w filmach u boku takich gwiazd szklanego ekranu jak Robert Downey Jr. czy Gwyneth Paltrow. Między przeglądaniem jednego a drugiego scenariusza zdarzało jej się wpaść do studia, by co nieco nagrać. Na cały album czas przyszedł jednak dopiero w 2014 roku. Debiutancki krążek Leighton nosi tytuł Heartstrings, i z powodzeniem ubiegać się może o miano jednego z najbardziej niedocenionych wydawnictw ostatnich miesięcy.
Czy osoba spełniająca się w aktorstwie może być dobrym muzykiem? To pytanie powraca za każdym razem, ilekroć dowiadujemy się, że kolejny aktor bądź aktorka planują zająć się śpiewaniem. Kilka ostatnich lat pokazało nam, że jedno nie wyklucza drugiego. Taylor Momsen (też występowała w Plotkarze) daje czadu ze swoim hard rockowym zespołem The Pretty Reckless, Zooey Deschanel spełnia się jako głos duetu She & Him (ich album Classics jest jednym z najlepszych wydawnictw 2014 roku), Emmy Rossum zachwycała w klasykach, a Hugh Laurie pokazał nam, że w jego żyłach płynie blues. Już po pierwszym zetknięciu z Leighton wiedziałam, że i ją dopiszę do swojej powyższej listy artystów.
Meester szerszej publiczności najbardziej znana jest z roli wrednej i złośliwej Blair Waldorf. Bywa, że widzowie zaczynają utożsamiać aktorkę z graną przez nią postacią. Czy na co dzień Leighton jest równie nieprzyjemna jak jej serialowa bohaterka? Nawet jeśli tak, to skutecznie zatuszowała to w swoich kompozycjach. Heartstrings jest bowiem płytą prostą, bezpretensjonalną. Niewyszukaną. Aktorka serwuje nam gitarowy pop w kobiecym wydaniu.
Album Heartstrings otwiera tytułowa kompozycja. Uroczy, zgrabny kawałek spodobał mi się ze względu na zróżnicowany wokal Leighton. Raz artystka chwali się jego wysokimi rejestrami, innym razem daje go sobie lekko zmodyfikować w studiu. Do najbardziej udanych piosenek na albumie należy prowadzone przebojowym refrenem, zawierające wpływy country Good for One Thing. Świetnie wypadają również zmysłowe i charakteryzujące się ładnymi smyczkami Sweet oraz eleganckie Dreaming, odświeżające nieco muzykę sprzed paru dobrych dekad. Warto sięgnąć także po słodkie, rozmarzone L.A., w którym to Leighton tęsknym głosem śpiewa
I’m living in L.A., won’t you come sometime, waking up and smiling times (PL: Żyję w L.A., wpadnij czasem, będziemy się budzić i śmiać).
Nieźle wypadają również pozostałe kompozycje, jakie przygotowała dla nas aktorka. Run Away, kolejna przyjemna, gitarowa piosenka, zwraca uwagę romantycznym tekstem. On My Side rozpoczyna się wyrazistą melodią, która utrzymuje się na szczęście przez cały kawałek, czyniąc go najbardziej rockowym numerem na Heartstrings. W odwrotnym kierunku zmierza Blue Afternoon. To najspokojniejszy, najcichszy utwór na albumie. Nieco tylko więcej energii Meester wykrzesała z siebie w Entitled.
Album Heartstrings swoją premierę miał chwilę po bestsellerowym 1989 Taylor Swift. Czemu o tym wspominam? Bo w pewnym stopniu Leighton Meester przypomina mi nową ulubienicę Ameryki. Tak samo grzeczna, ułożona, utalentowana. Spoglądająca z pogardą na inne wokalistki, które prześcigają się w nagrywaniu chwilowych przebojów. Taylor wprawdzie do tego wyścigu szczurów dołączyła, ale już nie płaczę nad jej nową muzyką. Znalazłam bowiem kolejną wokalistkę, która wprowadzi do mojego świata nieco harmonii za sprawą swoich gitarowych, relaksujących kompozycji. Może i mało co na Heartstrings wpada w ucho i wychodzi przed szereg, ale płyta to niezwykle udana.



