Legumina – Something Pasty and Probably Yellow (2017), recenzja Karoliny Młynarskiej

Słowo „legumina” oznacza desery o szerokim spektrum: od sufletów, przez naleśniki, aż do zup owocowych. Trafiwszy na warszawski duet o takiej właśnie nazwie, zaczęłam się zastanawiać, czy artyści zdecydowali się na nią dlatego, że tworzą muzykę słodką i przyjemną? Materiał na Something Pasty and Probably Yellow można określić w ten sposób, ale tylko częściowo, ponieważ za tymi brzdąkającymi melodiami kryją się poważne i niegłupie teksty. Poznajcie Leguminę.

W skład zespołu wchodzą Monika Sadowska (wokal, teksty) i Marcin Gręda (warstwa dźwiękowa). Ich debiutancki album składa się z jedenastu popowo-elektronicznych, w pełni autorskich kompozycji, stanowiących historię związku dwojga ludzi. Piosenki powstawały przez trzy lata, a ostateczną formę krążka zawdzięczamy w całości artystom, którzy poza pisaniem tekstów i muzyki, zajęli się także zarejestrowaniem utworów i ich miksem. Nic dziwnego zatem, że otrzymaliśmy twór bardzo dopracowany i przemyślany.

Kiedy odpaliłam płytę i zaczął się pierwszy utwór – (Not That) Yellow – przyznam szczerze, że byłam dość sceptycznie nastawiona. Jest on bowiem specyficzny i dość trudny w odbiorze, dlatego obawiałam się, że cały album może taki być. Niemniej im dalej brniemy, tym jest lepiej, toteż nie warto zrażać się po pierwszej nieudanej próbie. Bo nawet jeśli taki lekko bajkowy Berlin też nas nie zainteresuje, to stonowane i klimatyczne Probably June przyjmiemy z ochotą i radością.

Należy poświęcić więcej uwagi czterem piosenkom, które intrygują od pierwszych dźwięków. W krótkim, bo trwającym niecałe trzy minuty Song of the Northern Pole dzieje się wiele. Monika śpiewa charakterystycznym, wysokim tonem, a w podkładzie muzycznym usłyszymy gitarę, elektronikę, dzwonki i sporo innych dźwięków. Całość wypada bardzo optymistycznie i zmusza do wesołego uśmiechu. Swim Safety to wyłącznie muzyka, w znaczącej części pozbawiona udziału wokalistki (pojawia się dopiero w ostatnich sekundach), co jest dobrym krokiem, ponieważ słuchacz skupia całą swoją uwagę na tym intrygującym, niezwykle klimatycznym podkładzie. Wsłuchując się w tę melodię, chce się zamknąć oczy i rozmarzyć, zapominając o wszelkich nieprzyjemnościach. Numer Sink Sank Song przypomina mi nieco szwedzki zespół NoNoNo, a sama kompozycja wyróżnia się energicznym tempem oraz wyraźną perkusją nadającą rytm. W Elementary podoba mi się jego wielowymiarowość. Trudno go jednoznacznie określić. Zaczyna się kosmicznymi dźwiękami, jakby wyjętymi z innej galaktyki, by w późniejszych momentach brzmieć jak usypiająca, cukierkowa kołysanka albo taneczny kawałek. Właśnie ta wieloznaczność urzeka mnie tutaj najbardziej.

Something Pasty and Probably Yellow pomimo licznych plusów ma swoje gorsze chwile. Za taką może uchodzić (ale wcale nie musi) sam wokal, który jest bardzo wysoki i cieniutki. I choć pasuje do tych piosenek jak ulał, chwilami drażni i psuje odbiór całości. Nie wszyscy za takimi głosami przepadają, więc warto mieć to na uwadze, chcąc zapoznać się z muzyką Leguminy. Wszystkie utwory są anglojęzyczne, czego trochę żałuję, gdyż chętnie usłyszałabym, jak zespół wypada w rodzimym języku.

Płyta duetu to wysokiej jakości debiut, który posiada swoją specyfikę i nie każdemu się spodoba. Nie należy jednak odbierać tego jako ujmę. Zespół stworzył wyważoną, pozbawioną szaleństw oraz wysoce kontrolowaną muzykę. Nie oznacza to jednak, że brakuje tutaj wrażeń, jest nudno i nijako. Przeciwnie – miłośnicy delikatnych, brzęczących numerów utrzymanych w elektronicznej stylistyce z elementami żywej muzyki znajdą tutaj wiele smaczków. Ja co prawda do nich nie należę, ale z przyjemnością będę wracać do pojedynczych piosenek, do których po prostu chce się wracać.

Czytaj również