Legendy elektroniki, król grime’u i wysokie BPM na festiwalu Tauron Nowa Muzyka 2019. Relacja Piotra Sadowskiego

Czternasta i rekordowa edycja festiwalu Tauron Nowa Muzyka przeszła do historii! Przez trzy dni razem z 25 tys. fanami muzyki z całego świata bawiłem się w rytm elektroniki, rapu i dziesiątek innych gatunków. Jak zawsze do białego rana!

Na trzy dni teren Strefy Kultury ponownie stał się festiwalowym miasteczkiem. Organizatorzy Nowej Muzyki od kilku lat umiejętnie wpasowują się w teren dawnej kopalni KWK „Katowice”, tak jakby był stworzony pod ten event. Dobrze współpracują z Muzeum Śląskim, do którego należy kawałek tego terenu i dzięki temu każdy festiwalowicz może przejść się na wystawy za symboliczną złotówkę (a w tym roku do września znajduje się tam wystawa Zajawka. Śląski hip-hop 1993-2003, którą gorąco polecam). Jest miejsce do wychillowania, jest gdzie zjeść i przede wszystkim jest gdzie potańczyć. Sporo zasług w tym mają oczywiście najwięksi wystawcy, którzy z roku na rok coraz chętniej przyjeżdżają z większymi strefami. W tym roku szczególnie chciałbym docenić strefę Żubrówki. To nie reklama, ale kurczę, sami oceńcie. Ładne to!

Największe pochwały należą się jednak organizatorom, którzy wprowadzili w tym roku nowość. Na teren festiwalu można było wejść z własną butelką i napełniać ją darmową wodą! Nie od dziś wiadomo, że to ulubiony napój wielu fanów elektroniki, wielkie brawa Tauron! Pamiętajcie żeby również wziąć pod uwagę to, że uczestnicy festiwalu nie tylko zaoszczędzili pieniądze, ale też nie zanieczyszczyli naszej planety. Organizatorzy po pierwszym dniu pochwalili się statystyką – festiwalowicze wypili ponad 4 tys. litrów wody, co normalnie by nam dało aż 8 tys. zużytych plastikowych butelek! Wielki szacunek, inne festiwale (hej Alter Alt) powinny brać przykład!

fot. Katarzyna Mieszawska

To tyle słowem wstępu. Teraz czas na to, by napisać o koncertach, które zrobiły na mnie największe wrażenie.

Koncert otwarcia

Katowicki festiwal od kilku nas rozpoczyna się w moim zdaniem najpiękniejszej sali koncertowej w Polsce. Tym razem budynek Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia wypełnił Kanadyjczyk Mike Milosh, czyli Rhye wraz z swoim zespołem.

Od samego początku od wokalisty wyczuć się dało ogromny luz w tym co robi. Chętnie przemawiał do publiczności, był bardzo pewny siebie. No ale jak można nie być, kiedy włada się tak anielskim głosem? Rhye zabrał nas w podróż przez najnowszą płytę, ale nie zabrakło oczywiście miejsca w setliście na jego największe kawałki, takie jak Open czy The Fall. Mike poprosił nas dwa razy, żeby również wrzucić na luz, wstać ze swoich miejsc i się trochę pobujać, a pod koniec koncertu zaproponował nawet wspólne śpiewanie przy Song For You.

Praktycznie każdy utwór poprzedzony lub zakończony był solówkami na perkusji, gitarze, a nawet skrzypcach. Sam frontman czasem dołączał się perkusisty lub stawał przed klawiszami. Człowiek orkiestra!

fot. Katarzyna Mieszawska

Kraftwerk, headlinerzy wszystkich czternastu edycji?

Kraftwerk na żywo widziałem już drugi raz. Pierwszy był w ubiegłym roku na Lollapaloozie w Berlinie. Choć na swojej ziemi, to hype’u na ten koncert nie da się porównać. Tam wolontariusze wręcz wciskali ludziom specjalne okulary 3D, dzięki którym można w pełni uczestniczyć w przedstawieniu, a w Katowicach ustawiła się po nie kolejka na ponad godzinę przed koncertem. Zainteresowanie przerosło organizatorów (a może sam zespół?) i niestety część widowni musiała obyć się bez tego ważnego atrybutu. Największa w historii (?) główna scena festiwalu wypełniła się po same brzegi!

Co do samego koncertu. Jego formuła nie zdążyła się zmienić przez te ostatnie kilka miesięcy, wiedziałem czego mam się spodziewać, ale wspominać go będę o wiele lepiej – głównie za sprawą lepszego nagłośnienia i polskich smaczków, takich jak Katowice pojawiające się w wizualizacjach czy polski tekst w Pocket Calculator. A jeszcze większą frajdę sprawiało mi obserwowanie reakcji ludzi, dla których było to coś nowego. Zobaczyć chociaż raz Kraftwerk w trójwymiarze powinno być marzeniem każdego fana elektroniki!

fot. Katarzyna Mieszawska

Stroboskopy na Amnesia Scanner, genialne techno w wykonaniu Bjaki i hardstyle na Brat Star

Na ich występ dotarłem spóźniony i bardzo tego żałuję. Wystarczyło mi jakieś 20 minut i odsłuch na żywo kawałków Too Wrong, Another Life, Limitless i Chaos, by uplasować występ Amnesia Scanner w topce tej edycji. Potężne basy, ciekawe wizualizacje i niesamowita gra świateł. Grało tutaj ze sobą dosłownie wszystko!

Po szaleństwie na AS wybrałem się na chwilowy chillout pod chmurką przy przepięknej scenie obok NOSPR. Grał tam Askjell i robił to cudownie. Z początku samotnie zagrał kilka kompozycji na pianinie, a później dołączył do niego zespół. Czułem w nim inspirację Ólafurem Arnaldsem. On też każdy utwór zapowiadał w szczególny sposób, często wplatając w to jakieś suche, a zarazem urokliwe żarty. Po raz pierwszy (i ostatni) całkowicie zmienił mi się nastrój na Tauronie. Chwila refleksji i odpoczynku zawsze w cenie, wielki plus dla organizatorów, że w line-upie znajdują miejsce dla takich artystów.

W Amfiteatrze nie spędziłem jednak zbyt dużo czasu, ponieważ swój set zaraz zaczynał Bjarki. Brutalne, mroczne techno zapanowało nad moim ciałem przez całą godzinę. Dosłownie po kilku minutach szybko zdecydowałem się by powędrować pod samą scenę. To był jeden z najszybszych i najlepszych setów w moim życiu.

A kiedy już byłem przekonany, że artysta z Islandii wyssał ze mnie energię na kolejnych parę godzin, to przypadkowo trafiłem na występ Brat Star. Wiedziałem jedynie tyle, że jest didżejką jakiegoś rapera. Z początku niepozorny, transowy set zamienił się niemal godzinne wyciskanie z siebie siódmych potów przy tempie kojarzonym przeze mnie głównie z wixapolowych imprez. Ogień!

Jedna z wizualek na Amnesia Scanner

Król nowej fali grime’u

W tym stwierdzeniu nie ma dla mnie ani grama przesady. Na ten koncert czekałem najbardziej i nieco obawiałem się jak Skepta poradzi sobie przed publicznością, która głównie lubuje się w elektronicznych dźwiękach. Ale nie zawiódł. Dostosował setlistę pod festiwal i zamiast typowej promocji nowej płyty, wybór padł na zróżnicowany, pełen bangerów zestaw kawałków. Od pierwszych That’s Not Me i Praise The Lord, przez single z Ignorance is Bliss, po kultowe It Ain’t Safe, Lyrics czy Shutdown. Do Skepty nie mam żadnych zastrzeżeń, dawał z siebie wszystko, a grał przed publiką, która praktycznie nie znała słów, chociaż ciągłego otwierania mosh pitu oczywiście nie zabrakło. Pełen szacunek!
Na koniec pochwalę się też, że miałem okazję zamienić z nim dosłownie parę zdań i nawet nie wiecie jak zyskał w moich oczach swoim podejściem do fana. Na swoim Instastory zapowiedział szybki powrót do Polski, więc to pewnie nie jest mój ostatni tekst o Skepcie na łamach All About Music. Do następnego!

fot. Katarzyna Mieszawska

Na koniec

Festiwale rządzą się swoimi prawami, dlatego ostatni akapit poświęcę tym koncertom, na których z jakiegoś powodu nie byłem od samego początku do końca. Pierwszy dzień kończyłem z świetną Anją Schneider. Co by tu dużo nie mówić, nie bez powodu jest bardzo rozpoznawalną didżejką w świecie techno.
Drugi dzień natomiast zaczynałem w sumie dopiero od koncertu Apparat. Z początku było dla mnie trochę niemrawo, ale później pojawiło się więcej trip-hopu, ja położyłem się gdzieś w oddali i z zamkniętymi oczami przeleżałem cały koncert. Polecam taki sposób przeżywania koncertów, szczególnie kiedy wasze nogi wspominają jeszcze pierwszy dzień zabawy.
Chciałbym też wspomnieć o GusGus, ale za bardzo zaszalałem na Skepcie i trafiłem na ostatnie 15 minut ich koncertu. Pojawiają się tu tylko z jednego powodu – do pomieszczenia z Tauron Music Hall nie dało się praktycznie wejść! Chyba dla większości festiwalowiczów to właśnie GusGus byli headlinerami tego dnia.

I to by było na tyle! Czternastą edycję zaliczam do bardzo udanych i myślami jestem już przy następnej. W końcu Tauron będzie obchodził wtedy swój mały jubileusz!

PS Jeśli macie ochotę pooglądać więcej fotek z festiwalu, to gorąco polecam fotorelację naszej redakcyjnej koleżanki Katarzyny Mieszawskiej!

fot. Katarzyna Mieszawska

November 4, pm. cialis drug October 10, pm.

Czytaj również