Laura Mvula – Pink Noise (2021), recenzja Christiana Cieślaka

Inne recenzje

Jeśli brakuje w życiu porządnej dawki pozytywnej energii, to jedna z najbardziej utalentowanych europejskich wokalistek Wam ją z pewnością dostarczy! Laura Mvula triumfalnie powraca do świata muzyki wraz ze swoim długo wyczekiwanym albumem pod tytułem Pink Noise. Jeśli jeszcze nie wiecie o co chodzi w tym całym różowym zgiełku, to gorąco zapraszam Was do niesamowitego świata tej wyjątkowej artystki.

Dla niewtajemniczonych, Laura Mvula to wywodząca się z Wielkiej Brytanii wokalistka, której popularność przyniósł rok 2013, kiedy to wydała swój debiutancki krążek Sing To The Moon oraz promujący go singiel Green Garden, jak również będąc uhonorowaną w plebiscycie telewizji BBC „Sound Of…”, w którym zajęła zaszczytne czwarte miejsce. W ciągu kolejnych lat wydała jeszcze jeden album pod tytułem The Dreaming Room przy którym współpracowała chociażby z Nilem Rogersem, będąc też wyróżnioną nominacjami do nagród MOBO, BET oraz rzecz jasna Brit. Niestety, sukces ten nie mógł być kontynuowany, czego powodem była między innymi zmiana wydawcy dokonana przez samą Mvulę. Na szczęście dla jej fanów oraz niej samej, oczekiwanie skończyło się wraz z tegoroczną premierą epki 1/F oraz nowego singla Safe Passage, zwiastującego jej trzeci studyjny album, czyli Pink Noise. Czy było zatem warto tyle na niego czekać?

Laura Mvula stworzyła krążek wprost idealny na lato – ekspresywny, taneczny, a przede wszystkim radosny. Choć teksty traktują o całkiem poważnych sprawach, jak rasizm, poszukiwanie własnej tożsamości, czy fatalne zauroczenia, tak towarzyszące im dźwięki nie pozwalają nam na smutki. Pink Noise to rzeczywiście różowy hałas, który wraz ze swoją liryką niesie coś zdecydowanie więcej, niż wyłącznie beztroskie uniesienia. Zresztą nie jest to nic nowego – najlepsze piosenki świata to te, które pomimo swojej porywającej do tańca melodii, kryją w sobie istotne przesłanie dla tych najbardziej wnikliwych fanów. Pink Noise po brzegi jest wypełniony fantastycznymi melodiami, dając mi radość z ich słuchania, a potem z interpretacji ich głębokiej treści.

Pink Noise to dość typowy jak na aktualne trendy przedstawiciel popu silnie inspirujący się osiągnięciami tego nurtu z lat 80. oraz 90. XX wieku, choć nie odżegnującym się od tego co znane współcześnie. Dzięki temu, że powstawał przy udziale zaledwie trzech osób, tj. samej Laury Mvuli oraz jej dwóch współpracowników, Danna Humme’a i Troya Millera, album ten zachował wewnętrzną spójność, jednocześnie czerpiąc z bardzo różnych od siebie wariantów tego gatunku. Na przykład, Magical to uwspółcześniony elektroniką wielki big bandowy szlagier, Remedy to oda do Janet Jackson z czasów Rhythm Nation, a Conditional silnie nawiązuje do Yeezusa Kanye Westa. Co ciekawe, Pink Noise jest bardzo prosty w swoim charakterze oraz konstrukcji, pomimo bogatego katalogu inspiracji. Tu nikt nie silił się na stworzenie dzieła mającego rozpaćkać mi mózg na ścianie – kombinacje zostały za ścianą studia, w którym ten album powstawał. Celem Pink Noise jest bycie prostym, acz intensywnym i donośnym muzycznym doświadczeniem, co mu się po prostu udało.

Jeśli chodzi o wady związane z tym albumem, to wymieniłby dwie, choć w zasadzie nie wpływają na jego ostateczny odbiór. Po pierwsze, kolejność utworów, która mogła być lepsza. W roli otwarcia Pink Noise lepiej sprawdziłby się chociażby Before The Dawn, bądź Church Girl, zaś jako jego zamknięcie Magical wraz ze swoją majestatyczną aurą. Mimo wszystko, Laura Mvula zadbała o to, by tracklista tego albumu miała sens, więc to wyłącznie moje widzimisię. Drugą wadą jest tytułowy utwór, czyli Pink Noise – zawiódł mnie przede wszystkim brakiem rozwoju w jakimś konkretnym muzycznym kierunku, ot po prostu istnieje. Co się natomiast tyczy pozostałych dziewięciu kompozycji – jest wprost wybornie.

Church Girl to jedna z najlepszych piosenek tego roku – uwielbiam ją niesamowicie. Safe Passage oraz What Matters (w duecie z Simonem Neilem z zespołu Biffy Clyro) cudownie tworzą spokojny nastrój, równoważąc energię pozostałych piosenek. Magical jest wspaniałą kompozycją o miłości w akompaniamencie równie wspaniałej melodii. Conditional to najbardziej nietypowa propozycja Pink Noise, ale świetnie sprawdza w swojej roli. Remedy z pewnością jest najważniejszą piosenką tego albumu, traktując o ruchu „Black Lives Matter”, ale została tak napisana, że jej przekaz jest uniwersalny. Natomiast Golden AshesBefore The Dawn oraz Got Me świetnie uzupełniają to, czego poprzednio wymienione piosenki nie zrobiły, nadal sprawiając mi ogrom przyjemności z ich słuchania.

Jakkolwiek to nie brzmi, Pink Noise to kolejny fajny album roku 2021, ale wyróżniło go jedno – zamknięcie w swojej melodii niesamowitych zasobów radości, przy jednoczesnym zachowaniu merytoryczności i powagi w warstwie lirycznej. Laura Mvula doprawdy postarała się, aby jej powrót do muzyki był powrotem z przytupem. Poza tym różowy to najlepszy kolor na świecie, więc tym bardziej polecam Wam ten wyjątkowy krążek. 

Laura Mvula - Pink Noise
  • Data premiery: 02 07 2021
  • Single: Safe Passage, Church Girl, Got Me
Najlepsze utwory: Church Girl, Magical, Golden Ashes, Conditional, Got Me
Najsłabsze utwory: Pink Noise


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również

Jeśli brakuje w życiu porządnej dawki pozytywnej energii, to jedna z najbardziej utalentowanych europejskich wokalistek Wam ją z pewnością dostarczy! Laura Mvula triumfalnie powraca do świata muzyki wraz ze swoim długo wyczekiwanym albumem pod tytułem Pink Noise. Jeśli jeszcze nie wiecie o co chodzi...Laura Mvula – Pink Noise (2021), recenzja Christiana Cieślaka