Lana del Rey w polskich mediach wciąż szokuje. Felieton Anieli Bocheńskiej

Share This Post

37-latka znów szokuje i odsłania biust. W jakim celu?” pytał jakiś czas temu duży portal muzyczny. Zdaje się, że z powodu własnego owym sutkiem, czy biustem oszołomienia, tylko kawałki ciała Lany del Rey udaje mu się widzieć.

W jednej rzeczy zwraca jednak uwagę na ważny też moim zdaniem szczegół. Lana del Rey ma już 37 lat. Ilu kobietom w Hollywood udaje się w tym wieku otaczać się tak wspaniałą aurą bezczelnej prowokatorki – pseudobuntowniczki – małolaty, tak, żeby głupi dziennikarze w Polsce ciągle sprowadzali ją jedynie do ich seksualności? Rzadka i godna pozazdroszczenia sztuka.

Kilka dni później Radio ESKA podało na antenie fałszywą informację, jakoby konto Lany na Instagramie zostało zawieszone za owo zdjęcie z sutkiem. Rewelacja niesamowita, zwłaszcza że kompletnie niezgodna z prawdą. Lana sama zawiesiła swoje konto 12 września 2021 roku. Potem przeniosła się na swoje inne, wcześniej prywatne, konto, o nazwie honeymoon – utworzone pierwotnie do promocji tak nazywającego się albumu. Odkrycie tej informacji zajmuje około minuty researchu.

Nie są to zresztą w żadnym stopniu dane istotne. Fascynują mnie jednak te, same napataczające się przykłady tego, kim jest Lana w polskiej branży okołomuzycznej i jak to o niej – o branży – świadczy. Bo przecież nie o Lanie.

Lana del Rey jest więc, gdyby się państwo zastanawiali, 37 letnią pieśniarką, tworzącą z innymi twórcami swoją muzykę, od 2012 roku. Nagrała w tym czasie 8 albumów studyjnych. Pierwszy z nich – Born to Die zebrał po premierze umiarkowanie entuzjastyczne, czy wręcz oziębłe recenzje, a w 2020 roku został przez portal NME i gazetę The Guardian ogłoszony jednym z dziesięciu najważniejszych albumów dekady. Spędził ponad 400 tygodni w amerykańskim zestawieniu albumów Billboard 200.

Lana jest na scenie – pod tym przydomkiem – od 2012 roku i nigdzie się z niej nie wybiera. Śpiewa o miłości i seksie, o narkotykach i odwykach, o zachwycie życiem i jego beznadziei, o uciekaniu z miast i przywiązaniu do nich. O tym samym, o czym śpiewają niektórzy mężczyźni, ci spośród nich którzy mają lepsze teksty. Ale wtedy nikt ich nie nazywa płytkimi, niewystarczająco intelektualnymi, czy nieodpowiednio prowokacyjnymi.

Robin Thicke musiał śpiewać o niewyraźnych granicach pomiędzy zgodą, a jej brakiem, żeby oburzyć opinię publiczną. John Lennon zrównać Beatlesów z Bogiem. Justin Timberlake zdjął Janet Jackson bluzkę w trakcie ich wspólnego występu na Super Bowl, ale to ona została przez to uznana za oburzającą. Co musiała zrobić, żeby zostać sprowadzona do „37 latki, pokazującej sutek”? Najgorszą z możliwych zbrodni – musiała się nie przejmować. To rzeczywiście, przez te dziesięć lat kariery wychodzi jej znakomicie.

spot_img

Related Posts

Meksyk ulicą marzeń! „Street of Dreams” od U2 ma już milion na liczniku

Najnowszy singiel od U2 po tygodniu od premiery ma...

Twenty One Pilots oraz MIRAI zawładnęli Ostrawą. Relacja z 1. dnia Colours of Ostrava

Colours of Ostrava to festiwal, do którego bardzo lubię...