Lana Del Rey – pojawiła się nagle pod koniec 2011 roku, a swoją niezbyt komercyjną muzyką podbiła serca wielu ludzi. Jednych ekstremalnie irytuje – inni w jej głosie od razu się zakochują. Budzi skrajne emocje, jest tajemnicza, pomysłowa, realizuje się w swojej specyfice muzycznej, a wszystko wieńczy oryginalnością. Teraz zaprezentowała reedycję swojego debiutanckiego krążka. Czy nadal czaruje?
Musiałem napisać mały akapit wstępu dla takiej indywidualności, ponieważ płyta Born To Die jest świetna – krytycy zwracają uwagę na zbytnią melodramatyczność kompozycji… Ale to coś czego dawno nie było! Ileż można śpiewać party, party, everybody, put your hands up… To zupełnie inny świat. Artystka przygotowała dla nas wznowienie albumu: Born To Die – Paradise Edition – ale czy to godny następca swojego wielkiego poprzednika? Powiem tak: Lana zachowała swój niepowtarzalny styl.
Na drugi singiel wybrana została piosenka Bel Air, która trochę przypomina mi anielski chór – czuje się jakbym był we wnętrzu Kaplicy Sykstyńskiej. Lana w tej piosence to upadły anioł, który spowalnia czas, a swoim charyzmatycznym wokalem przez ponad 3 minuty czaruje wszystko dookoła. To magia, której Lanie ciężko odmówić. Dla mnie może o aniołach śpiewać do woli. Jej głos meandrem przemierza wszystkie baśniowe krainy, które miałem okazje poznać jeszcze jako małe dziecko. Fantazja.
Warto wspomnieć o utworze Blue Velvet, który został użyty do reklamy kolekcji ubrań H&M. W niej samej można podziwiać artystkę prezentującą część najnowszej jesienno-zimowej linii. Tytuł został zaczerpnięty z filmu o tej samej nazwie w reżyserii Davida Lyncha.
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=hZ40M9ViYmY
Bierzcie i słuchajcie, oto kwintesencja tego co uszlachetni wasz gust muzyczny.
Kocham wyrazistości na światowej scenie z ogromnymi zasobami kreatywności i niemalże brakiem powtarzalności oraz perfidnego parcia na szkło. Lana nie robi komercyjnych utworów chyba, że mamy wziąć pod uwagę wyświetlenia teledysków na YouTube, ale tu one pełnią rolę drugorzędną – w przypadku Lany Del Rey muzyka stoi na pierwszym miejscu – mam nadzieję, że tak pozostanie.
Jestem w prawdziwym raju – dopisek w tytule płyty jest jak najbardziej adekwatny do całości. Miłośnikom takiej szlachetnej melancholii polecam tę płytę, a ją samą oceniam na 9/10.
’Born to Die’ na All About Music
- Paradise EP, recenzja Filipa W., ocena 6/10, ocena Born to Die 10/10, ocena całości 8/10
- Paradise EP, recenzja Filipa A., ocena 9/10
- Teledysk: Bel Air
- Teledysk: Million Dollar Man
- Teledysk: Ride
- Teledysk: National Anthem
- Teledysk: Carmen
- Teledysk: Blue Jeans
- Lana Del Rey na okładce Billboardu
