Lady Gaga – Chromatica (2020), recenzja Christiana Cieślaka

Inne recenzje

Nie spodziewałem się, że oczekiwanie na szósty album Lady Gagi przyniesie mi aż tyle pokładów organicznej nostalgii i z radości z jej długo wyczekiwanego powrotu. Chromatica zapowiadało się jako kompleksowy album z ciekawym, choć prostym przesłaniem, a Stupid Love zupełnie oderwanym od jego całościowego klimatu singlem. Spodziewałem się nieskrępowanego artystycznego szaleństwa i radości z aktu tworzenia, a co otrzymałem? Oto Chromatica, gdzie Gaga stała się panią swojego tańcującego świata.

Wstęp do tej recenzji, poza jego ostatnim zdaniem, napisałem już prawie dwa miesiące temu, chcąc przekonać się, czy moje spekulacje okażą się prawdą. Dziś przyznaję, że dostałem dokładnie to, czego się spodziewałem, choć niekoniecznie to, o czym marzyłem, ale zacznijmy od początku. Nie ma co ukrywać, ale pokładane w szóstym studyjnym krążku Lady Gagi nadzieje rozrosły się gargantuicznych rozmiarów, tym bardziej po miesiącach plotek, spekulacji oraz danych odnalezionych w kodzie oficjalnej strony wokalistki. Jednak jak to zwykle bywa, oczekiwania zupełnie rozminęły się z tym, co ostatecznie zostało oddane w nasze ręce, choć można było tego uniknąć. Zanim dostępna na platformie Spotify playlista „Welcome To Chromatica” stała się uatrakcyjnioną wersją krążka, znalazły się na niej utwory, które pomogły Gadze w kreowaniu świata spod nazwy Chromatica. Jego dość pobieżna analiza w zupełności mi wystarczyła, by stwierdzić, że pomysły SOPHIE, ikony kolektywu „PC Music”, nie wpisały się w całościowy koncept albumu, a ewentualny udział Boys Noize, czyli Alexandra Ridha, zostanie ograniczony do zupełnego minimum. Zatem na co muzycznie składa się ten krążek?

Chromatica idzie jak w dym za trendem nostalgii, jak jednak przystało na Lady Gagę, nie jest to oczywiste chwytanie się tego, co mogliśmy już usłyszeć za sprawą chociażby Dua LipyRiny Sawayamy, czy Slayyyter. Gaga intencjonalnie stanęła okrakiem między modą i oczekiwaniami, a osobistymi ambicjami, potencje kreując nowy trend. W tym przypadku sięgnęła po klubową muzykę przełomu lat 90. oraz nowego milenium, gdzie melodia miała być skoczna, charakteryzując się jednym znamiennym dźwiękiem. Koncept ten na krążku Lady znalazł swoje ujście w tekstach, gdzie łatwiej przyszło mi zapamiętanie tytułów piosenek, wiążących się z konkretną melodią, klimatem oraz przesłaniem, niż całych utworów.

Co niektórych może zdziwić, Chromatica jest moim zdaniem albumem kompletnym, choć niekoniecznie skończonym. Co do kompletności, Lady Gaga zaprasza nas do świata, gdzie rozlicza się przeszłością, przechodząc przez trudy życia w świetle jupiterów, patrząc z nadzieją w nadchodzącą przyszłość. Co do braku spełnienia, Chromatica jest jak wielkie muzyczne przedstawienie… jak Eurowizja. Choć nie wszystkie piosenki mają zadatki na wysokie miejsce w finale, tak wspólnie tworzą coś wyjątkowego, tworzą muzyczny spektakl, który na pierwszy rzut oka rzeczywiście jest tylko muzycznym wydarzeniem, za to pod powierzchnią kryje przesłanie tworzenia wyjątkowej wspólnoty. Gaga chciała połączyć swoich starych fanów, którzy oczekiwali powrotu do tanecznych korzeni ich idolki, oraz tych nowych, którzy niekoniecznie znają muzyczny świat przełomu wieków. Lady ponownie dała nam coś niepowtarzalnego, bo ze świecą szukać dziś takich piosenek i teledysków jak Stupid Love, czy Rain On Me.

Chromatica została podzielona na trzy akty, z czego każdy wyróżnia się swoim muzycznym klimatem i ogólnie przyjętym założeniem, który odnosi się również do znajdujących się na nich muzycznych gości. Pierwsza z nich skupia się na artystycznej przeszłości Lady Gagi, gdzie akceptuje swoje dawne decyzje i uczy się na swoich błędach. Ariana Grande symbolizuje tutaj beztroską młodość, która choć już swoje przeżyła, nie porzuca swoich ideałów, skutecznie broniąc się przed swoimi demonami. Merytorycznie najsilniejszą kompozycją jest Free Woman, gdzie Gaga z wolnej suki z utworu Bad Romance przeobraża się w wolną kobietę. Czysto muzycznie najlepsze są dwa dotychczasowe single, czyli Rain On Me oraz Stupid Love, choć Alice oraz Fun Tonight nie odstają od reszty swoich tanecznych sióstr.

Druga cześć jest tańcem w łzach spowodowanych trudami bycia obiektem ciągłej medialnej presji, gdzie nie liczy się to kim naprawdę jesteś, lecz to, co pokazujesz, bądź to, co widownia chce zobaczyć. Zespół BLACKPINK ukazuje poprzez Sour Candy nie tylko jak kobiety postrzegane są w mediach, ale też osobowości Lady Gagi, które stworzyła w ciągu dekady swojej artystycznej działalności. Niestety, to właśnie w drugim akcie mieści się największa bolączka całego albumu. Chromatica jest dość jednostajna i prosta, gdzie utwory nie są tak rozbudowane, jak już zdążyliśmy przywyknąć. Warto jednak zauważyć, że ich prostota, a przynajmniej niektórych z nich, jak Alice, czy 911, wynika z ich zakorzenienia w klubowych brzmieniach o których już wspominałem. W ramach drugiego aktu najlepiej wypada utwór Replay, zaś najmniej Enigma, która wydaje się dość koślawą mieszanką Free Woman oraz Fun Tonight.

Trzecia, ostatnia część albumu symbolizuje nowy początek, gdzie pogodzona z przeszłością i z tym kim jest tu i teraz, Lady Gaga wyrusza w dalszą drogę, by pozbawiona kompleksów dalej zmieniać świat. Sine From Above z udziałem mentora Gagi, czyli Eltona Johna jest najlepszym duetem tuż po tym z Bradleyem Cooperem w ramach filmu „A Star Is Born”. Dodatkowo, piosenka ta symbolizuje wiarę w swoje umiejętności, które dorównują naszym idolom, bez jakichkolwiek uprzedzeń i niepewności. 1000 Doves to piękna taneczna oda dla tych, którzy do dziś pomagają Lady na jej trudnej drodze ku szczęściu w sławie, włącznie z tłumami jej fanów. Natomiast Babylon fantastycznie zamyka całą tą taneczną podróż, świętując swoje dokonania i z podniesionym czołem zmierzając ku lepszej przyszłości. Marzy mi się, by za jakiś czas powstał wspólny teledysk do tych trzech kompozycji – to byłoby naprawdę coś.

BBC zapytało czy Lady Gaga może jeszcze raz zostać największą na świecie gwiazdą muzyki pop. Moim zdaniem odpowiedz jest prosta – nigdy nie przestała nią być, co najwyżej nie była nią na światowych listach przebojów. Chromatica nie spełniło niczyich oczekiwań, a jedynie pozwoliło światu, by ten bezrefleksyjnie tańczył, począwszy od kilku letnich bąbelków, po stuletnich dziadków. Gaga spełniła swoje muzyczne marzenia i to jedyne, co musicie zaakceptować, by znaleźć się w jej świecie, w świecie, co zowie się Chromatica.

Lady Gaga - Chromatica
  • Data premiery: 29 05 2020
  • Single: Stupid Love, Rain On Me
Najlepsze utwory: 1000 Doves, Babylon, Sine From Above, Replay, Rain On Me, Stupid Love, Free Woman
Najsłabsze utwory: Enigma


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również

Nie spodziewałem się, że oczekiwanie na szósty album Lady Gagi przyniesie mi aż tyle pokładów organicznej nostalgii i z radości z jej długo wyczekiwanego powrotu. Chromatica zapowiadało się jako kompleksowy album z ciekawym, choć prostym przesłaniem, a Stupid Love zupełnie oderwanym od jego całościowego klimatu singlem....Lady Gaga - Chromatica (2020), recenzja Christiana Cieślaka