La Roux – Trouble in Paradise (2014), recenzja Łukasza Jankowskiego

Od czasu wydania debiutanckiego albumu duetu La Roux minęło pięć lat. Krążek odniósł ogromny sukces za sprawą takich hitów jak Bulletproof, który w serwisie Youtube został odtworzony aż 16 milionów razy. W dodatku wydawnictwo w Wielkiej Brytanii zdobyło status złotej płyty. Drugi krążek został zatytułowany Trouble in Paradise. W stosunku do wydarzeń, które spotkały wokalistę – Elly Jackson ta nazwa jest bardzo odpowiednia. Obok sukcesu debiutu, Elly z powodu ataków paniki straciła część głosu (nie potrafiła zaśpiewać wysokich dźwięków) oraz rozstała się z muzycznym partnerem Benem Langmaidem. Przez te wydarzenia premiera płyty była kilkukrotnie przesuwana, ale w końcu fani dostali to na co czekali tyle lat. Teraz mogą zapoznać się z nowymi piosenkami Elly, a ja zapraszam do przeczytania recenzji tego wydawnictwa.

Przy pierwszym odsłuchaniu płyty, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to nie piękna okładka, ale liczba utworów. Na krążku znalazło się dziewięć nowych kompozycji. Nie ukrywajmy, jak na dzisiejsze standardy jest to bardzo skromna cyfra. Jednakże wolę dostać mniej dobrych piosenek niż więcej słabych numerów, najlepszym tego przykładem jest ostatnia płyta Example. La Roux jako pierwszą kompozycję zaprezentowała Let Me Down Gently. Wokalistka urzeka swoim głosem, który został podkreślony lekko dyskotekowym, spowolnionym tempem. W nowych numerach Elly nie zaskakuje już swoją drapieżnością i wyrazistością. Teraz postawiła raczej na stonowane brzmienia, które nadal są utrzymane w sythpopowym klimacie. Jako kolejny został przedstawiony Uptight Downtown. La Roux wznosi się tutaj na wyżyny swoich możliwości i pokazuje, że jej problemy z głosem to już historia. Jackson zachwyca od pierwszych chwil, a wysokie dźwięki wyśpiewywane w refrenie to po prostu mistrzostwo.

Elly Jackson przed premierą Trouble in Paradise przedstawiła jeszcze jeden numer – Tropical Chancer. Kompozycja, tak jak cały album, jest idealna jako podkład do leniwych i słonecznych dni. Materiał nie jest za bardzo wymagający i nie angażuje słuchacza do zbytniego myślenia, ale nie jest to wada. Piosenki słucha się z ogromną przyjemnością. Wszystko za sprawą idealnie dopasowanych podkładów i świetnego głosu artystki. Wszystko to możemy odszukać w Tropical Chancer. Numer chwytliwy, który może przypominać dokonania takich wykonawców jak Grace Jones oraz B.W.H. Skojarzenia są słuszne, w tym kawałku zostały wykorzystane sample z utworów tych wykonawców. Mnie jednak bardziej przypomina hit francuskiego duetu Daft Punk, który został nagrany z Pharrellem Williamsem. Chodzi mianowicie o Get Lucky. Dla mnie widoczne jest to, że La Roux chciała stworzyć tropikalną produkcje inspirowaną przebojem Francuzów i to zadanie wykonała perfekcyjnie.

Piosenki zaprezentowane przed premierą są po prostu świetne, ale czy reszta wydawnictwa jest tak dobra? Zdecydowanie tak. Elly urzekła mnie niemal w każdym numerze. Cruel Sexuality to numer, który rozpieścił mnie wysokimi dźwiękami i falsetem wydobywających się z ust Jackson. Sexotheque przypadło mi do gustu za sprawą skocznego refrenu, który przypomina mi lekko dokonania sióstr HaimSilent Partner to numer, który najbardziej przypomina poprzednie dokonania La Roux, kiedy on był jeszcze duetem. Debiut bardzo lubię, więc się cieszę, że taki numer pojawił się na płycie. Niestety nie wszystko na krążku jest idealne. Na Trouble in Paradise znajdziemy osiem świetnych kawałków oraz jeden, który jest totalnym nieporozumieniem. The Feeling to piosenka, która została napisana i wyprodukowana wyłącznie przez Elly Jackson. Niestety nie poradziła sobie z tym zadaniem, numer jest dla mnie po prostu nudny. Poza tym postawić taki utwór obok Tropical Chancer oraz Let Me Down Gently to zbrodnia.

Najnowsza propozycja od artystki nie jest tak przebojowa i wyrazista jak debiut o nazwie La Roux. Nie zmienia to faktu, że wokalistka stworzyła album niemal perfekcyjny. Gdyby wyciąć ostatni utwór dostalibyśmy coś perfekcyjnego. Warto dodać, że Trouble in Paradise to wydawnictwo, które zyskuje przy bliższym poznaniu. Po pierwszym przesłuchaniu miałem mieszane uczucia, ale z każdym następnym nowy materiał zachwycał mnie coraz bardziej.

Czytaj również