La Roux – Supervision (2020), recenzja Patrycji Szydlak

Inne recenzje

Nie ma co ukrywać, że po świetnym debiucie (La Roux, 2009) i dobrze przyjętym drugim krążku (Trouble in Paradise, 2014), poprzeczka, a co za tym idzie wymagania wobec La Roux stawiane były dość wysoko. Jednak przyszło nam czekać kolejnych kilka lat, aby światło dzienne ujrzał trzeci studyjny album brytyjskiej artystki. Czy było warto?

Znalezione obrazy dla zapytania: la roux supervision

Jeszcze podczas pracy nad drugim longplayem duet opuścił Ben Langmaid i Elly Jackson musiała poradzić sobie sama. No dobra, może nie tak do końca sama, bo udało jej się zaangażować do pomocy kilku znanych producentów i pomimo wielu przeciwności (w tym zdrowotnych, z głosem, atakami paniki), Trouble in Paradise zagościło na listach wśród najlepszych albumów 2014. A potem, nagle, nastąpiła cisza – po skończonej trasie Elly ucichła w social mediach, właściwie wszędzie. Zdarzało się jedynie trafić na jakiś DJ set w jej wykonaniu, czy gościnne udziały na płytach innych (m.in. Tayler, the Creator) i to by było na tyle. To sprawiło, że fani, w tym ja, zaczęli tracić nadzieję na jakiekolwiek nowości z jej strony. Plotki, które czasami krążyły po sieci i które szczątkowo potwierdzała Brytyjka głosiły, że prace nad kolejnym albumem trwają, ale ciągła niepewność i brak konkretów były co najmniej irytujące. Aż tu nagle, pod koniec ubiegłego roku portale zaczęły rozpisywać się o możliwej premierze singla, niektóre już podając datę premiery krążka (wtedy jeszcze niepotwierdzoną) i zaczęła się ekscytacja.

Na pierwszy ogień poszedł singiel International Woman of Leisure, w którym w końcu! słyszymy „starą” Elly, wyraźnie bardziej swobodną ze swoim falsetem, pewną siebie, dostając w pakiecie urzekający retro teledysk, który aż zaraża pozytywną energią.

Drugi w kolejce Gullible Fool (w dwóch wersjach, 7 i 4 minutowej – z czego dłuższa znalazła się na krążku) jest odrobinę spokojniejszy, co wcale nie oznacza, że mniej wpadający w ucho. Jak mówi Brytyjka, to najbardziej wyjątkowa i znacząca piosenka na płycie, ze względu na poruszany w niej temat nadmiernego zaufania do ludzi, na którym Jackson sparzyła się przez ostatnie lata pracy w branży.

Ostatnią zachętą tuż przed premierą miał być Automatic Driver. Czy to rzeczywiście zapraszające muzyczne doświadczenie? Moim zdaniem tak, optymalny miks stylów z obu poprzednich albumów. Jednak wydaje mi się, że mimo wszystko, wśród tych trzech nie znajdziemy hitu na miarę szczytów list przebojów.

Ubolewam, że po tylu latach przerwy dostaliśmy Supervision tylko z 8 utworami. Ok, żaden nie jest krótszy niż 4 minuty, ale to nadal, tylko niewiele ponad 40 minut materiału. Otwierający kawałek, 21st Century to według mnie jeden z lepszych z całego zestawu, co skutecznie skusiło mnie do dalszego odsłuchu. Przy Do you feel głowa sama bujała mi się do linii basu, a na myśl przychodziły stare hity George’a Michaela. Tylko, że w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że ten kawałek nie ma żadnego punktu zwrotnego, czegoś co urozmaiciłoby te 5 minut. Automatic Driver to na ten moment mój absolutny faworyt, ale wiem, że jestem w mniejszości patrząc na oceny krążące po sieci. Z International Woman of Leisure mam ten problem, że zwyczajnie mi się już osłuchało katowane od premiery singla do wydania albumu. Potem pojawia się kolejny kłopot, bo do kończącego Gullible Fool nie mam po drodze żadnych dźwięków, które jakoś szczególnie wpłynęłyby na moje zmysły.

Całościowo longplay wydaje mi się jakiś taki zbyt bezpieczny. Owszem, słychać, że Elly i jej głos są w świetnej formie na miarę debiutanckich hitów, z Bulletproof na czele, ale to chyba płonne nadzieje, że Supervision odniesie taki sam sukces jak dwa poprzednie krążki. Gdzie Trouble in Paradise było całkowicie różne od La Roux, tak tutaj widać, że Elly chciała kontynuować stylistykę, ale coś się po drodze zgubiło. Styl jest, ale jest też dużo monotonii. Pod kątem produkcyjnym jest dobrze, nie da się zaprzeczyć, że całość jest spójna, ale chyba ugładzona do przesady.

Znalezione obrazy dla zapytania: la roux supervision

Na plus ocenić trzeba słyszalne wpływy muzyki Neila Rodgersa czy Michaela Jacksona, albo wspomnianego już George’a Michaela. Na minus powtarzalność. Moja miłość do Elly Jackson, La Roux i wszystkiego co z tym związane nie zmalała, nie czuję rozczarowania, ale chciałabym żeby pokazała więcej, bo wiem, że stać ją na to. Żałuję tylko, że nie będzie mi dane w najbliższym czasie usłyszeć na żywo całego materiału.

Całość oczywiście dostępna jest w serwisach streamingowych, więc sprawdźcie koniecznie!

-
  • Data premiery:
  • Single:
Najlepsze utwory:
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również