Przedwczoraj w Polsce wystąpiła Kylie Minogue. Jedna z największych popowych gwiazd odwiedziła nasz kraj dopiero po raz drugi. Jej występ widziało dwoje redaktorów All About Music: Zuzanna Janicka oraz Filip Wiącek. Przeczytajcie nasze relacje z największej dyskotekowej nocy.
Zuzanna Janicka
Lubicie imprezy? Jaaasne, kto za nimi nie przepada. Nie mogło was w takim razie zabraknąć w czwartek, 30. października, w łódzkiej Atlas Arenie na największej dyskotece w Polsce. Zapraszała sama Kylie Minogue.
Zanim na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru, publiczność rozruszać miał duet, który przez kilkanaście minut remixował różne znane utwory (m.in. Set Fire to the Rain Adele i Paradise Coldplay). Chłopaki starali się jak mogli, ale dopiero Kylie udało się porwać do tańca (prawie) całą publiczność. Wokalistka spóźniła się jedynie dziesięć minut, ale szybko jej to wybaczyłam, bo koncert rozpoczęła (leżąc na wielkich czerwonych ustach) lubianą przeze mnie kompozycją Les Sex z nowej płyty. Następnie płynnie przeszła do In My Arms i Timebomb. Na zakończenie pierwszego aktu odśpiewała Wow.
Druga część koncertu była tą najbardziej żywiołową i taneczną. Nie mogło zresztą być inaczej, skoro Kylie zaprezentowała nam Step Back in Time, Spinning Around czy On a Night Like This. Całość nieco uspokoiła zmysłowa piosenka Slow.
W trzecim akcie Minogue przeniosła nas w różowe (dosłownie!) lata 80. Wykonała bowiem medley takich swoich utworów jak Enjoy Yourself, Hand on Your Heart, Never Too Late, Got to Be Certain oraz I Should Be So Lucky (wskakując przy tym do wanny). Było słodko, było kiczowato. Ale i niezwykle uroczo i pogodnie. Po krótkim intrze (Skirt) artystka wróciła na scenę odmieniona. Róż ustąpił miejsca czerni, a Kylie świetnie odnalazła się w ostrzejszej stylistyce, śpiewając Need You Tonight z repertuaru rockowej grupy INXS. Mocniejszym momentem była również piosenka Kids, którą Minogue nagrała z Robbie Williamsem.
Szósty akt koncertu zadowolił z pewnością fanów spokojniejszych brzmień. Wokalistka wykonała dwie kompozycje z nowej płyty – delikatną balladę Beautiful i podszyte elektronicznym bitem Kiss Me Once, podczas którego na publiczność spadło konfetti w kształcie serc. Na sam koniec swojego polskiego koncertu Kylie zostawiła porcję nowszych utworów: Love at First Sight, Get Outta My Way i All the Lovers oraz zapytała się nas, jakie jeszcze piosenki chcielibyśmy usłyszeć. Wybrała dwie propozycje – In Your Eyes oraz (nie mogło być inaczej) The Loco-Motion. Na bis Minogue zachowała sobie swój tegoroczny singiel Into the Blue, który, szczerze mówiąc, nie robi na mnie dobrego wrażenia. Nawet w koncertowej aranżacji.
Nie miałam wcześniej okazji być na koncercie światowej sławy gwiazdy pop. Na występach Kings of Leon czy Editors raczej nikt nie marzy o jakichkolwiek zmianach scenografii czy tym bardziej strojów przez muzyków. Tu jest inaczej. W muzyce pop chodzi przede wszystkim o show i ciągłe zaskakiwanie słuchacza. Muzyka jest zawsze gdzieś na drugim planie, choć nie można powiedzieć, że Kylie nie umie śpiewać a jej utwory to słabej jakości produkcje. Chociaż na co dzień słuchając je płyt zdarza mi się pominąć kilka piosenek (m.in. In My Arms czy On a Night Like This), na koncercie bawiłam się przy nich tak samo dobrze jak przy ulubionych Slow i Kids. Dobre wrażenie robiło oświetlenie oraz wizualizacje. Świetnie spisali się tancerze oraz osoby odpowiedzialne za kostiumy artystki – stroje były bardzo kobiece, podkreślające szczupłą sylwetkę piosenkarki.
Filip Wiącek
Kylie Minogue to ikona. Co z tego, że nie sprzedaje milionów kopii płyt w Stanach, co z tego, że nowe single nie odnoszą już tak wielkich sukcesów. Właściwie już od dawna nie musi niczego udowadniać, a płyty wydaje chyba tylko po to, by móc wyruszyć w trasę. I uszczęśliwić tym samym nas, i siebie samą.
Czas przed koncertem dłużył się niemiłosiernie. Na telebimach zaprezentowano rozciągnięty do granic możliwości filmik Sleepwalker (ale jakże piękny wizualnie!), reklamy zapętlono w nieskończoność, a klubowe Third Party (remiksowali m.in. Locked Out of Heaven, Set Fire to the Rain czy dwa hity Coldplay) publiki raczej nie rozgrzali. Choć źli nie byli.
Gorąco zrobiło się dopiero przy Video Introduction, które zawierało fragmenty utworu Breathe (czemu nie wykonała tego znakomitego kawałka w całości?!). Tajemnicze, potężne, ze świetnie budowanym napięciem. Chwilę później usłyszeliśmy pierwsze dźwięki piosenki Les Sex i… jest. W seksownej, czerwonej sukience leżąc na wielkich ustach, Kylie wjechała na scenę. W dalszej kolejności wykonała kolejne gorące kompozycje: In My Arms, Timebomb i Wow. A to był dopiero początek.
Setlista Kiss Me Once Tour w dużej części przypomina Aphrodite: Les Folies Tour. Owszem, było 5 numerów z nowej płyty, ale i tak każdy czekał na starsze przeboje. Wszystkie były. Can’t Get You Out of My Head z akcją z karteczkami lalala (teraz już wszyscy wiedzą, że tego nie śpiewa się nanana!, śmiała się wokalistka). The Loco-motion (jako request song) zaśpiewane z niesamowitą lekkością, a jednocześnie i werwą. Dyskotekowy set hitów z Light Years – Spinning Around, Your Disco Needs You, On a Night Like This – by za chwilę płynnie przejść do sensualnego Slow. Kids z… solówką gitarową! Z nowszych kawałków nie mogło zabraknąć All the Lovers, Get Outta My Way oraz doskonałego Into the Blue chóralnie odśpiewanego przez fanów. Ciary.
Na osobne słowa zasługuje 80s Medley. Zaczął się od krótkiego intra Enjoy Yourself, po którym Kylie wykonała 4 piosenki z lat 80.: kolejno Hand on Your Heart, Never Too Late, Got to Be Certain oraz I Should Be So Lucky. Warto wspomnieć, że po każdym kawałku… ściągała jedną sukienkę. Każda kolejna była coraz krótsza i w końcu podczas wykonania I Should Be So Lucky (w wannie!) na wokalistce została właściwie sama bielizna. Całość można podsumować w trzech słowach: piękny pokaz kiczu. Ale przy tym jakże uroczy!
Nieco zawiodły piosenki z płyty Kiss Me Once. Nie chodzi mi tu nawet o samą Minogue, bo wykonała je naprawdę dobrze (Beautiful na żywo jest świetne, o wiele lepsze niż w wersji studyjnej), ale o publikę. Widać było, że wiele osób po prostu nie zna tych piosenek. Nie pomógł seksowny taniec podczas Sexercize oraz konfetti przy Kiss Me Once. Na szczęście lepiej było już przy ww. Into the Blue.
Podczas największej dyskoteki w Polsce my byliśmy zachwyceni Kylie Minogue, a Kylie Minogue była zachwycona nami. Naprawdę, choć nie wypełniła całej Atlas Areny, od początku do końca tańczyła, skakała, latała z uśmiechem na twarzy. Z publiką miała naprawdę świetny kontakt, rozmawiała z nami, śmiała się, żartowała. Widać było, że ma ogromny dystans do własnej osoby i pomimo ogromnego sukcesu, jaki osiągnęła, wciąż jest zupełnie normalną osobą. W przerwach pomiędzy piosenkami czytała także transparenty. Hug Me Once; I’ve a Gift, Let Me Gift You czy w końcu Selfie Me Once. Tak bardzo jej się spodobały, że… wzięła trzy osoby na scenę, by zrobić sobie z nimi zdjęcia. Zszokowało ich to. A kiedy jeden z nich dał jej transparent z napisem Tonight My Dream’s Come True, ona również była zszokowana. Ale i wyraźnie zachwycona.
Jak na światową gwiazdę pop przystało Kylie kilkukrotnie zmieniała stroje. Czerwona, kusa sukienka na początku, różowe kreacje stylizowane na lata 80. czy w końcu czarny lateksowy strój przy coverze Need You Tonight i Sexercize to tylko niektóre z nich. Niesamowite były stylizacje tancerzy i tancerek, jak i sama scena. Nie wolno zapomnieć także o grze świateł i zespole (muzyka nie leciała tylko z taśmy, o nie!). A w tym wszystkim artystka umie śpiewać. Owszem, ma wysoki głos, który nie każdemu przypadnie do gustu, ale wyższe rejestry w Your Disco Needs You czy chociażby In Your Eyes (zaśpiewane wspólnie z publicznością) były wykonane bez żadnego fałszu.
Profesjonalne show, usta, trochę seksu, nawiązania do lat 80., a także mnóstwo zabawy i wielkich hitów. Tak najłatwiej chyba podsumować łódzki koncert Kylie Minogue. Gwiazdy, która nie gwiazdorzy, a kocha nas, swój zespół, swoją pracę. Może i brzmi to banalnie, ale to cała ona. Zdecydowanie każdy powinien to zobaczyć. Nawet jeśli miłośnikiem popu nie jest.
PS. A na koniec taka moja uwaga na przyszłość. Tzn. gdyby wokalistka wykonała te utwory, to w ogóle byłbym w niebie, spełniony i mógłbym umierać. O ile te z pierwszej grupy to moje niespełnione marzenia, tak te z drugiej uważam, że powinny być wykonane.
Utwory-życzenia – gdyby je zaśpiewała, byłbym w pozytywnym szoku:
- Say Hey
- Through the Years
- Closer
- Love Affair
- Dangerous Game
Utwory-błędy – nie wykonała ich, a powinna:
- Confide in Me (!!!)
- Where the Wild Roses Grow (zamiast Kiss Me Once)
- Breathe (w całości)
- Give Me Just a Little More Time (zamiast Timebomb bądź Les Sex)
- Better the Devil You Know (połączyć ze Step Back in Time)


