Nie jestem zbyt wielką fanką wydawania bożonarodzeniowych płyt przez artystów, nazywanych przeze mnie pieszczotliwie „christmasowymi chałturami”. OK, święta świętami, atmosfera musi być, a i w sklepach jedna kolędowa playlista nudzi się po około dwóch dniach. Swój kanon płyt świątecznych posiadam – Sting, Zbigniew Preisner i Czerwone Gitary – lecz mało znam albumów, które w jakikolwiek sposób dałoby się odróżnić od siebie. Kylie Minogue dałam jednak szansę: jak australijska wokalistka sprawdza się w świątecznym wydaniu? Czy warto sięgać po płytę Kylie Christmas Snow Queen Edition?
Przyznaję jednak, że mam problem z recenzowaniem świątecznych płyt. Repertuar jest niemal identyczny, zmieniają się jedynie wokale i, od czasu do czasu, aranżacje – przyznać trzeba, że pole do popisu niewielkie, a i nagranie czegoś nowego w christmasowym klimacie jest niezwykle ciężkie. O ile większość utworów na płycie Snow Queen Edition jest w porządku lub nawet przypadło mi do gustu, o tyle wciąż mam wrażenie wtórności – i nie jest to absolutnie zarzut pod kątem Kylie Minogue. To raczej problem kreatywności w przypadku świątecznego kanonu; poza tym nie mogę oprzeć się wrażeniu, że utworów na reedycji płyty jest po prostu za dużo. Ale, ale, przecież idą święta i każdy powinien schować do kieszeni tego wewnętrznego trolla (tzn. krytyka) i patrzeć bardziej optymistycznym spojrzeniem!
Biorąc pod uwagę popularność Kylie Minogue na całym świecie, nie obawiałam się o komercyjny sukces tej płyty. Zarówno w rodzinnej Australii, jak i poza jej granicami krążek Kylie Christmas Snow Queen Edition cieszył się ogromną popularnością – brytyjski odpowiednik naszego ZPAV-u uhonorował go nawet tytułem Złotej Płyty. Nic więc dziwnego, że wydany w zeszłym roku album w 2016 doczekał się reedycji: Snow Queen Edition zawiera aż 22 utwory, w tym duety z siostrą, Dannii Minogue, Miką czy… Iggym Popem. Brzmi obiecująco, czy tylko się tak wydaje?
Utwory na Snow Queen Edition podzieliłabym na znane każdemu klasyki (podkategorie: „ok”, „poprawne”, „niezłe!”), covery znanych utworów w świątecznych aranżacjach oraz nowe, napisane specjalnie na tę płytę piosenki. Choć oczywiście przeważają te z pierwszej grupy, nowe kawałki także zasługują na uwagę – o ile nie wszystkie przypadły mi do gustu, doceniam chęć wyjścia poza ogólnie obowiązujący, świąteczny kanon. Drugim plusem jest wyważenie śpiewu: niestety, problemem wielu bożonarodzeniowych płyt jest słodki aż do przesady wokal, który w nadmiarze szkodzi (jak wszystko na tym świecie). O ile u Kylie można znaleźć sporo kokieteryjno-kobiecych utworów, np. Winter Wonderland, Santa Baby czy Have Yourself a Merry Little Christmas, o tyle są one raczej wyważone. Niewielkich zgrzytów dopatrzyłam się w White December, Let It Snow i 2000 Miles – nie jest to brzmienie, z którym kojarzyłabym Kylie Minogue i moim zdaniem te utwory niczym się nie wyróżniają. O wiele lepiej jest za to w przypadku np. utworu Stay Another Day – to ballada, która w pierwszej chwili nie brzmi jak christmasowy kawałek, bo nie jest bardzo „słodka” i świąteczna. Można by uznać ją za zwykły utwór i nieco dać się zmylić, bo dopiero po drugiej zwrotce pojawiają się świąteczne dzwoneczki.
https://youtu.be/zgrywU-IJHs
Klasyki czy nowe piosenki? Które z utworów uważam za lepsze na świątecznej płycie Kylie? Zdecydowanie te drugie – muszę jednak wspomnieć o kilku wyjątkowych coverach, które pojawiają się na tym albumie. Duży plus za Only You, cover wielkiego przeboju Yazoo, który w duecie z Jamesem Cordenem brzmi naprawdę ciekawie! O ile ja nie jestem fanką tego kawałka w oryginale, w wersji świątecznej brzmi całkiem zgrabnie; jest mniej synthowy, ale ma swój urok. Bardzo spodobał mi się również Wonderful Christmas Time wykonany razem z Miką: w ilu aranżacjach słyszeliście już klasyk Paula McCartneya? Mi zabraknie palców u rąk, by je policzyć, ale przyznaję, że ten duet jest naprawdę jedną z tych najlepszych i najciekawszych. Trzeci props dla Everybody’s Free (To Feel Good) – sample z hitowego kawałka lat 90. w świątecznej aranżacji są największym zaskoczeniem tego albumu i przyznaję, że takiego pomysłu zupełnie się nie spodziewałam. Przyznaję jednak, że to miła odmiana i gdyby tak brzmiały świąteczne albumy, na pewno sięgałabym po nie o wiele częściej!
Nie mogę również nie wspomnieć o piosenkach, które Kylie Minogue napisała specjalnie na tę płytę. Jej własne, autorskie utwory brzmią zdecydowanie najlepiej i mają najwięcej z jej scenicznego charakteru: Cried Out Christmas, Christmas Lights i Christmas Isn’t Christmas 'Til You Get Here są utrzymane w stylistyce retro, a przez to miłe dla ucha, radosne i prawdziwie świąteczne. Mają w sobie dużo ciepła i słucha się ich z przyjemnością. Może nie do końca jestem przekonana do utworów 2000 Degrees z Dannii Minogue czy White December, ale i tak bardzo doceniam umieszczenie na świątecznej płycie nowych, własnych kompozycji. Dzięki temu ten krążek zyskuje wyjątkowego charakteru.
Podsumowując recenzję świątecznej Kylie, wystawiam ocenę raczej pozytywną. Choć nie jestem wielką fanką christmasowych albumów, ten jest całkiem w porządku: w większości słucha się go dobrze i zgrabnie, choć ja znalazłam kilka słabszych punktów. Jednak nie są one na tyle drastyczne, bym całkowicie przekreśliła Kylie Christmas Snow Queen Edition – myślę, że ta płyta będzie udaną towarzyszką podczas wigilijnej kolacji lub beztroskiego, świątecznego leniuchowania!

